Siatkówka - Reprezentacje Polski - REPREZENTACJA.NET aktualności, historia siatkówki, wywiady, sylwetki zawodników i trenerow, zdjęcia, relacje LIVE

Siatkówka - Kadeci


Autor: Karolina Kosek

Data: 01-01-2006

Karolina Kosek: Podsumowanie 2005 - seniorki cz. IV

Obrończynie tytułu z 2003 roku jechały do Chorwacji w roli faworytek. Podczas rozegranych wcześniej spotkań sparingowych prezentowały już dobrą formę. Turniej w Zagrzebiu miał być ostatnim szczytem formy tego sezonu.

Jednak jak to zwykle bywa, nie wszystko przebiegało bezproblemowo.
Na początku naszego przyjazdu do Zagrzebia mieliśmy świetną pogodę. Było ciepło, 30 C. A potem przeżyliśmy szok. – mówi Ireneusz Kłos – II trener reprezentacji. - Następnego dnia obudziliśmy się a na zewnątrz temperatura spadła do 12,13 stopni. Coś okropnego, zimno, wietrznie, mokro, nieprzyjemnie. Więc o jakąś infekcję czy chorobę wcale nie było trudno. Dziewczyny po skończonych treningach czy meczach chciały jak najszybciej wrócić do hotelu, ogrzać się. I chwila wystarczyła, żeby którąś przewiało. W którymś momencie to już zaczynało wyglądać naprawdę niebezpiecznie. Jedna po drugiej nam się rozkładała. W perspektywie walki o medale sytuacja była nieciekawa. I do tego doszła jeszcze kontuzja Natalii Bamber. Chciała dobrze się zaprezentować na treningu, nic nie odpuszczała, za bardzo napięła mięsień, coś strzeliło i kontuzja gotowa.

To jednak nie koniec przeciwności losu, jakie przydarzyły się „Złotkom”. Tuż przed pierwszym meczem, 16 września zginął Arkadiusz Gołaś. W obozie zawodniczek i sztabie szkoleniowym panował smutek i zaduma. Od razu zapowiedziano, że każde osiągnięcie na tym turnieju zostanie właśnie zadedykowane Arkowi. Na znak żałoby dziewczyny, sztab szkoleniowy, polscy dziennikarze i kibice mieli przypięte do ubrań czarne wstążeczki.

Wygrana dla Arka

Mecz otwarcia mistrzynie Europy z 2003 roku zagrały z Azerbejdżanem. Miał on bardzo duże znaczenie pod względem psychicznym. Po hymnach narodowych w hali „Dom Sportova” nastała minuta ciszy, w hołdzie zmarłemu dzień wcześniej Arkadiuszowi.
Całe spotkanie toczyło się pod dyktando naszych siatkarek. Mimo dużego zdenerwowania, podopieczne Andrzeja Niemczyka rozstrzygnęły pojedynek na swoją korzyść w trzech setach. Podczas konferencji prasowej po meczu kapitan polskiej drużyny, Aleksandra Przybysz, powiedziała – „Pierwszy mecz na takim turnieju jest zawsze najcięższy, nasze zwycięstwo dedykujemy Arkadiuszowi Gołasiowi, który zginął wczoraj.”

„Niemki nas trochę podenerwowały”

Dużo osób mówiło, że mecz z Niemkami będzie najcięższym spotkaniem w naszej grupie. Tak też się stało. Siatkarki obu ekip zafundowały kibicom pięć setów. Gdy przy stanie 1:2 dla Niemek wydawało się, że mecz będzie przegrany, „Złotka” zmobilizowały się i wygrały czwartego seta, tym samym doprowadzając do tie-breaka. Polki niesione dopingiem małej grupki kibiców zgromadzonych w Zagrzebiu, świetnie rozpoczęły piątą partię. Chwila dekoncentracji i końcówka zrobiła się bardzo nerwowa. Na szczęście lepsze okazały się obrończynie tytułu.

