- Trzeba potwierdzić naszą pozycję w światowej siatkówce. Musimy zagrać w finale mistrzostw Europy – mówi Łukasz Perłowski, dla którego występ w meczu reprezentacji Polski jest jeszcze na dzień dzisiejszy marzeniem.
Reprezentacja.net:
- Skąd dowiedziałeś się o tegorocznym powołaniu do szerokiej kadry na LŚ?
Łukasz Perłowski:
- Dzwonił do mnie menadżer reprezentacji i zapytał, czy zgadzam się by znaleźć się w tym roku w „dwudziestce dwójce”. Moja odpowiedź była oczywiście pozytywna. Następnie przyszło powołanie do klubu.
- Byłeś zaskoczony?
- Myślałem troszeczkę o tym, że jest jakaś mała szansa, bym ponownie został powołany. Ale to trzeba poprzeć grą na boisku i pracą na treningach. Cieszę się, że trener ponownie mi zaufał. Co prawda nie jest to jeszcze 18-stka, ale jest już naprawdę blisko.
- Myślisz, że uznanie w oczach selekcjonerów kadry uzyskałeś po bardzo dobrze przepracowanym okresie przygotowawczym w zeszłym sezonie, a może postawa w lidze zadecydowała o twoim kolejnym spotkaniu z pierwszą reprezentacją Polski?
- Wydaje mi się, że obie rzeczy na to wpłynęły. Trener obserwował wszystkich, którzy pracowali w zeszłym roku na kadrze i na to wygląda, że dobrze przepracowaliśmy ten okres, skoro ponownie się w reprezentacji znajdziemy. Raul, gdy przebywa w Argentynie, ma stały kontakt z całym sztabem i widocznie trenerzy dobrze o mnie mówili, skoro dostałem zaproszenie do reprezentacji.
- W gronie powołanych zawodników pojawił się kolejny konkurent na twojej pozycji – Patryk Czarnowski...
- Konkurencja zawsze jest wysoka i na pewno jeśli ktoś znajduje się w „dwudziestce dwójce” to musi posiadać stosunkowo duże umiejętności. Trener na pewno wyrzuci jednego środkowego, także zobaczymy.
- Doczekamy się twojego debiutanckiego występu?
- Bardzo bym chciał, ale póki co muszę z dobrej strony pokazać się na treningach. Wydaje mi się, że zasługuje na to, by rywalizować z zawodnikami z innych krajów po drugiej stronie siatki, ale decyzja jak zwykle należy do trenerów.
- Jakie cele stawiasz sobie, jeśli chodzi o reprezentację?
- Na pewno chcielibyśmy ugrać coś więcej w Lidze Światowej. Oczywiście na mistrzostwach Europy postarać się wygrać. W końcu jesteśmy wicemistrzami świata, przegraliśmy z zespołem nie z Europy, dlatego trzeba potwierdzić naszą pozycję w światowej siatkówce. Musimy zagrać w finale.
- Jakie elementy gry zdecydowanie poprawiłeś przy współpracy z Raulem Lozano?
- Zdecydowanie blok. To wyszkolenie procentuje teraz w grze w klubie, ale dodatkowo nauczyłem się też wielu zasad, pewnych zachowań. Odczuwam teraz taki większy spokój na siatce.
- Gdy wychodzisz na parkiet i naprzeciwko ciebie stają inni środkowi, nie czujesz się troszeczkę lepszy od nich?
- Teraz myślę, czy uda mi się pokazać moje umiejętności w bloku... Ale to nie jest aż tak wiele, bym mógł czuć się aż tak pewnym siebie, chociaż przyznam, że trochę pomaga. Wydaje mi się, że ogólnie mniej się denerwuje. W tamtym roku trema była jednak większa.
- Czy dopadły Cię kiedyś myśli, że reprezentacja jest jednak za wysokim progiem, że nie podołasz?
- Pojawiły się takie momenty kryzysowe, kiedy człowiek był na skraju wyczerpania. Byłem przecież po sporej przerwie od treningów [kontuzja – przyp. red.], gdy znalazłem się na zgrupowaniu. Ćwiczyłem na mniejszych obciążeniach niż pozostali koledzy, powoli wdrażałem się w cały cykl treningowy. Ale naprawdę było mi bardzo ciężko, momentami myślałem, że nie podołam. Na szczęście udało mi się, zacisnąłem zęby i przepracowałem całe zgrupowanie. Wszyscy widzieli, że jestem nowy, młody i starali się mnie wspierać. Na pewno dużo pomógł mi Grzesiek Pilarz, z którym byłem w pokoju.
- Dziękuję za rozmowę i życzę debiutanckiego występu w barwach biało-czerwonych.
- Dziękuję.
* Z Łukaszem Perłowskim rozmawiała Natalia Kamińska - reprezentacja.net




