Turniej Grand Prix siatkarek w Bydgoszczy wchodzi w końcową fazę. Reprezentantki Polski w dwóch przegranych spotkaniach, z Włoszkami oraz Amerykankami, zdołały wygrać tylko jednego seta. O szansach teoretycznych i praktycznych w tym turnieju, o formie ‘złotek’ oraz o personalnej rywalizacji w kadrze, mówi reprezentacyjna libero - Mariola Zenik.
Jak podsumujesz te dwa występy w turnieju Grand Prix?
- Cóż mogę powiedzieć? Po prostu nie wiedzie się nam. Cieszymy się, że możemy występować przed naszymi kibicami w Bydgoszczy, jednak jesteśmy zaskoczone naszymi wynikami. Ciężko w tej chwili szukać przyczyny słabej dyspozycji.
Plan najbardziej optymistyczny zakładał, iż świetne przygotowanie taktyki i formy na zgrupowaniu w Szczyrku, oraz kilkutysięczna polska publiczność poniosą was do trzech zwycięstw w turnieju.
- To prawda, jednak okazało się, że rzeczywistość jest inna. Tutaj można było kalkulować – wygramy wszystko lub też będziemy się meczyć z mistrzyniami świata, a mecze z USA oraz Dominikaną będą łatwiejsze. To są spekulacje ‘na papierze’. Trzeba pamiętać, że grupa C jest silna i przed rozpoczęciem rywalizacji nie było zdecydowanego faworyta.
Jeszcze niedawno mówiłaś, że jestes jedyną naszą libero, a magazyn SuperVolley nazywa Cię „Pierwszą Libero Rzeczypospolitej”, a tymczasem trener Niemczyk uważnie przygląda się dużym postępom, jakie robi Magda Saad. Zaczynasz odczuwać rywalizację o miejsce w podstawowym składzie?
(śmiech) No wiesz, ja nadal jestem pierwszą libero i nic tu się nie zmienia. A tak już na poważnie, uważam że taka konkurencja w kadrze czy każdym innym zespole jest bardzo potrzebna. To duża motywacja do podnoszenia swoich umiejętności i ciągłego pilnowania formy.
*Z Mariolą Zenik rozmawiała Małgorzata Mauer