Jedyny mecz przy 3 tysięcznej publiczności

Spotkanie z gospodyniami turnieju było jedyną możliwością zagrania naszych siatkarek przed ponad 3 tysiącami ludzi. Drużyną dyktującą warunki na boisku była Polska, dzięki temu to właśnie na hali było słychać doping dla Polek, a nie dla Chorwatek. Miejscowi kibice zaczęli „żyć” grą, kiedy to Barbara Ruzić i jej koleżanki wygrały trzeciego seta. Czwarta partia, a tym samym cały mecz, zakończyła się zwycięstwem „Złotek”. Polska – Chorwacja 3:1. Niewątpliwie najlepszą zawodniczką tego spotkania była wymieniona wcześniej Barbara, która zanotowała na swoim koncie aż 38 punktów.
"Graliśmy bardzo dobrze taktycznie, zaprezentowaliśmy trudną zagrywkę, co było podstawą do odniesienia sukcesu. Gorzej było z blokiem. Przez trzy sety nie potrafiliśmy zablokować Baśki Ruzic. Natomiast jedna z moich zawodniczek w trzeciej partii myślała, że już jest Boże Narodzenie i zaczęła rozdawać prezenty. Przez to przegraliśmy tego seta" - powiedział Niemczyk.

Spacerkiem do półfinału

Po trzech ciężkich spotkaniach nasze siatkarki miały dzień wolnego w turnieju na zregenerowanie sił. Odbyły w tym czasie tylko jeden trening, na którym brakowało Kasi Skowrońskiej, która leczyła zapalenie krtani. Resztę tego dnia zawodniczki odpoczywały, głównie przed telewizorami, robiąc serialowy maraton jednej z polskich stacji telewizyjnych.

Mecz z reprezentacją Rumuni nie mógł się zakończyć inaczej niż zwycięstwem 3:0 podopiecznych Andrzeja Niemczyka. Bohaterką spotkania była Asia Mirek, która stojąc w polu zagrywki, zdobyła wraz z koleżankami 12 punktów z rzędu.
„Wygrywałyśmy z Rumunkami bez problemów i w pewnym momencie zasnęłyśmy. Na szczęście szybko się obudziłyśmy” – mówiła Mirek.
Z dorobkiem czterech wygranych Polki były pewne awansu do półfinału mistrzostw Europy. Jako jedyna drużyna broniła honoru podium z Ankary, gdyż ani Niemkom ani Turczynkom nie udał się przejść kwalifikacji. Ostatni mecz grupowy nasze siatkarki rozegrały z drużyną Serbii i Czarnogóry. Po czterech setach, piąty raz z rzędu biało-czerwone cieszyły się z wygranej.

Do domu na piechotę z przystankiem w Częstochowie

Fazę grupową turnieju finałowego mistrzostw Europy „Złotka” przeszły jak burza. Odniosły pięć zwycięstw tracąc cztery sety. W drugiej grupie, gdzie mecze były rozgrywane w nadmorskiej miejscowości Pula, do ostatniego meczu nie było wiadomo kto zajmie pierwsze miejsce w grupie, Włochy czy Rosja. Lepsze w meczu „na szczycie” okazały się mistrzynie Świata, tym samym wiadomo już było, że Polski zmierzą się w półfinale z wicemistrzyniami Olimpijskimi. Zanim jednak doszło go tego pojedynku, nasze siatkarki ponownie miały dzień wolny od gier. Po treningu udały się całą ekipą do ambasady polskiej, następnie zwiedziły miejscowe zoo. Przed meczem najlepsza rozgrywająca poprzednich mistrzostw Starego Kontynentu – Magda Śliwa powiedziała „Musimy grać swoją siatkówkę, czyli kombinacyjną, która jest naszą najmocniejszą stroną. Z nią nie zawsze sobie Rosjanki radzą. Wszystko wiąże się z dobrym przyjęciem i ewentualnie później z obronami, aby można było wyprowadzać dobre kontry.”

