- Wiele się słyszy, niestety ostatnio więcej złego niż dobrego, na temat trenera Bonitty, natomiast ja nie mogę powiedzieć na niego złego słowa - mówi dla Reprezentacja.net Joanna Kaczor, atakująca kadry i Muszynianki Fakro Muszyna.
W mediach znowu jest głośno o Marco Bonicie i wewnętrznych problemach kadry, zwłaszcza podczas Igrzysk Olimpijskich w Pekinie. - Dziś już nie ma czasu, żeby wracać do tych igrzysk. Jesteśmy na takim etapie przygotowań, że za tydzień zaczyna się liga. Pamięcią wraca się do tych wspomnień, udanych i nieudanych akcji, do tego, co mogło być, a czego nie było. Na pewno wspomnienia są różne, dobre i mniej dobre, które kojarzą się z tym wcześniejszym wyjazdem. Jest pewien niedosyt. Liczyłyśmy na dużo więcej. Przed nami okres przygotowawczy do kolejnych igrzysk za cztery lata i trzeba wykorzystać go najlepiej, jak się potrafi – twierdzi atakująca reprezentacji Polski.
Joanna Kaczor, wbrew medialnym doniesieniom na temat atmosfery w kadrze, chwali sobie współpracę z włoskim szkoleniowcem. - Od trenera Bonitty każda z nas czegoś się nauczyła. Ja myślę, że bardzo dużo wyniosłam z wakacyjnego pobytu na wszystkich zgrupowaniach, turniejach World Grand Prix i Igrzyskach Olimpijskich. Wiele się słyszy, niestety ostatnio więcej złego niż dobrego, na temat trenera Bonitty, natomiast ja nie mogę powiedzieć na niego złego słowa – zarzeka się siatkarka. Po chwili jednak przyznaje, że lepiej pewne rzeczy ignorować i skupiać się na tym, co w tym wypadku najważniejsze. - Nie powiem, że wszystko było tak, jak być powinno, ale ja zawsze patrzę przede wszystkim na aspekt sportowy. Z każdego treningu i zgrupowania staram się wynieść jak najwięcej. Nie mnie oceniać czyjąś pracę. Byli ludzie, którzy ją nadzorowali, a teraz ją oceniają. Ja jestem tylko zawodniczką.
Joanna Kaczor najwyraźniej nie dała wciągnąć się w walkę na linii zawodniczki – trener, a przeróżnych plotek dotyczących kulisów reprezentacji nawet nie chce komentować. - Ja na ten temat nic nie wiem. Na pewno plotki zawsze są, jestem jednak taką osobą, która tych plotek nie słucha. Staram się nie komentować czegoś, czego nie wiem. Trudno mi cokolwiek na ten temat powiedzieć – ucina atakująca. - Staram się otaczać takimi ludźmi, którzy podobnie jak ja nie słuchają plotek i sami ich nie tworzą. Trudno wypowiadać się o czymś, czego dla mnie nie ma.
Nie ma i na pewno nie będzie już w Polsce trenera Bonitty. Kogo Joanna Kaczor widziałaby na jego miejscu? - Naprawdę trudno mi powiedzieć. Dłuższy czas nie było mnie w Polsce. Wiem, że wiele mówi się o osobie trenera Matlaka czy trenera Świderka. Padało bardzo wiele zagranicznych nazwisk, o których ja często nawet nie słyszałam. Myślę, że Polski Związek Piłki Siatkowej i komisja, która rozstrzygnie konkurs na trenera polskiej reprezentacji na podstawie wszystkich złożonych ofert, podejmie najlepszą decyzję – twierdzi zawodniczka.
Po ostatnich doświadczeniach z zagranicznymi trenerami Związek zapewne zdecyduje się na polskiego szkoleniowca, ale czy na pewno byłaby to dobra decyzja? - Nie mam pojęcia. Myślę, że wszystko tak naprawdę zależy od podejścia zawodniczek i trenera. PZPS podejmie taką decyzję nie po raz pierwszy. Na pewno będzie stosował jakieś kryteria oceny wartości nowego trenera. Wierzę, że zostanie wybrana na to miejsce najbardziej odpowiednia osoba – mówi Joanna Kaczor. - Jestem dobrej myśli. Wierzę, że będzie dobrze i Polska będzie odnosiła sukcesy, zaczynając od najbliższych mistrzostw Europy i szybko nie kończąc.
W przyszłorocznych mistrzostwach Starego Kontynentu, których jesteśmy gospodarzami, na pewno reprezentacja wystąpi już pod wodzą nowego trenera i w odmienionym składzie. Dla Joanny Kaczor to jednak dość odległe wydarzenie. - Generalnie nie wybiegam tak daleko w przyszłość. Teraz najważniejsze są rozgrywki ligowe, pucharowe i Liga Mistrzyń. O reprezentacji będziemy rozmawiać, kiedy będzie się zbliżał sezon reprezentacyjny, ale myślę, że Holandia, Hiszpania i Chorwacja są jak najbardziej w naszym zasięgu, zdecydowanie. Na pewno wyjdziemy z grupy – zapewnia atakująca, która w tym sezonie ligowym reprezentować będzie barwy Muszynianki Fakro Muszyny.
Po ostatnim, bardzo dobrym sezonie spędzonym w Gwardii Wrocław, Kaczor postanowiła zmienić klub na drużynę mistrza Polski, w której szybko się zaaklimatyzowała. - Nie miałam zbyt dużych problemów z odnalezieniem się. Już wcześniej znałam wiele dziewczyn, wszystkie poza Moniką Targosz, Ivetą Plchotovą i Agnieszką Śrutowską. Dziewczyny przyjęły mnie bardzo ciepło, są pomocne i zawsze służą radą. Niczego złego nie mogę powiedzieć. Siatkarka nie narzeka również na organizację w klubie. - Nie mogę się do niczego przyczepić. Wszystko jest tak, jak się tego spodziewałam. Klub oceniam bardzo pozytywnie. Duet Serwiński – Litwin to dobre połączenie, na każdym treningu można dostać od nich bardzo celne uwagi.
W zeszłym sezonie sukcesem wrocławianki był awans do Ligi Siatkówki Kobiet, w tym celuje już w tytuł mistrzowski w noszącej nową nazwę PlusLidze Kobiet. - Na pewno celem jest gra w finale i zajęcie jak najlepszego miejsca w Lidze Mistrzyń, również finał Pucharu Polski. Myślę, że o tym głośno mówi nie tylko Muszynianka, ale jeszcze parę innych klubów – twierdzi Kaczor.
Z pewnością inauguracja ligi nie będzie dla Kaczor najłatwiejsza, gdyż pierwszy mecz Muszynianka rozegra właśnie z Gwardią Wrocław, w której siatkarka rozpoczynała karierę. - Zawsze ma się sentyment do swojego macierzystego klubu. Jestem jednak w tej chwili reprezentantką Muszynianki i muszę wygrywać dla niej.
Mimo że niewielka Muszyna znacznie różni się od dynamicznie rozwijającego się Wrocławia Joannie Kaczor taki klimat nie przeszkadza. - Ja akurat mieszkam w Krynicy. Jest tu naprawdę bardzo ładnie, bo to takie sanatoryjno – turystyczne miasto. Jest bardzo spokojnie, ale muszę szczerze przyznać, że bardzo lubię ten spokój Krynicy.
* Rozmawiała Barbara Kuziemska - Reprezentacja.net




