V Memoriał Huberta Jerzego Wagnera
Po emocjach związanych z Ligą Światową kolejnym wielkim wyzwaniem jakie stanęło przed siatkarzami Raula Lozano były mistrzostwa Europy. Pierwszym turniejem przygotowującym do tej ważnej imprezy był Memoriał im. Huberta Wagnera. Forma naszych siatkarzy nie stała na zbyt wysokim poziomie, ale jak podkreślał Alojzy Świderek, tak miało być. - Forma w okresie przygotowań zawsze jest niestabilna. Obciążenia wtedy są zdecydowanie wyższe i ciężko mówić o jakiejś wysokiej dyspozycji zawodników na turniej towarzyski.
Nasi reprezentanci zagrali bez większego przygotowania meczowego. Memoriał miał być bowiem tylko przetarciem, jednym z elementów całego cyklu przygotowawczego. – Do tego turnieju zwykle przygotowujemy się "z marszu". Przyjeżdżamy ze Spały, gdzie treningi są naprawdę ciężkie i zaczynamy grać bez właściwego przygotowania meczowego. Stąd ta gra rzeczywiście nie może być dobra.
Szeroki skład Polaków przed tym turniejem prezentował się następująco:
Rozgrywający:
Paweł Zagumny, Łukasz Żygadło;
Przyjmujący:
Michał Winiarski, Piotr Gruszka, Sebastian Świderski, Michał Bąkiewicz, Bartosz Kurek;
Środkowi:
Daniel Pliński, Łukasz Kadziewicz, Marcin Możdżonek;
Atakujący:
Libero
Piotr Gacek, Krzysztof Ignaczak.
W trakcie trwania turnieju problemy zdrowotne kadrowiczów mocno skomplikowały plany Raulowi Lozano. – Na tym turnieju obniżyliśmy loty ze względu na to, że Mariusz Wlazły z powodu skurczów, wystąpił tylko w dwóch meczach. To pokrzyżowało nam szyki. Na końcu przytrafiła się kontuzja Piotrowi Gruszce. Liczyliśmy bardzo, że Piotrek będzie mógł zagrać na ataku. W międzyczasie Robert Prygiel za naszą zgodą pojechał do domu. Stwierdził, że przegrał rywalizację z Szymańskim i Wlazłym, ale okazało się, że trzeba było w trybie awaryjnym powołać go do reprezentacji, bo akurat zabrakło Mariusza i Piotrka.
Gra Polaków nie wyglądała na tym turnieju imponująco. Na początek biało - czerwoni odnieśli wymęczone zwycięstwo nad Słowacją po trudnym, pięciosetowym pojedynku. W drugim meczu nawet bardzo słabym Brytyjczykom udało się ugrać z wicemistrzami świata seta. Kolejne dwa spotkania to już porażki. Najpierw z Holandią, a później z ostatecznym zwycięzcą turnieju – Niemcami. Jedynie na zakończenie gospodarzom udało się pokonać faworyzowanych Serbów.
Polska - Słowacja 3-2 (25:20, 21:25, 25:21, 18:25, 16:14)
Polska - Wielka Brytania 3-1 (25:20, 24:26, 25:16, 25:20)
Polska - Holandia 1-3 (24:26, 25:23, 21:25, 23:25)
Polska - Niemcy 2-3 (25:14, 22:25, 25:21, 22:25, 14:16)
Polska - Serbia 3-2 (25:17, 25:21, 22:25, 20:25, 16:14)
W rezultacie Polacy zajęli trzecie miejsce. Nie udało im się więc obronić tytułu wywalczonego w roku poprzednim. Pocieszeniem były nagrody indywidualne. Najlepiej przyjmującym turnieju został Michał Winiarski, najlepiej rozgrywającym zaś Paweł Zagumny.
Klasyfikacja końcowa:
1. Niemcy
2. Holandia
3. Polska
4. Słowacja
5. Serbia
6. Wielka Brytania
Nagrody indywidualne:
MVP – Jochem Schoeps (Niemcy)
Najlepszy przyjmujący – Michał Winiarski (Polska)
Najlepszy rozgrywający – Paweł Zagumny (Polska)
Najlepszy atakujący – Robert Horsting (Holandia)
Najlepszy blokujący – Stefan Hubner (Niemcy)
Najlepszy libero – Martin Pipa (Słowacja)
Tournoi de France 2007
Po kolejnym zgrupowaniu w Spale, pod koniec sierpnia Polacy udali się do Paryża na turniej towarzyski z udziałem Serbii, Holandii oraz Francji. Tuż przed wylotem do Paryża okazało się, że w drużynie zabraknie dotychczasowego kapitana reprezentacji. Piotr Gruszka nie zdołał wyleczyć kontuzji stawu skokowego i musiał zostać w domu. Pomimo tego gra Polaków we francuskiej imprezie wyglądała całkiem nieźle. Poza przegranym w trzech setach spotkaniu z Francuzami, nasi siatkarze odnieśli dwa pewne zwycięstwa nad Bułgarią i Holandią. - Turniej we Francji wypadł naprawdę dobrze. Może poza spotkaniem z Francją, gdzie dwa sety graliśmy bardzo dobrze, a ostatni bardzo źle. Zagraliśmy poprawne mecze z Bułgarią i Holandią, odnosząc zwycięstwa. Mecz z Francją pokazał nam, że nie wszystko w naszej grze jest idealne, ale że jest dobrze. I z takimi nadziejami pojechaliśmy na mistrzostwa Europy – wspomina zmagania we Francji Alojzy Świderek.