Sobotnie popołudnie 24 września można nazwać jednym z najbardziej dramatycznych i emocjonujących w dziejach polskiej kobiecej siatkówki. Polska – Rosja, to zestawienie drużyn jest emocjonujące już samo w sobie, a co dopiero mówić, kiedy dzieje się to w meczu o taką stawkę! Od pierwszej piłki wiadomo było, że ten mecz nie wygra się sam i będzie on jednym z najważniejszych pojedynków w życiu naszych siatkarek. Pierwsza partia była bardzo wyrównana. Główną postacią tego seta była nieomylna Dorota Świeniewicz. Po długiej walce set kończy się wynikiem 26:24. Druga odsłona tego spotkania była bardzo podobna do pierwszej. Końcówka jednak należała do Kasi Skowrońskiej i Agaty Mróz, dzięki którym na tablicy wyników widniał rezultat 25:22 i 2:0 w setach dla Polski. W czasie poprzedzającym set trzeci w polskim sektorze trwała zabawa, tańce, śpiewy były również wśród widowni przed telewizorami. Siatkarki Andrzeja Niemczyka przyzwyczaiły nas do „magii trzeciego seta”. Ta partia mogła być spełnieniem marzeń. Tak się jednak nie stało. Po niewykorzystanych przez Polki piłkach meczowych, wicemistrzynie olimpijskie „powróciły” do gry. Wygranie przez nie trzeciego i czwartego seta sprawiło, że po dwóch godzinach gry mecz rozpoczynał się od nowa. Można się pokusić o stwierdzenie, że ten tie-break w wykonaniu obydwu drużyn była najbardziej dramatyczną i przyprawiającą o zawał serca partią tych mistrzostw. Walka toczyła się cios za cios. Przy stanie 14:13 Gosia Glinka ewidentnie zakończyła atak trafiając w boisko. Wszyscy to widzieli poza głównym arbitrem spotkania. Bułgar Tafekczew niesprawiedliwie „zabrał” biało-czerwonym punkt. Po chwili sędzia ponownie wystąpił w roli głównej. Chcąc się widocznie zrehabilitować za swoją pomyłkę z poprzedniej akcji, po ewidentnie autowym ataku Doroty Świeniewicz, Bułgar pokazał piłkę po bloku. Pomimo protestów Rosjanek, sędzia pozostał nieugięty. Ostatnia akcja spotkania rozstrzygnięta została na korzyść Polek, przez błąd jednej z Rosjanek, która zbyt nerwowo przełożyła ręce nad siatką. Gdy sędzia pokazał punkt dla Polski, wybuchła ogromna radość na boisku, trybunach i przed telewizorami. Po raz drugi z rzędu drużyna Andrzeja Niemczyka miała zagrać w wielkim finale Mistrzostw Europy.
W pomeczowych wypowiedziach Caprrara, włoski trener Rosjanek stwierdził, że meczu przeciwko Polsce nie przegrał.
„No cóż... – skomentował tą sytuację Ireneusz Kłos - Pewnie trudno było mu się pogodzić z tą porażką, bo zapewne wydawało mu się, że po tym jak zwyciężył nasz zespół tuż przed ME 3:0, na naszych śmieciach, na turnieju w Dąbrowie Górniczej, zna już na nas sposób. Myślał, że znalazł receptę na wygrywanie z Polkami. Tyle, że my wówczas byliśmy w innym okresie przygotowań. Do tego spotkania nie przywiązywaliśmy tak olbrzymiej wagi”.

„Zrobiliśmy horror sami sobie, ten mecz był do wygrania w trzech setach. Jeszcze w piątej partii sędzia się pomylił. To trudny zespół, gra się punkt za punkt” – powiedział w wywiadzie dla TVP trener Andrzej Niemczyk. Dodał również, że wyśle wszystkie siatkarki na piechotę do domu z przystankiem w Częstochowie za przeciąganie tego spotkania.
Półfinał otworzył naszym dziewczynom drogę do najwyższego stopnia podium. W ostatnim już, finałowym meczu, nasze siatkarki w walce o złoto musiały się zmierzyć z mistrzyniami Świata - Włoszkami.

Złoto najwyżej próby

Mecz mistrzynie Europy konta mistrzynie Świata stał na najwyższym poziomie. Mimo bardzo męczącej batalii z Rosjankami nasze reprezentantki w niedzielę 25 września były w znakomitych nastrojach. Wiadomo już było, że zapewnione mają co najmniej srebro. Jednak „baby” Niemczyka nie chciały na tym poprzestać. Inaczej sprawa wyglądała z Włoszkami.
"Było widać, że zawodniczki włoskie były trochę przestraszone. Trochę z nimi gramy, wiec mogliśmy tą ich zmianę nastawienia dostrzec. – mówił o swoich wrażeniach statystyk reprezentacji Adam Malik. – Na początku były skupione, ale zdenerwowane, bo to miał być ich pierwszy złoty medal. Powiem tak, że ja przecież znam te zawodniczki, widziałem je nie raz i na boisku i poza boiskiem,. My mamy ten kontakt non-stop, i rzucało się w oczy, że ich zachowanie było podczas meczu dziwne. One się po prostu bały. Tak jak zazwyczaj po każdej akcji się cieszyły, zachowywały się nawet do pewnego stopnia „agresywnie” w stosunku do przeciwniczek, to tutaj nie chciały nawet nawiązywać kontaktu wzrokowego z Dorotą czy z innymi naszymi dziewczynami. Po bloku od razu odwracały się tyłem. Ten brak pewności było widać właściwie od pierwszych piłek."

