"Nigdy nie było tak, żeby kibice pytali się mnie, dlaczego podejmowałem taką, a nie inną decyzję. To kibice doceniają i rozumieją moje decyzje wcześniej niż dziennikarze czy ludzie ze związku." O polskich kibicach i o tym, jak odbiera swoją popularność mówi w wywiadzie dla naszego portalu trener polskiej reprezentacji seniorów.
Reprezentacja.net:
Kibice w Polsce mają do Pana ogromne zaufanie. Jak się Pan czuje wiedząc, że ma Pan takie wsparcie?
Raul Lozano:
- Byłoby niezwykle ciekawe zrobić taką analizę - dlaczego kibice są tak bardzo za mną, tak mnie wspierają (uśmiech)? Zwłaszcza, że ja nie rozmawiam po polsku, więc kiedy mówię, muszę mieć tłumacza, przez co rozmawianie z kimkolwiek jest dla mnie trudne. Wydaje mi się jednak, że oni po prostu interpretują moje decyzje lepiej niż wielu ludzi, którzy są związani z siatkówką profesjonalnie. Ja coś postanawiałem, a ludzie po prostu wierzyli, że robię to w dobrej sprawie. Oczywiście wspierają mnie również dziennikarze, ale im najpierw muszę moje postępowanie wytłumaczyć. A kibice po prostu we mnie wierzą i dają mi swoje wsparcie całkowicie w ciemno. I to mi się podoba, że oni po prostu mają do mnie zaufanie. Proszę mi wierzyć, że decyzje, które podejmuję są naprawdę głęboko przemyślane.
Po mistrzostwach świata mówił Pan, że jest zaskoczony zainteresowaniem swoją osobą ze strony kibiców. Czy zdążył Pan już do tego przywyknąć?
- Nie. Po prostu nie byłem przygotowany na takie zainteresowanie, jakie ludzie mi okazują, to nadal jest dla mnie coś niezwykłego. Właściwie mogę powiedzieć, że mam trzy różne życia, bo popularny jestem tylko w Polsce. Jestem tu osobą publiczną, ludzie otaczają mnie pewnego rodzaju czcią, miłością. W Hiszpanii i we Włoszech jestem popularny tylko w klubach, w których pracowałem. A w Argentynie w ogóle nie jestem znany (uśmiech). Ale dzięki temu mogę spokojnie odprowadzić swojego syna do szkoły, bo nikt tam nie wie gdzie pracuję i co robię. Żyję tam, jako całkowicie normalna osoba i cieszę się tą „wolnością”.
W takim razie, jak radzi Pan sobie z tą ogromną popularnością, jaką cieszy się Pan w naszym kraju?
- Pomimo tego, że w Polsce jest wokół mnie takie zamieszanie zostaję "z nogami na ziemi." W Hiszpanii jest takie przysłowie „Popularność jest snem” - wcześniej czy później obudzisz się z niego i wrócisz do normalności. To dotyczy nie tylko mnie, ale również zawodników. W momencie kiedy zawodnik kończy karierę ta popularność, którą się cieszył również się kończy i trzeba po prostu o tym pamiętać.
Niedawno został Pan nagrodzony w plebiscycie SuperVolley, wcześniej w Przeglądzie Sportowym, w obu przypadkach wpływ na to, kto zwycięży mieli kibice. Jak reaguje Pan na takie przejawy sympatii?
- Jeżeli jakikolwiek trener, w jakiejkolwiek dyscyplinie sportowej jest nagradzany, to nagroda ta należy się nie tylko trenerowi, ale wszystkim, którzy przyczynili się, żeby zawodnik czy drużyna odniosła sukces. Nagrody, które dostałem należą się więc całemu zespołowi szkoleniowemu i zawodnikom. Tą premię można podzielić na dwie części – pierwsza z nich jest taka, ze osiągnęliśmy bardzo dobry rezultat jeśli chodzi o mistrzostwa świata. Ale wydaje mi się, że kibice docenili tutaj również inną rzecz - to, że przez 32 lata polski zespół nie znalazł się na jakimkolwiek podium na dużej imprezie. I wydaje mi się, że to właśnie zostało docenione przez kibiców, jest to bardzo miłe.
Kiedy w mediach pojawił się „problem Wlazłego” powiedział Pan, że może w każdej chwili zrezygnować z pracy w Polsce. Wiem, że kibice zareagowali natychmiast pisząc do Pana list, czy trafił on w Pana ręce?
- Znam treść tego listu, wiem o nim. Jeżeli chodzi o sprawę Mariusza to problem polegał na tym, że niewiele mediów przekazało fakty, jakie rzeczywiście miały miejsce. Myślę, że kibice zrozumieli jak to wszystko wyglądało nawet bez mojego tłumaczenia. Dlatego dziękuję im za wsparcie.
Czy w takich przypadkach trudno jest być konsekwentnym pracując z naszą reprezentacją?
- Nie, ponieważ w reprezentacji nie było właściwie problemów tego typu. Problem, który pojawił się z Mariuszem, albo te, które mieliśmy przed mistrzostwami Europy w 2005 roku to są przypadki jednostkowe. Ale w tego typu przypadkach trener musi podejmować przemyślane decyzje w jasny i zdecydowany sposób. I tak właśnie staram się robić.
*Z Raulem Lozano rozmawiała Natalia Starosta, reprezentacja.net




