Mamy za sobą większość spotkań fazy grupowej tegorocznej edycji Ligi Światowej. Do rozegrania pozostały jeszcze dwa ostatnie mecze, ale jak to bywało już w przeszłości, awans do finału nie zależy niestety tylko i wyłącznie od postawy naszych zawodników.
Nawet wysoka wygrana w obu spotkaniach z Japonią nie daje nam gwarancji sukcesu. Fakt „beztroskiego” tracenia w poprzednich meczach małych punktów sprawił, że musimy liczyć na zwycięstwo Amerykanów nad Serbami, w co najmniej jednym meczu. O to, dlaczego Polacy przez tyle lat nie nauczyli się szanować każdego punktu zapytaliśmy Alojzego Świderka – II trenera reprezentacji Polski seniorów.
Reprezentacja.net: Wygraliśmy w Katowicach dwa mecze z Amerykanami. Jak można ocenić postawę Polaków, szczególnie w pierwszym meczu, kiedy nic nam nie wychodziło w początkowej fazie spotkania?
Alojzy Świderek: - Mecz był pozytywny pod tym względem, że jeżeli gra się słabo przez dwa sety, a w efekcie końcowym jednak się wygrywa, to znaczy, że albo nasz zespół rzeczywiście jest dobry, albo przeciwnik jest słaby. Ponieważ przeciwnik (USA – przyp. redakcji) ma swój poziom, a to wszyscy muszą przyznać, możemy się więc pokusić o opinię, że to my mamy dobry zespół. Niemniej nie nastraja oczywiście optymizmem to, że w dalszym ciągu atmosfera, presja i inne czynniki zewnętrzne powodują takie momenty, że od samego początku nasza gra nie jest taka, jaka mogłaby być.
W zeszłym roku, kiedy przyszedł trener Lozano gra polskiego zespołu diametralnie się zmieniła, w porównaniu do tego, co było w poprzednich latach. Głównie chodzi mi o postawę mentalną zespołu, który stał się bardziej przewidywalny. Poziom gry nie schodził poniżej pewnego stanu, nawet jeśli zdarzyło się nam przegrać spotkanie. W tym roku można odnieść wrażenie, że to zaczyna się chyba gubić. Z czego to wynika?
Może to nie do końca jest tak. Po pierwsze, w zeszłym roku grupa, w której graliśmy w Lidze Światowej była inna. I mimo, że również byli Serbowie, to początek mieli słaby. Byli organizatorami finału, więc mogli sobie na to pozwolić. My też nie mieliśmy wszystkich zawodników i do pewnego momentu graliśmy różnymi składami. Nie było Świderskiego przez prawie miesiąc, Dawid Murek miał problemy z grą, doszło nawet do tego, że Krzysztof Ignaczak grał na skrzydle.
No właśnie, mieliśmy gorszą sytuację niż aktualnie, a mimo to gra układała się chyba lepiej.
Tak, ale pamiętajmy, że w zeszłym roku, poza grającymi bez ciśnienia na wygraną Serbami, nie mieliśmy w grupie zespołów, które były zdecydowanie wyżej od nas w rankingu. W tym roku i USA i Serbia, są notowane wyżej od nas. Czy są lepsze? To jest do udowodnienia na boisku, ale w rankingu zajmują wyższe miejsca i tak jak my, też grają o awans. I walczą o to wszystkimi swoimi siłami.
Jest jeszcze jedna ważna rzecz. Jak przychodzi nowy trener to wprowadza nowe zasady gry. Wszyscy starają się myśleć i wykonywać je jak najlepiej, ale to nie takie łatwe. To wychodzi zazwyczaj bardzo dobrze na treningach, a w meczach wracają stare automatyczne przyzwyczajenia. Często tak było, że te „automatyzmy” przeszkadzały nam w wykonywaniu pewnych elementów tak, „po nowemu”. To podobnie jak w przypadku rzucania palenia. Niby człowiekowi udaje się to kontrolować, ale w chwili, kiedy przychodzi stres, wiele osób sięga po papierosa i wraca do starych nawyków. Tak samo jest w siatkówce. Zespół ma stare nawyki, które bardzo ciężko jest wyeliminować. Potrzeba do tego wiele gry i naprawdę wiele powtórzeń. A jak się gra o maksymalne stawki to czasem trudno to kontrolować, bo dochodzą emocje i stare nawyki wracają.
