Gdy opadły już emocje związane z ligowymi parkietami- Puchary i Mistrzostwa zostały rozdzielone- trzeba było zacząć martwić się awans reprezentacji na Igrzyska.
W dniach 21-23 maja w Porto (Portugalia) odbyć miał się turniej z udziałem Polski, Kazachstanu, Wenezueli oraz Portugalii, którego zwycięzca otrzymywał bilet na Igrzyska Olimpijskie.
Trener Gościniak krótko po zakończeniu sezonu ligowego wyłonił 12 wspaniałych, którzy mieli wywalczyć dla polskiej siatkówki przepustkę do Aten. Byli to: Andrzej Stelmach, Paweł Zagumny, Robert Prygiel, Radosław Rybak, Damian Dacewicz, Arkadiusz Gołaś, Robert Szczerbaniuk, Piotr Gabrych, Piotr Gruszka, Dawid Murek, Sebastian Świderski oraz Krzysztof Ignaczak.
„Na rutynę i doświadczenie postawili trenerzy Stanisław Gościniak i Igor Prelożny przy ustalaniu składu dwunastki reprezentacji Polski” pisały ogólnopolskie gazety i trudno było się z nimi nie zgodzić. Tacy zawodnicy, jak Dawid Murek, Sebastian Świderski czy Robert Szczerbaniuk od lat stanowili przecież o sile męskiej reprezentacji. Jedynym debiutantem był 32-letni Piotr Gabrych.
Polscy reprezentanci, po zaledwie kilku wolnych dniach, spotkali się w Szczyrku. Przed nimi było nie lada wyzwanie - ostatni turniej, z którego mogli zakwalifikować się do upragnionych Igrzysk. Wiedzieli już wtedy, że jeśli udałaby im się ta sztuka byliby jedyną polską reprezentacją w grach zespołowych w Atenach.
Na samym początku maja kibice mogli zobaczyć swoich ulubieńców na aż 6 meczach sparingowych rozgrywanych z ekipami Australii oraz Białorusi. Trzeba przyznać, że przeciwnicy nie byli zbyt wymagający, toteż inne wyniki, niż zwycięstwa biało-czerwonych nie mogły mieć miejsca. Dwa tygodnie przed planowanym turniejem w Porto reprezentacja wyjechała do Serbii i Czarnogóry. Tam, podczas trzech spotkań sparingowych, Polakom aż dwukrotnie udało się pokonać Mistrzów Olimpijskich z Sydney.
Gdy nasi reprezentanci dotarli do Porto dochodziło do nas informacje o utrudniających Polakom życie Portugalczykach. Autobusy się spóźniały albo przyjeżdżały za wcześnie, a kiedy już Polacy się w nich znajdowali, do hali oddalonej o kilka przecznic, jechali przez całe miasto. W hali nie było klimatyzacji, Polacy nie mogli oglądać treningów Portugalii - gdy Andrzej Stelmach próbował zmienić tę zasadę został siłą wypchnięty z hali.
Jednak prawdziwi sportowcy nie zajmują się takimi sprawami, tylko walczą...
Pierwszego dnia zagraliśmy z Wenezuelą. Przewaga Polaków w trzech setach była nie do podważenia. Słynny Gomez nie był w stanie przebić się przez szczelny blok Gruszki i Murka, a mobilizacja jaka panowała w naszych szeregach napawała optymistycznie na następne spotkania. Jednakże zwycięstwo na Wenezuelczykami był tylko maleńkim kroczkiem do Aten.
Najtrudniejszy przeciwnik czekał nas drugiego dnia – gospodarze. Wszyscy doskonale zdawali sobie sprawę, że ten mecz zadecyduje o tym, która z drużyn pojedzie na Igrzyska Olimpijskie. Gdy w pierwszym secie dosyć łatwo pokonaliśmy gospodarzy - do 18 punktów- nic nie zapowiadało tak dramatycznego obrazu gry, który stał się udziałem Polaków w kolejnych partiach. Po trzech setach to niespodziewanie Portugalczycy prowadzili 2:1 i zaczynało robić się niewesoło. Polacy na szczęście doprowadzili to tie breaka, w którym ... nie dosyć że Portugalia odskoczyła na 3 punkty to nasz lider – Dawid Murek doznał kontuzji i musiał opuścić pole gry. W jego miejsce wszedł Sebastian Świderski i ... nasza drużyna zaczęła grać jak natchniona. Wychodziło nam wszystko, zaledwie chwili potrzebowaliśmy aby odrobić trzy punktową stratę, a co więcej, wyjść na dwu punktowe prowadzenie. Portugalczycy byli kompletnie zszokowani takim rozwojem wypadków i gdy atakiem z lewego skrzydła mecz zakończył Piotrek Gruszka radości nie było końca. Oto polska reprezentacja siatkarzy zdobyła bilet do Aten! Łzy, krzyki, euforia, a przede wszystkim wielka radość milionów kibiców przed telewizorami, jak również tych zgromadzonych na hali. Wreszcie polska drużyna pokazała, iż potrafi walczyć, że jest zespołem z charakterem.
Bardziej dociekliwi mogli zapytać „Jak to? Przecież to nie był koniec turnieju?” Faktycznie czekało nas jeszcze spotkanie z Kazachstanem. Jednak tak naprawdę nikt nie brał pod uwagę, że moglibyśmy z nimi przegrać. Mimo, iż Portugalczycy próbowali na wszelkie sposoby zmobilizować zawodników Kazachstanu do walki z nami (nawet w formie finansowej) chyba nikt nie wierzył, że Polacy ten mecz przegrają. Trener pozwolił pokazać się w turnieju pozostałym zawodnikom, więc na rozegraniu wystąpił Andrzej Stelmach, dłuższy pobyt na boisku zanotował też Piotr Gabrych. „Druga szóstka” nie miała najmniejszych problemów żeby szybko i efektownie pokonać słabego przeciwnika. „Po zwycięstwie nad Kazachstanem, które pieczętowało olimpijski awans udaliśmy się do hotelu – powiedział w jednym z wywiadów Andrzej Warych. - Była uroczysta kolacja, w czasie której trener Stanisław Gościniak w obecności prezesa Polskiej Konfederacji Sportu Andrzeja Kraśnickiego, mówił, że w Atenach będziemy bronić honoru polskich gier zespołowych. Był oczywiście szampan. Potem świętowaliśmy awans w podgrupach. Wyjścia w miasto nie było."
Polska ekipa powróciła do kraju w znakomitych nastrojach z biletem do Aten w kieszeni, na lotnisku witały ich tłumy kibiców śpiewając „Polska Biało – Czerwoni” oraz „We are the champions”. Cel został zrealizowany – polscy siatkarze JADĄ DO ATEN !!!
Koniec części II
Anna Więcek
reprezentacja.net