Bułgaria – Polska 1:3 (22:25, 21:25, 25:22, 17:25)
Francja – Polska 3:0 (25:23, 25:23, 25:12)
Polska – Holandia 3:1 (16:25, 25:16, 25:22, 25:20)
Klasyfikacja końcowa:
1. Francja
2. Polska
3. Bułgaria
4. Holandia
Klęska na mistrzostwach Europy
Po dość długim okresie przygotowań przyszła wreszcie pora na najważniejszą imprezę w tym roku: mistrzostwa Europy w Moskwie. Niestety atmosfera wokół kadry wciąż nie była dobra. Niepokoił nastrój, jaki w tamtych tygodniach zapanował w biało-czerwonych szeregach. Zwłaszcza, gdy okazało się, że do Rosji nie pojedzie Mariusz Wlazły. Spekulacjom na temat jego kłopotów zdrowotnych nie było końca, komentarze i zamieszanie medialne wywołane tym faktem, nie mogło wpłynąć pozytywnie na morale w kadrze.
Ostatecznie do Moskwy pojechali:
Rozgrywający:
Paweł Zagumny, Łukasz Żygadło;
Przyjmujący:
Michał Winiarski, Sebastian Świderski, Michał Bąkiewicz, Bartosz Kurek;
Środkowi:
Daniel Pliński, Łukasz Kadziewicz, Wojciech Grzyb;
Atakujący:
Robert Prygiel, Grzegorz Szymański;
Libero
Piotr Gacek.
Już pierwszy przegrany mecz z Belgią potwierdził, że w polskiej reprezentacji nie dzieje się dobrze. Rosyjskie mistrzostwa okazały się klęską, a rezultat osiągnięty w Rosji był najgorszy od czasu, kiedy trenerem pierwszej drużyny jest Raul Lozano. Drugi trener naszej reprezentacji przyczyn słabego występu dopatruje się w spadku morale zespołu.
- Po zakończeniu mistrzostw Europy w mediach kreowano pogląd, że gra siatkarzy wynikała ze źle dobranego treningu, który w rezultacie doprowadził do ich przemęczenia. Potwierdzeniem tej tezy miała być dobra gra Roberta Prygla, którego powołano do reprezentacji później niż pozostałych graczy, miał więc więcej czasu na odpoczynek. Po meczach, w których Robert wychodził w pierwszym składzie określano go jako zawodnika z najlepszą skutecznością w ataku. Mimo że nie zawsze była to prawda, taka informacja pasowała do tezy wykreowanej przez media. Zwykła rzetelność dziennikarska pozostawiała więc tu sporo do życzenia. Z mojej strony mogę powiedzieć, że zawodnicy nie byli, jak to często określano w mediach, „zajechani”. Niewątpliwie atmosfera w zespole ucierpiała na skutek absencji Piotra Gruszki i Mariusza Wlazłego, dodatkowo podłamał nas niespodziewanie przegrany pierwszy mecz turnieju, a dalej wszystko potoczyło się tak, jak widzieliśmy. W przeciągu miesiąca nie można zapomnieć jednak, jak gra się w siatkówkę.
Faza grupowa:
Polska – Belgia 1-3 (22:25, 25:23, 14:25, 24:26)
Turcja – Polska 1-3 (25:20, 18:25, 20:25, 11:25)
Rosja – Polska 3-0 (25:22, 25:23, 25:14)
II runda:
Polska – Finlandia 0-3 (20:25, 27:29, 21:25)
Polska – Bułgaria 2-3 (20:25, 25:16, 24:26, 25:21, 13:15)
Polska – Włochy 2-3 (23:25, 23:25, 28:26, 25:20, 9:15)
Mistrzami Europy niespodziewanie zostali Hiszpanie, którzy w finale pokonali Rosjan 3:2. Na najniższym stopniu podium stanęli Serbowie, którzy bez większych odnieśli zwycięstwo nad Finlandią. Polacy zostali sklasyfikowani dopiero na 11 miejscu.
Pewne zwycięstwo na Węgrzech:
Po nie najlepszym występie na mistrzostwach Starego Kontynentu siatkarzom przyszło jeszcze wziąć udział w turnieju preeliminacyjnym do Igrzysk Olimpijskich. Na początku Polacy grali nerwowo. Udało im się jednak wygrać wszystkie mecze i odnieść pewne zwycięstwo, dające możliwość dalszych zmagań w turnieju eliminacyjnym w Izmirze. Alojzy Świderek tak ocenia grę Polaków:
- Turniej na Węgrzech zdecydowanie pomógł w powrocie siatkarzy do formy, także tej psychicznej. W meczu z Belgią byliśmy świadkami dość nerwowej gry Polaków. Było widać, że siatkarze nie czują się jeszcze zbyt pewnie na boisku. Jednak zwycięstwo w pierwszym meczu pozwoliło reprezentantom odzyskać wiarę we własne możliwości i z meczu na mecz prezentowali coraz lepszą grę.
Faza grupowa:
Belgia – Polska 0-3 (22:25, 18:25, 19:25)
Polska – Dania 3-0 (25:21, 25:19, 25:19)
Półfinał:
Polska – Węgry 3-1 (25:14, 25:18, 20:25, 25:17)
Finał:
Polska – Finlandia 3-0 (25:20, 25:18, 27:25)
Rok 2008 Polacy rozpoczną od zmagań na turnieju eliminacyjnym do Igrzysk Olimpijskich w tureckim Izmirze. Drugi trener reprezentacji Polski pozostaje optymistą. - Odnośnie dalszych losów reprezentacji jestem optymistą i wierzę, że wywalczymy awans do Pekinu. Do Turcji jedziemy po to, żeby wygrać. Nikt nie ukrywa jednak, że będzie to trudne zadanie, dlatego dobrze, że w razie niepowodzenia w Izmirze będziemy mieli jeszcze drugą szansę na awans.

