Już jutro polskie juniorki rozpoczną rywalizację w turnieju eliminacyjnym do mistrzostw świata. Do drużyny w ostatniej chwili dołączy Marta Haładyn, podstawowa rozgrywająca, która w niedzielę z klubem Dialog Gwardia Wrocław pożegnała się z rozgrywkami LSK.
Reprezentacja.net:
Nie udało się wam utrzymać w LSK. Czy mimo tej porażki uważasz, że Twój pierwszy sezon w najlepszej polskiej lidze był dla Ciebie pozytywnym doświadczeniem?
Marta Haładyn:
- Z pewnością był dla mnie dużą dawką nauki. Mam nadzieję, że podczas minionego sezonu zrobiłam postępy. Niestety ciężko jest mi oceniać grę po takiej klęsce, jaką bez wątpienia odniosłyśmy, bo ona świadczy jednak o naszej słabości. Okazałyśmy się niewystarczająco dobre, by utrzymać się w LSK. Tylko dążenie do osiągnięcia najwyższego poziomu pozwoli nam powrócić do tych rozgrywek.
Czy z punktu widzenia rozwoju młodej siatkarki lepiej jest grać w klubie, czy może korzystniejszym rozwiązaniem są jednak SMS–y?
- Sądzę, że gra w klubie bardzo dobrze na mnie wpłynęła. Występowałam zarówno w SMS – ie, jak i obecnie w klubie, więc mam porównanie. Zmiana była dla mnie dużym przeskokiem. Tutaj doświadczone zawodniczki często mi coś podpowiedzą, starają się uspokajać grę. Widzę znacznie więcej z gry na boisku niż jeszcze rok temu. Ale niestety moje postępy nie pomogły zespołowi utrzymać się w lidze.
Masz dopiero 19 lat, a za sobą już sezon spędzony w LSK. Gra wśród najlepszych siatkarek występujących w Polsce to przecież ogromna nobilitacja.
- Naturalnie, że jest ogromnym wyróżnieniem. Ale porażka w takim momencie przesłania wszystko. Chciałoby się, by sezon potoczył się inaczej.
II trener kadry juniorek powiedział ostatnio w wywiadzie udzielonym naszemu portalowi, że to między innymi brak Ciebie podczas meczów z Chinkami przyczynił się do porażki.
- Z pewnością jest to bardzo duży komplement i jest mi bardzo miło z tego powodu, bo w takich momentach rzeczywiście czuje się własną przydatność w zespole. Nie wiem, czy było tak rzeczywiście. Ale wygląda na to, że w kadrze wiąże się z moją osobą duże nadzieje. A mi z pewnością ciężko będzie wejść teraz do zespołu, ponieważ zagrałam z nimi zaledwie dwa mecze i nie odbyłam żadnego treningu. Nie zgrałam się z nimi za bardzo. Jestem nawet pełna obaw, jak to będzie, kiedy dołączę do nich praktycznie w ostatniej chwili.
Już w środę rozpoczynają się kwalifikacje do MŚ. Jak oceniasz wasze szanse?
- Dziewczyny zrobiły w ogromne postępy i mam nadzieję, że umiejętności każdej z nas pozwolą stworzyć zgrany zespół. Siatkówka nie jest bowiem grą indywidualności, liczą się chęci wszystkich zawodniczek. Może uda się pomyślnie przejść przez kwalifikacje w Spale.
Czy sądzisz, że zagrasz w tych kwalifikacjach od początku?
- Nie mam pojęcia, ponieważ z trenerem kontaktuję się tylko telefonicznie. Dla mnie nie jest to nawet kwestią odpoczynku. Myślę, że wdrażanie mnie do zespołu będzie trwało powoli. Eliminacje zaczynamy meczami z teoretycznie słabszymi rywalkami. Najważniejsze mecze czekają nas dopiero podczas weekendu i mam nadzieję, że wówczas wszystko będzie już lepiej poukładane.
Nie boisz się, że cztery porażki z rzędu w meczach sparingowych z Chinami mogły podłamać trochę nasz zespół?
- Osobiście wychodzę z założenia, że gra z trudniejszym przeciwnikiem, nawet jeśli taki pojedynek oznacza porażkę, ma lepszy wpływ na drużynę niż wygrana potyczka z zespołem słabym. Jeśli przeciwniczki nie stawiają w grze oporu, można odnieść złudne wrażenie, że gra się poprawnie, bo elementy, które wcześniej zawodziły, nagle zaczynają wychodzić.
Pojedziesz z drużyną na mistrzostwa świata do Tajlandii?
Bardzo bym tego chciała. Myślę, że uda się zrealizować ten cel.
* Z Martą Haładyn rozmawiała Barbara Kuziemska - Reprezentacja.net