Przed meczem polscy kibice zgromadzeni na hali zaskoczyli nasze siatkarki. Z głośników rozległa się piosenka ze słowami: „bo tu jest Polska”. Fani trzymając barwy narodowe w rękach, zaśpiewali ją reprezentantkom. Spotkanie się zaczęło. Drużyna Andrzeja Niemczyka i Ireneusza Kłosa grała bardzo skoncentrowana i zachowywała zimną krew. Był to prawdziwy pokaz siatkarskiego profesjonalizmu. W decydujących momentach partii to właśnie Polki potrafiły przechylać szalę zwycięstwa na swoją korzyść. W pierwszym secie „hetman” Niemczyk wykazał się „trenerskim czujem” wpuszczając w kluczowym momencie na boisko Sylwię Pycię. Miała ona zablokować jedną piłkę i tak też zrobiła, zapewniając tym samym wygraną w pierwszej partii.
"Czasem jest właśnie tak, że dana zawodniczka, tak jak w tym przypadku Sylwia, jest przygotowywana „psychicznie” tylko na tę jedną jedyną akcję w meczu i wtedy musi dać z siebie wszystko. Tego się od niej wymaga. Później może już wcale nie pojawić się na parkiecie. Podchodziłem do Sylwii wielokrotnie w tej partii, mówiłem jej, że prawdopodobnie wejdzie na parkiet w takiej sytuacji. Mówiłem „ Sylwia, zagrasz może jedną, dwie piłki, może wejdziesz tylko na blok, ale musisz się wtedy maksymalnie skupić, zagrać najlepiej jak potrafisz. Pamiętaj o ułożeniu rąk, dobrym wyskoku., Będzie dobrze.” Starałem się mobilizować ją cały czas, żeby się nie zdekoncentrowała ani na moment. I się udało." – opowiadał o tym ciekawym momencie meczu już po powrocie do kraju Ireneusz Kłos.

Druga odsłona meczu, w której Polki bezapelacyjnie kontrolowały przez cały czas sytuację, zakończyła się zdobyciem punktu przez Mariolę Zenik, która dość przypadkowo odbiła piłkę. Ponownie zadziałała „magia trzeciego seta” i Polki po raz kolejny nie umiały zakończyć w trzech setach już wygranego meczu. Po przegranym trzecim secie mogłoby się wydawać, że Włoszki zagrają jeszcze lepiej, tak się nie stało. Jak z nut grały Polki, które skończyły mecz 3:1 wygrywając czwartą partię 25:18. Spełnił się sen – złoty sen.

W głosowaniu na najlepszą zawodniczkę całego turnieju wygrała prawie jednogłośnie Dorota Świeniewicz. "Obydwu tytułów w żaden sposób nie da się porównać. Ale i teraz, i dwa lata temu, decydujący był półfinał. Do spotkań o złote medale przystępowałyśmy na luzie. Dzisiaj powiedziałyśmy sobie, żeby wyjść bez nerwów, a co ma być, to będzie.” Dwa lata temu podobnym wyróżnieniem uhonorowano inną Polkę - Małgorzatę Glinkę. W Zagrzebiu obie spisywały się bardzo dobrze, "ciągnęły" zespół w trudnych chwilach, których jednak było zdecydowanie mniej niż tych przyjemniejszych. "Mam nadzieję, że będzie mówiło się dużo o całym zespole, a nie tylko indywidualnościach. Ten puchar dedykuję mojej drużynie. Mecz kosztował mnie wiele sił, ale... wczorajszy" – dodała Dorota.

