Turniej eliminacyjny w Dreźnie był jednym z głównych celów na ten sezon. Wszyscy zakładali awans i nikt nie brał pod uwagę innej możliwości.
Trener Andrzej Niemczyk nie krył, że gdyby polska drużyna się nie zakwalifikowała, to byłaby to ogromna strata i zaprzepaszczenie całej jego dotychczasowej pracy z tym zespołem. Przed wylotem do Niemiec był jednak optymistą. Doceniał klasę rywalek, zdawał sobie sprawę, że będzie ciężko, ale wierzył, że Polki sobie poradzą. W swoim stylu stwierdził: „Jedziemy do Drezna, aby się zakwalifikować. Po co innego mielibyśmy tam jechać?”
Skład, który miał tę kwalifikację zdobyć, nie został specjalnie zmieniony. Sztab szkoleniowy zdecydował się postawić na doświadczone zawodniczki. W głównej mierze na te, które dwa lata temu zdobywały złote medale Mistrzostw Europy w Ankarze. Z tamtej drużyny zabrakło przede wszystkim Magdaleny Śliwy, Małgorzaty Niemczyk – Wolskiej oraz Kamili Frątczak, która była podporą reprezentacji na Pucharze Świata.
Dużym rozczarowaniem dla wszystkich był brak tej pierwszej. Od jakiegoś czasu chodziły pogłoski, że powrót Magdy do kadry, jest bardzo prawdopodobny i może nastąpić właśnie w związku z turniejem w Dreźnie. Tak się nie jednak stało, choć trener wspomniał o możliwości, pojawienia się Magdy w kadrze na letniej Grand Prix w Azji. Teraz postawił na rozgrywającą Nafty Gaz Piła.
„Izabela Bełcik nie ma jeszcze tej rutyny, co Magdalena Śliwa. W wielu elementach jest już jednak lepsza. Bełcik zbyt długo siedziała na ławce. To wina jej trenerów. Ona w końcu musi zacząć brać odpowiedzialność za zespół. Być pierwszą zmianową, która ma tylko pomagać jest łatwo. Rozpoczęliśmy budowę zespołu z myślą o Pekinie i dlatego też potrzebne są w składzie pewne zmiany.” – Tak mówił o tym Andrzej Niemczyk. Teraz pozostało już tylko udać się do Drezna i przywieść upragniony awans.
Skład na turniej eliminacyjny w Dreźnie:
rozgrywające:
Izabela Bełcik, Katarzyna Skorupa;
atakujące:
Małgorzata Glinka, Katarzyna Skowrońska
środkowe:
Agata Mróz, Maria Liktoras, Sylwia Pycia;
przyjmujące:
Dorota Świeniewicz, Aleksandra Przybysz, Joanna Mirek, Milena Rosner;
libero:
Mariola Zenik
17 czerwca Polki rozegrały swoje pierwsze turniejowe spotkanie. Ich rywalkami były Greczynki. Zdecydowanie najsłabsza ekipa zawodów i w Niemczech występowała raczej w roli outsidera aniżeli poważnego kandydata do awansu. Dlatego też nikogo nie zdziwiło stosunkowo łatwe zwycięstwo, 3:0. Łatwe niestety tylko na papierze i dla tych, którzy spotkania nie oglądali. Trener Niemczyk powiedział nawet: „Praktycznie wszystko w wykonaniu moich siatkarek w eliminacyjnym meczu z Grecją (3:0) było złe, poza wynikiem. Gra w całym meczu "się rwała". Z taką formą możemy mieć ogromne problemy w meczach z teoretycznie silniejszymi rywalkami - zespołami Serbii i Czarnogóry oraz Niemiec. Nie wiem, z czego to wynikało. Czy z przemęczenia piątkowym treningiem? Czy może po prostu źle się czuły? Fatalne było przyjęcie zagrywki, szczególnie w pierwszym secie...”
Jak się wkrótce okazało, były to słowa prorocze a ich słuszność potwierdziła już kilka dni później.
Prawdziwym testem miało się okazać spotkanie przeciwko drużynie Serbii i Czarnogóry. I ponownie trener Niemczyk miał rację. Niestety...Po dwóch pierwszych setach przecieraliśmy oczy ze zdumienia. Polki przegrywały 2:0 a ich gra wyglądała fatalnie. Z taką dyspozycją nawet najwięksi optymiści nie wspominali już o awansie. Biało – czerwone pomimo jednak tak złej gry, wróciły do meczu. Kiedy widmo porażki zajrzało im głęboko w oczy, wzięły się w garść, zacisnęły zęby i ruszyły do odrabiania strat. Taka zawzięta pogoń musiała przynieść dobre rezultaty. Po wejściu na parkiet Mileny Rosner sytuacja diametralnie się zmieniła. Polki zaczęły grać z polotem, bardziej kombinacyjnie, lepiej się ruszały. W końcu się udało! Polki zwyciężyły. Po raz niewiadomo który pokazały ogromną determinację, wolę walki i chęć zwycięstwa. Nam wszystkim natomiast pozostało mieć nadzieję, że w meczu przeciwko gospodyniom turnieju, może być już tylko lepiej. Bo przecież tylko zwycięstwo dawało awans. Przegrany będzie musiał czekać do sierpnia i w barażach spróbować jeszcze raz...
