O szansach Polek w najbliższym meczu, jak i perspektywach na cały sezon, rozmawiamy z Agatą Mróz, polską siatkarką, która w trakcie swojej kariery nie raz miała okazję wystąpić na tak prestiżowej imprezie.
Reprezentacja.net: Jesteśmy w finale World Grand Prix. Dla wielu to zaskoczenie. Zwłaszcza po trzech porażkach, jakich Polki doznały w Polsce. Dla Ciebie również?
Agata Mróz: - W Rzeszowie pierwszy raz widziałam dziewczyny po dłuższej przerwie. Pamiętałam je z mistrzostw świata w Japonii, a później już niestety nie miałam możliwości ich oglądać. W Montreux, sądząc po wyniku, nie wypadło to najlepiej. Dlatego jestem miło zaskoczona. Uważam, że już w Rzeszowie zagrały naprawdę fajnie, no a później, w kolejnych meczach to chyba zaskoczyły wszystkich - nawet pewnie i siebie. Z każdym kolejnym meczem byłam coraz bardziej pewna, że zagramy w finale, niemal w 100%. Tym bardziej, że patrzyłam na ich grę z perspektywy zawodniczki, nie tylko widza i zwracałam uwagę na to jak reagują po akcjach, setach, widziałam, że cieszy je gra, że się znowu uśmiechają, że atmosfera jest dobra. Cieszyły się tym, co robią. Niezależnie czy wygrywały, czy przegrywały. To było dla mnie szczególnie istotne.
Zniknęła na szczęście drużyna z ubiegłorocznych mistrzostw świata.
- Tak, tamten sezon to była jakaś taka... dziura. Ciężko było się z niej wydostać. Dziewczyny popadły w niebyt, z którego ciężko było się wydostać. Stanęły w miejscu. A teraz widać, że znowu tworzą zespół. Marco Bonitta je zebrał i sprawił, że znowu uwierzyły w siebie. Bo przecież one nie zapomniały jak się gra w siatkówkę. Mają umiejętności. Musiały się podnieść przede wszystkim psychicznie, bo w którymś momencie musiały zatracić wiarę w siebie - stad przegrane.
Ich siła tkwi więc w zespołowości?
- Tak, dobrze idzie, bo grają razem, całą drużyną wspólnie z trenerem, który im pomaga. Nie widać konfliktów, wszystko przebiega spokojnie, praca jest wykonywana dobrze. Wydaje mi się, że w finale dziewczyny nas jeszcze raz miło zaskoczą.
Ale na pewno nie będzie łatwo. Taka ilość rozegranych spotkań musi wywrzeć wpływ na ich organizm. Poza tym teraz na drodze staną im czołowe zespoły na świecie.
- Gramy z najlepszymi, ale zwróćmy uwagę na to, że w zasadzie ostatni sprawdzian przed mistrzostwami Europy i przed igrzyskami olimpijskimi. Nie wiadomo czy awansujemy do Pucharu Świata. Trudno przewidzieć, kiedy po raz kolejny będziemy mogli się zmierzyć z tak silnymi ekipami. A tu jest szansa sprawdzenia, na jakim etapie jesteśmy. Wiadomo, że siłu ubywa a dziewczyny są coraz bardziej zmęczone, ale pamiętajmy, że one nie grały wcześniej żadnych sparingów. Potrzebują gry, możliwie jak najwięcej. Myślę, że nawet potrzeba im bardziej kolejnych spotkań, niż samych treningów.
Czy któraś z polskich siatkarek zaskoczyła Cię w jakiś szczególny sposób?
- Tak, Milena Sadurek. - gra bez kompleksów, i chociaż widać, że jeszcze czasami brakuje ogrania, to jeśli tylko będzie chciała dalej tak ciężko pracować, to będzie ok. Może być klasową rozgrywającą. Na razie zastępuje Izę Bełcik bardzo dobrze. Cieszy mnie, że mamy dobre przyjęcie i przez to potrafimy grać rożne warianty w ataku, że nasza styl gry nie jest monotonny.
A co powiesz o Lenie Dziękiewicz? Kiedy wydawało się, że jej czas na grę w reprezentacji nigdy nie nadejdzie, ona zaskakuje wszystkich i z każdym dniem prezentuje się lepiej.