Zawsze ta sama kolejność

Mówi się, że szczęściu trzeba pomagać, tak też czyniła nasza „złota” reprezentacja. Porównując turnieje w Ankarze i Zagrzebiu, można znaleźć podobieństwa. Poza złotym medalem, przed dwoma laty Anna Podolec wzięła ze sobą medal z Mistrzostw Świata juniorek, w tym roku Natalia Bamber zabrała srebro z Uniwersjady. Dziewczyny wykonywały czynności w tej samej kolejności. Zawsze na poranny spacer wybierały się w tym samym kierunku. Na mecz wychodziły w takiej samej kolejności, wcześniej jednak zaglądały, co się dzieje na hali. Lekarz kadry Maciej Jędrasik zawsze zajmował to samo miejsce, po hymnach pierwszą piłkę z koszyka wyciągała Ola Przybysz. Przed każdym meczem trener Ireneusz Kłos udzielał wywiadu dla TVP. Można by było jeszcze długo wyliczać te „zabobony”, ale nie o to chodzi. Na tym turnieju najlepszą drużyną była Polska i chyba żaden kibic nie miał wątpliwości, kto będzie wiódł prym w Europie przez kolejne dwa lata.

Po finałowej uroczystości ozłocone po raz drugi siatkarki udały się na bankiet wydany na ich cześć. Świętowanie w hotelu zakończyło się nad ranem. Tego samego dnia ekipę czekał powrót do Polski. Lotnisko „Okęcie” już po raz drugi hucznie witało drużynę Andrzeja Niemczyka.
„Spodziewaliśmy się takiego powitania. Tak samo było dwa lata temu, jak wracaliśmy ze złotym medalem z Turcji” - powiedział przed kamerami trener polskich "Złotek" Andrzej Niemczyk. „Mamy wspaniałą publiczność, która dziś nas przywitała, a zwykle świetnie dopinguje w halach. Jestem szczęśliwy, że siatkówka ma takich kibiców.” - dodał.

Złote siatkarki wraz ze sztabem szkoleniowym:
Katarzyna Skowrońska,
Mariola Zenik,
Izabela Bełcik,
Magdalena Śliwa,
Małgorzata Glinka,
Dorota Świeniewicz,
Agata Mróz,
Joanna Mirek,
Sylwia Pycia,
Natalia Bamber,
Milena Rosner,
Aleksandra Przybysz

oraz

Andrzej Niemczyk,
Ireneusz Kłos,
Adam Malik,
Tomasz Karakuła,
Maciej Jędrasik,
Marek Brandt.

Wyniki spotkań w Zagrzebiu:

Polska –Azerbejdżan 3:0 (26:24, 25:20, 25:23)
Polska – Niemcy 3:2 (25:22, 23:25, 19:25, 28:26, 15:13)
Chorwacja – Polska 1:3 (16:25, 21:25, 25:22, 20:25)
Polska – Rumunia 3:0 (25:13, 25:19, 25:16)
Serbia i Czarnogóra – Polska 1:3 (14:25, 23:25, 25:23, 21:25)
Polska – Rosja 3:2 (26:24, 25:22, 26:28, 20:25, 22:20)
Polska – Włochy 3:1 (25:23, 27:25, 21:25, 25:18)

O ile układ meczów i cały przebieg Mistrzostw Europy w Ankarze w 2003 roku można uznać za szczęśliwy, to w Zagrzebiu Polki w drodze do najwyższego stopnia podium pokonać musiały wszystkie faworytki, w tym oczywiście najgroźniejsze: Rosjanki i Włoszki. Tu nie można już mówić o przypadku. Andrzej Niemczyk, krytykowany niejednokrotnie zarówno za wyniki na różnych turniejach, jak i za decyzje personalne, udowodnił, że to on zna się najlepiej na kobiecej siatkówce. To bardzo cenne doświadczenie dla wszystkich fachowców, dziennikarzy i kibiców, szczególnie w świetle zbliżających się Mistrzostw Świata 2006 i Igrzysk Olimpijskich w Pekinie.

Klasyfikacja końcowa Mistrzostw Europy w Zagrzebiu:

1. Polska
2. Włochy
3. Rosja
4. Azerbejdżan
5. Holandia
6. Turcja
7. Serbia i Czarnogóra
8. Chorwacja


Koniec części IV

Karolina Kosek, reprezentacja.net


Kwal. ME 2009
Kadetek i Kadetów


Kadetki:

Włochy, Zocca
8-12 stycznia 2009r.

Skład kadry

Wyniki

 ----------------------

 Kadeci:

Polska, Rewal
6-10  stycznia 2009r.

Skład kadry
Wyniki

ME 2009 Kadetów

 

Turniej kwalifikacyjny
Polska, Rewal 
6-10  stycznia 2009r.

 

Mistrzostwa EEVZA

EEVZA
21-24 sierpnia 2008
Białoruś, Baranowicze 2008