Mistrzostwa Europy kadetek w Brnie to już historia, o której polska kadra wolałaby jak najszybciej zapomnieć. Jednak aby w przyszłości osiągać lepsze wyniki, trzeba rzetelnie przeanalizować przyczyny niepowodzenia i wyciągnąć z tego wnioski.
Reprezentacja.net:
Mistrzostwa Europy w Brnie sprowadziły nas na ziemię. Przekonaliśmy się, że czeka nas wiele pracy, by dogonić europejską elitę...
Andrzej Peć, pierwszy trener polskiej reprezentacji kadetek:
Przede wszystkim wróciliśmy z dużą ilością nowych materiałów. Wspólnie z drugim trenerem, Tadeuszem Krzyształowiczem oraz Zbigniewem Krzyżanowskim nagraliśmy większość spotkań, jakie odbyły się podczas tegorocznych mistrzostw. Powoli analizujemy, wyciągamy wnioski. Porównujemy bardzo wnikliwie, w których elementach europejska czołówka jest poza naszym zasięgiem.
Nie powinniśmy ‘gdybać’, jednak gdybyśmy trafili na zupełnie inną grupę, skończylibyśmy na innym miejscu niż jedenaste?
- Mimo, że zajęliśmy tak odległą, jedenastą lokatę, to tak naprawdę nasze umiejętności oscylują wokół miejsca siódmego. Szósta była Turcja, a to zespół w naszym zasięgu. Teraz musimy pracować, aby nawiązać do czołówki.
Przed finałowym turniejem wydawało się, że to my jesteśmy w czołówce, choćby obserwując nasze kadetki w eliminacjach do mistrzostw czy podczas meczy kontrolnych. Gładko wygrywaliśmy z tymi ekipami, które w spotkaniach o wysoką stawkę po prostu nas rozniosły...
- Chodzi zapewne o nasze konfrontacje z Niemkami i Czeszkami. Kolejny raz potwierdziła się zasada, iż sparingi to zupełnie inna sprawa niż walka na mistrzostwach. W meczach kontrolnych nie ma ciśnienia, można grać będąc rozluźnionym. W Brnie było już inaczej. Moje zawodniczki nie poradziły sobie w sytuacji, gdy zespoły przeciwne grały na bardzo wysokich obrotach. Wygląda więc na to, że umiejętności nam nie brakuje, jednak w sytuacjach stresowych gubimy nasze atuty. W tym upatruję przyczynę niepowodzenia w tak ważnym turnieju.
Pomówmy zatem o tych, którzy stanęli na wysokości zadania. Imponowały nie tylko warunkami fizycznymi, ale również techniką i wolą walki – mowa o ekipie Niemiec....
- Niemki ‘rosły’ na tych mistrzostwach. Z meczu na mecz stawały się pewniejsze siebie. W takich momentach zaczyna działać psychika. Przecież pierwsze mecze Niemek nie wskazywały na to, że ta drużyna może zdobyć mistrzostwo Europy.
Pozwolę sobie na polemikę. Ekipa Jensa Tietbohla w meczu otwierającym rywalizację w grupie B – mówiąc kolokwialnie – sprawiła nam niezłe lanie, a w dalszej kolejności odprawiła z kwitkiem faworyzowany zespół Rosji.
- To prawda, jednak podczas tych pierwszych spotkań Niemki nie były tak pewne siebie jak w meczu półfinałowym czy finałowym. Z początku pozwalały sobie na przegranie seta. O wysokim poziomie gry w wykonaniu Niemek można jednak mówić dopiero w pojedynkach o medale. W drugiej fazie mistrzostw Niemki nastawiły się na grę z dużą determinacją.
Odnoszę wrażenie, że z polską reprezentacją było dokładnie odwrotnie. Najpierw determinacja oraz nadzieja na osiągnięcie sukcesu w postaci awansu z silnej grupy. O to, co miało nas czekać w kolejnej fazie, mieliśmy martwić się później...
- Musieliśmy sobie wyznaczyć jakiś cel, wybierając się na mistrzostwa Europy. Trafiliśmy na grupę, w której nie byliśmy faworytami. Rzeczywiście nastawialiśmy się na to, że albo z Rosją albo z Niemcami uda nam się skutecznie powalczyć i wyjść z grupy jako wicelider tabeli. Dziewczyny bardzo mobilizowały się na walkę w grupie, i tak jak mówiłem, zabrakło jednak w wielu momentach zimnej krwi.
Tuż po zakończeniu fazy grupowej trafiliśmy do grona zespołów, którym przyszła w udziale walka o miejsca 9 – 12. Wyznaczyliśmy kolejny plan – pokonanie Czeszek, które wcześniej nie pokazały niczego nadzwyczajnego. Jednak musieliśmy ponownie przełknąć gorycz porażki. Co się stało z biało-czerwonymi w tamtym spotkaniu?
- Tak jak podkreślałem, przyjechaliśmy powalczyć o coś więcej niż dziewiąte miejsce. Nie powiodło się w pierwszych spotkaniach. Z naszych zawodniczek zeszło powietrze. Ciężko się wtedy zmotywować. Graliśmy przecież z zespołem Czech i wygrywaliśmy z powodzeniem. Tym razem miało być podobnie. Niestety okazało się, że podopieczne Alesa Novaka postawiły nam ciężkie warunki. Toczyliśmy wyrównaną walkę. Zabrakło nam trochę w końcówce pojedynku.
W zakończonych mistrzostwach udało nam się jedynie zwyciężyć w walce o miejsce jedenaste z zespołem Ukrainy. Teraz trzeba wyciągnąć konstruktywne wnioski. Będziemy z pewnością szukać błędów u siebie oraz podpatrywać te zespoły, od których warto się uczyć. Skąd możemy czerpać wzorce?
- Bardzo podobał mi się zespół belgijski. Ta drużyna grała bardzo szybko i pomysłowo. Wiele możemy uczuć się od Niemek. Siatkówka w wykonaniu poszczególnych ekip - w tym przedziale wiekowym - niewiele różni się pod względem wyszkolenia taktycznego. Różnica w tym, że niektóre zespoły potrafią grać skutecznie przez cały mecz, cały czas kontrolować wynik, a inne grają z pewnymi przestojami, niejako ‘szarpią grę’ – raz przestój a raz seria punktowa. Należymy to tej drugiej grupy i zdecydowanie musimy czerpać od tych, którzy znajdują się w pierwszej grupie. Problem polega też nie tylko w samej grze, ale również w różnicy warunków, jakimi dysponują sztaby. W kilku krajach europejskich sztab szkoleniowy u kadetek niewiele różni się od sztab szkoleniowego seniorek. Niemcy, Włosi a także kilka innych reprezentacji przyjechało do Brna mając w swoich szeregach np. dwójkę statystyków. Te ekipy mają lesze warunki do rozwoju taktyki i nie tylko. Cztery lata temu na mistrzostwach Europy nie miało to jeszcze miejsca, a teraz wiele krajów poszło bardzo do przodu pod tym względem. Tutaj również powinniśmy sporo podgonić czołówkę.
* Z Andrzejem Peciem rozmawiała - Małgorzata Mauer




