Podczas ubiegłorocznych mistrzostw świata był niekwestionowanym liderem męskiej reprezentacji Polski. Obecnie znajduje się poza kadrą. Powrót Mariusza Wlazłego do reprezentacji zależny jest przede wszystkim od jego stanu zdrowia, ale ostatnie słowo należeć będzie do argentyńskiego szkoleniowca.
Reprezentacja.net:
Nie da się ukryć, że wokół reprezentacji rozpętała się ostatnio mała burza, a udział w tym miała też twoja osoba. Finał jest taki, że oficjalnie jesteś jeszcze poza kadrą, prezes Adamski został zawieszony, a Lozano straszy odejściem. Chyba nie takie konsekwencje miała mieć twoja prośba o urlop?
Mariusz Wlazły:
- Szczerze powiedziawszy, mało mnie już cała sytuacja obchodzi. To Raul grozi odejściem, więc to jest jego problem. Ja przecież nie będę się za niego wypowiadał. Ja zrobiłem to, co do mnie należało. Przedstawiłem trenerowi moje stanowisko. Mam nadzieję, że zrozumiał choć część tego, co mu przekazałem.
Jak przebiegało twoje spotkanie z trenerem?
- Nie było nerwowości. Każdy z nas wyraził to, co myślał. Wytłumaczyliśmy sobie, skąd wzięło się całe to zamieszanie. Można powiedzieć, że dogadaliśmy się na pewnej płaszczyźnie.
Czy w twojej opinii decyzja Lozano o wykluczeniu z kadry była zbyt surowa?
- Trudno mi się odnieść do tego. Mnie bolało najbardziej to, że Lozano ze mną nie porozmawiał. Wielokrotnie podkreślałem, że czekam na jego przyjazd. Niestety się nie doczekałem.
Faktem jest, że do spotkania jednak doszło. Ale czy nie było to trochę za późno?
- Być może...
Przypuśćmy, że jesteś w stanie cofnąć czas. Czy widząc obecne rezultaty, postąpiłbyś inaczej?
- Trudno powiedzieć. Jakiś błąd z pewnością popełniłem, ale przeprosiłem za niego. Swoją drogą to paradoks, ponieważ jestem pouczany za rozwiązywanie tej sprawy poprzez media bez wcześniejszej rozmowy czy spotkania z trenerem. A Raul Lozano sam przed spotkaniem postępował podobnie.
W jakim stanie jest obecnie twoja kondycja zdrowotna?
- Bywało lepiej, choć nie jest też najgorzej, bo powoli zaczynam wracać do siebie. Efekty pracy nad zdrowiem stają się widoczne. Ostatnio co prawda nie miałem robionych żadnych nowych badań, ale czekam jeszcze na wyniki poprzednich, które powinny dać nowe spojrzenie na moje zdrowotne bolączki. Dopiero po wynikach podejmiemy dalsze kroki.
Jak oceniasz swoje szanse na powrót do reprezentacji?
- Szanse są zawsze. Teraz wszystko w rękach trenera. Ja wywiązałem się z postawionych mi warunków, wypełniłem prośbę Raula, jaką było złożenie oficjalnego oświadczenia. Zobaczymy, jak on się do tego odniesie. Nigdy nie mówiłem, że nie chcę grać w reprezentacji. Zawsze chciałem reprezentować kraj i uważam, że to jest wyróżnienie i zaszczyt dla każdego sportowca bronić barw swojej ojczyzny. Pragnę grać w kadrze, zależy mi na reprezentowaniu Polski, ale teraz piłka jest po stronie trenera.
Wierzysz w szybki powrót? Istnieje możliwość, że zobaczymy cię w mistrzostwach Europy?
- Możliwość moim zdaniem jest zawsze, ale to wyłącznie kwestia mojego stanu zdrowia. Chciałbym zagrać na mistrzostwach Europy, ale przede wszystkim chcę być zdrowy. Liczę, że organizm pozwoli mi wziąć udział w tej imprezie, ale nie wiem, co będzie z pół roku. Nie wiem też, co stanie się nawet za tydzień. Jeśli tylko będę zdrowy, w pełni sił, dobrze przygotowany i co najważniejsze w formie to zapewne pojadę do Rosji. Chyba, że w grę wchodzić będą czynniki ode mnie niezależne.
Czy można życzyć ci czegoś poza zdrowiem?
- Niczego, tylko zdrowia. Na nim opiera się całe życie sportowca. Nie masz zdrowia, nie funkcjonujesz jako zawodnik.
Zatem życzę zdrowia.
- Dziękuję.
* Z Mariuszem Wlazłym rozmawiała Barbara Kuziemska - Reprezentacja.net