- Może nie należy do najmłodszych siatkarek w zespole, ale w lidze pokazała świetną dyspozycję i zasłużyła na powołanie. Może jeszcze nie wyszedł jej pierwszy turniej w Rzeszowie, ale później było coraz lepiej. Na pewno ciężko jej się było wkomponować do drużyny, ale wszystko wskazuje na to, że się udało. Duża w tym rola innych dziewczyn, dzięki temu, że jest dobra atmosfera, to i „nowym” zawodniczkom jest łatwiej. Kiedy patrzyło się na dziewczyny w czasie mistrzostw można było odnieść wrażenie, że każda jest „zupełnie w innym miejscu”, nie umiały sobie pomóc, nie były drużyną tak jak kiedyś.
A jeśli chodzi o zagraniczne siatkarki?
- Mogę wypowiedzieć się tylko o tych dziewczynach, które miałam okazję widzieć w akcji. Świetnie prezentuje się młoda rosyjska środkowa Alimowa. Myślę, że dobrze wprowadziła się do zespołu.
Które spotkanie w Twojej opinii było najlepsze w wykonaniu Polek? Albo, które ma dla Ciebie szczególną wartość?
- Przede wszystkim cieszy mnie postawa dziewczyn w meczu z Rosjankami. Nasza wyższość nie podlegała dyskusji, po prostu dobiłyśmy je maksymalnie. Poza tym podobała mi się gra dziewczyn w meczu z Japonia – zwłaszcza to jak poradziły sobie psychicznie w obliczu tylu pomyłek sędziowskich. Ich stronniczość byłą naprawdę denerwująca. Ale one się nie poddały. Nie pozwoliły się zdeprymować i zagrały rewelacyjnie.
Która z drużyn występujących w finale Grand Prix, najbardziej Ci się podoba?
- Myślę, że Brazylijki i Chinki. Wiadomo, szybka, kombinacyjna siatkówka musi się podobać. Nawet porażka Chinek z Holandia nie ma tu większego znaczenia, bo one miały awans zapewniony, wiec mogły sobie odpuścić albo przystąpić do meczu mniej skoncentrowane.
Ale my też powoli idziemy w górę. Super gramy w obronie i coraz częściej wykorzystujemy kontry. Mariola jest po prostu rewelacja, bierze wszystko, ma niezwykłe czucie. Czasem się tylko zastanawiamy: „Jak to możliwe, że ona to wzięła?”. Dla mnie jest najlepsza na świecie. A przy tym bardzo skromna. Kiedy napisałam jej smsa, że wszyscy zachwycamy się jej grą ona odpisała:„nie popadajmy w przesadę...” Świetna dziewczyna, na ten moment najlepsza libero na świecie. Gdyby sama obserwowała kogoś tak grającego, na pewno byłaby pod ogromnym wrażeniem.
Co powiesz o tym, co prezentują na tym turnieju Holenderki. Pytam głównie w kontekście zbliżających się mistrzostw Europy, ale też już teraz można powiedzieć, że to będą nasze główne rywalki w Chinach. Patrząc na punkty rankingowe, które tak bardzo będą się liczyć przed kwalifikacjami olimpijskimi.
- Nie wiem jak grały w trakcie tego turnieju, ale z tego co pamiętam z ubiegłych sezonów, to grają siłowo i bardzo schematycznie. Prawdę mówiąc mnie się ten styl gry nie podoba. Nie lubię oglądać spotkań z udziałem drużyn, które tak tylko grają. Mnie się podoba, kiedy na boisku dużo się dzieje. Poza tym naprawdę coraz bardziej jestem pod wrażeniem gry naszych dziewczyn. Mamy szanse na udany występ w finale. Będzie się liczyła przede wszystkim konsekwencja. Jak to mam być cudowny rok żeńskiej siatkówki, rok, w którym pokonujemy mistrzynie świata i złote medalistki igrzysk olimpijskich, to niech to dalej trwa. Zostały jeszcze Brazylijki...Dlaczego ma nie być dobrze?
*Z Agatą Mróz rozmawiała Hanna Niełacna - Reprezentacja.net