Taki prosty przykład: zmieniliśmy przemieszczania się przy bloku na skrzydła – żeby był to krok skrzyżny. Zawodnicy bardzo dobrze robią to na treningach oraz w meczach gdzie mogą to kontrolować. Ale przychodzi mecz o jakąś większą stawkę i... Potem sami się z siebie śmieją, kiedy widzą jak podskakiwali przemieszczając się na skrzydło. Dlaczego tak się dzieje? Bo tego się nie pamięta w chwili, kiedy jest stres, adrenalina na wysokim poziomie.
W zeszłym roku jednak problemy były przecież podobne...
Być może. Mnie cieszy jednak to, że mimo iż przegrywamy dwa pierwsze sety, jak było w Japonii czy w Katowicach, zespół umie się odnaleźć i grać do końca o zwycięstwo. Może to jest pozytywem tych dwóch meczy wygranych 3-2. Ja wiem, że dla obserwatorów byłoby bardzo dobrze jakbyśmy wygrywali po 3-0 z takim przeciwnikiem jak USA czy Serbia. Wiem, że ludzie oczekują bardzo dobrej gry, a ta nie zawsze jest bardzo dobra. Ale zależy to od wielu różnych przyczyn. Według mnie to, na czym powinniśmy się przede wszystkim koncentrować, to aby w czasie gry nie oglądać się do tyłu. Siatkówka jest grą akcji, - kończy się jedna, zaczyna następna. Po skończeniu akcji, obojętnie czy była ona pozytywna czy negatywna, musimy skupić się od razu na kolejnej. A my, albo bardzo cię cieszymy i myślimy o tym, jak to było fajnie, albo się wkurzamy. Efekt jest taki, że nie możemy kontrolować kolejnej. Właśnie tego jeszcze musimy się przede wszystkim nauczyć. Cechą wielkich mistrzów jest właśnie to, że akcje które były przechodzą do historii. Liczy się tylko to, co jest przed nami.
Ale jak możemy się tego nauczyć? Czyż nie podczas gry z najlepszymi? Od ładnych paru lat, choćby w Lidze Światowej, gramy z zespołami z najwyższej półki, a jak na razie nic z tego nie wynika.
Mówi się, że powinniśmy mieć mentalność zwycięzców. Ale mentalność zwycięzców się ma, kiedy się wygrywa. I to nie w meczach mniej istotnych, ale w meczach „o coś”. A jak do tej pory, my w tych meczach „o coś” nie wygrywaliśmy. Trudno jest zdobyć mentalność zwycięzców, kiedy się nie wygrywa. Co z tego, że zagramy świetne spotkanie jak nie ma tej stawki? Ja wolałbym, żebyśmy grali gorsze spotkania i wygrywali, tak jak było to chociażby w pierwszym meczu w Katowicach, niż mieli świetne spotkania po wcześniejszej porażce. Ważne jest, żeby grając choćby słabiej, wygrać mecz z dobrym przeciwnikiem. I to świadczy też o sile tego zespołu.
W tym roku sytuacja w Lidze Światowej jest taka, że liczą się małe punkty, a nie sety. Nasi zawodnicy sprawiają wrażenie, jakby nie wiedzieli o tym, bo wciąż te punkty beztrosko tracimy...
Wiemy o tym bardzo dobrze i tutaj właśnie cały problem. Ale jakbyśmy się skupiali na wygrywaniu jak największą ilością punktów, to przegralibyśmy nie jeden mecz. Najpierw trzeba mecz wygrać, a dopiero potem liczyć małe punkty. Oczywiście, gdybyśmy wygrywali z większą różnicą punktów w poszczególnych setach byłoby idealnie.
Czyli nie liczymy punktów tylko wygrywamy w Poznaniu dwa mecze i trzymamy kciuki, żeby USA urwało coś Serbom...
Nie możemy założyć sobie w tej chwili, ile meczów wygramy. Skupmy się na tym meczu, który jest przed nami, bo kiedy go przegramy, to dalsze liczenie punktów nie ma sensu. To mogą robić kibice, ale nie zawodnik, który wchodzi na boisko i gra. Gdy dwa pierwsze sety się przegrywa, to nie zaczyna się kalkulować „no wygrajmy kolejne 3 sety jak największą różnicą” bo to nie jest możliwe. Myśli się wyłącznie o tym, aby wgrać mecz.
Zatem powodzenia w Poznaniu i obyśmy nie musieli liczyć małych punktów.
* Z Alojzym Świderkiem rozmawiał Tomek Kowalik – reprezentacja.net




