Dziś o godzinie 20.00 Polska spotka się w meczu półfinałowym z gospodarzami tegorocznego finału Ligi Światowej Serbami. Wcześniej, o godzinie 17.00 Brazylia spotka się z Kubą. Zwycięzcy tych dwóch spotkań zagrają w niedzielę o złoto, a przegrani o miejsce trzecie rozgrywek Ligi Światowej edycja 2005.
O ile faworytem pierwszego spotkania jest zdecydowania Brazylia, typowana od początku jako pretendent do zwycięstwa w całym turnieju, o tyle wytypowanie zwycięzcy drugiego spotkania jest sprawą otwartą. Co prawda Serbowie są zespołem o wiele bardziej utytułowanym niż Polacy, jednak wiele jest symptomów wskazujących na to, że ten skądinąd fantastyczny team, złożony z wielkich gwiazd, z wielkich indywidualności, czasy największej świetności ma już za sobą. ”Starzy” zawodnicy po woli się wykruszają (z dwóch legendarnych braci Grbićów, w reprezentacji został już tylko ten młodszy), a młodzi, w konfrontacji ze swoimi utytułowanymi kolegami, tak naprawdę nigdy dotąd nie mieli szansy na zaistnienie na boisku.
Polska natomiast, to zespół niespełnionych nadziei. Zespół, którego trzon złożony z byłych mistrzów świata juniorów, co roku był młodym i obiecującym, aż w końcu młodym być przestał. Pozostał już tylko obiecującym, a i w to, powoli zaczynano coraz powszechniej wątpić.
Ale stało się! Pewnego dnia przybył człowiek, o przybyciu którego marzono przez ostatnie lata. CZŁOWIEK Z ZEWNĄTRZ. Ktoś nie uwikłany w istniejące w środowisku siatkarskim od zawsze układy, nie powiązany z żadną, ze zwalczających się grup wpływów. Do tego fachowiec pierwszej marki. Z najwyższej światowej półki trenerskiej.
I cóż on takiego zrobił? Zrobił wiele, a pewnie jeszcze więcej zrobi. Jednak najcenniejszym z tego co już dokonał jest w moim odczuciu to, że Raul Lozano spowodował, iż zawodnikom po prostu zaczęło się chcieć!
Dla mnie namacalnym symbolem tych zmian jest postawa Pawła Zagumnego. Oczywiście doceniam również to, że szansę pokazania się na boisku dostali młodzi zawodnicy, jak Mariusz Wlazły czy Wojciech Grzyb. Ale to Paweł Zagumny jest namacalnym dowodem tego, jak wielkie zmiany zaszły w mentalności zawodników.
Jeszcze w trakcie trwania konkursu na polskiego selekcjonera Paweł ogłosił, że swoja misję w reprezentacji uważa za zakończoną, czemu skwapliwie przyklasnęły całe rzesze jego przeciwników. Ludzi, mających dosyć zarówno jego gry, jak i sposobu zachowania się na boisku i poza nim. Ale Paweł, ku rozpaczy zwolenników odmłodzenia składu reprezentacji, po rozmowie z Lozano zmienił zdanie. Podobno dostał ultimatum. Będziesz pierwszym rozgrywającym, ale w zamian za 100% zaangażowania zarówno na meczu jak i przede wszystkim na treningu.
Minęły 2 miesiące i dziś Paweł nie ma już przeciwników. Swoją grą udowodnił, że jest poza zasięgiem konkurencji. Że polski zespół stojąc naprzeciwko najlepszych na świecie nie musi mieć kompleksów, że przeciwnik ma lepsze rozegranie. Paweł robi na boisku cuda z piłką. Nie dość, że szybko i precyzyjnie rozgrywa, to fenomenalnie skacze do bloku, a i w obronie pokazuje się z jak najlepszej strony. Nie ma już chimerycznych zachowań na boisku. Widać, że jest w 100% członkiem zespołu.
Okiełznanie takiej indywidualności, jaką jest Paweł można oceniać w kategoriach niemalże cudu. A jednak Raulowi Lozano się udało.
Szacunek, jakim darzą trenera wszyscy zawodnicy jest niemal namacalny. A to, że polscy zawodnicy potencjał zawsze mięli, nigdy nie ulegało wątpliwości. Połączenie tego potencjału z talentem trenerskim Lozano pozwala patrzeć w przyszłość z optymizmem. Pozwala też postawić twierdzenie, że wytypowanie zwycięzcy meczu Polska - Serbia jest sprawą jak najbardziej otwartą. A to jest coś, na co 2-3 lata temu, nikt by się nie odważył. Bo od zawsze wiadomo było, że co prawda jesteśmy nieźli, ale zarówno Rosjanie jak i Serbowie nam po prostu „nie leżą”. Dziś już jest inaczej. I warto było na to czekać tyle lat. Może nie wygramy tego meczu. Ale wszyscy wiedzą, że jak nie ten, to następny będzie już na pewno nasz. Że era bycia kopciuszkiem w cieniu wielkiej trójki (Brazylia, Rosja i Serbia) przemija bezpowrotnie.
A przekonanie to w tysiącach serc kibiców umiał w kilka tygodni wytworzyć człowiek o wzroście tak nikczemnym, że samo kojarzenie go z siatkówką zakrawa na paradoks.
Panie Lozano – szacunek.
Tomasz Kowalik
Reprezentacja.net
Siatkówka - Kadeci
Autor: Tomasz Kowalik
Data: 09-07-2005