18 czerwca sprawdził się najczarniejszy scenariusz dla polskiej reprezentacji. Polki nie uzyskały awansu. Wszystkie złe znaki sprzed turnieju, a także te, które pojawiły się już po rozpoczęciu zawodów, stały się faktem. Polski szkoleniowiec po spotkaniu próbował szukać przyczyn tego niepowodzenia: „Brak stabilności był podstawowym grzechem tej reprezentacji w Dreźnie. Zawodniczki były za krótko razem ze sobą. Eliminacje mistrzostw świata były dla nas za wcześnie. Część naszych siatkarek długo musiała grać w lidze włoskiej. Gwiazdki dołączyły do kadry przed tygodniem. Gramy dobrze, prowadzimy w 1. i 3. setach i raptem coś się załamuje. Po prostu niektóre sprawy są jeszcze niedopracowane".
Polki były blisko nawiązania walki z Niemkami. Pamiętamy trochę pechowy, nieskuteczny atak Doroty Świeniewicz w ostatniej akcji. Stratę 8 punktów w jednym ustawieniu! Gdyby biało – czerwone chociaż częściowo wyeliminowały te błędy, prawdopodobnie wynik tego pojedynku byłby inny. A tak przyszło nam wszystkim przełknąć gorycz porażki i z niecierpliwością czekać na kolejne występy Polek. Przede wszystkim na turnieju barażowym w Warnie, na którym już za kilka tygodni miało rozstrzygnąć się nasze być albo nie być w przyszłorocznych Mistrzostwach Świata w Japonii.
Wyniki turnieju w Dreźnie:
17.06 Polska – Grecja 3:0 (25:23,25:20,25:22)
18.06 Polska – Serbia i Czarnogóra 3:2 (15:25,21:25,25:11,25:20,15:13)
19.06 Polska – Niemcy 1:3 (22:25,25:20,19:25,22:25)
Walka o Mistrzostwa Świata –podejście 2 – WARNA
9 sierpnia w Szczyrku rozpoczęły się ostatnie przygotowania seniorskiej kadry siatkarek do turnieju barażowego w Warnie. Całemu zgrupowaniu towarzyszyła niezwykła mobilizacja i napięta atmosfera. Widać było, że wszyscy doskonale zdają sobie sprawę z tego, jak poważna impreza rozpoczyna się już za kilka dni. Presja była ogromna, oczekiwania jeszcze większe. Siatkarkom natomiast potrzebny był spokój i zachowanie zimnej krwi. Nikt nie musiał ich dodatkowo mobilizować do jeszcze bardziej wytężonej gry i bardziej wyczerpujących treningów. Motywacji im nie brakowało. Trener Niemczyk obiecywał, że czego jak czego, ale sportowej złości im nie zabraknie. Dodał także, że sprawa awansu rozstrzygnie się w drugim dniu turnieju, kiedy to jego dziewczyny będą się musiały zmierzyć z gospodyniami, reprezentacją Bułgarii, do której składu specjalnie na ten turniej powróciła ich wielka gwiazda, Antonina Zetova. Skład naszej drużyny także uległ lekkiej modyfikacji.
- Magda i Kaśka mają równe szanse - mówił trener Niemczyk o tym, która zawodniczka, Skorupa czy Śliwa pojedzie do Warny jako druga rozgrywająca . - Decyzja zapadnie w ostatniej chwili. Jedno jest pewne: żadna z nich nie będzie miała żalu o to, że zostanie w domu.
Na ten najważniejszy w roku turniej, pojechała jednak doświadczona Magda Śliwa.
Polskę w Warnie reprezentowały następujące zawodniczki:
Rozgrywające:Izabela Bełcik, Magdalena Śliwa
Środkowe:
Maria Liktoras, Katarzyna Skowrońska, Sylwia Pycia, Agata Mróz
Przyjmujące/atakujące:
Małgorzata Glinka, Dorota Świeniewicz, Aleksandra Przybysz, Joanna Mirek, Milena Rosner
Libero:
Mariola Zenik
Ponadto w Szczyrku przebywały jeszcze: Kamila Frątczak, Katarzyna Skorupa oraz Marta Siwka.
Wszystko zaczęło się 20 sierpnia, od wygranej z Ukrainą. Polki zagrały dobre spotkanie, kończąc je w trzech krótkich setach. To był prawdziwy popis. Nasze siatkarki zaprezentowały skuteczną oraz efektowną grę. Można powiedzieć, że swoją postawą chciały postraszyć Bułgarki i zdobyć nad nimi, chociaż minimalną przewagę psychologiczną. Wydawało się, że tak właśnie się stanie. Że następnego dnia zdołają powtórzyć jak nie wynik to, chociaż formę z dnia poprzedniego. Po „rozbiciu” Ukrainy wszyscy zaczęli nabierać pewności, że słowa Agaty Mróz sprzed paru dni się potwierdzą. Jednym słowem, że wygramy cały turniej...
Tak więc, powoli, zaczynaliśmy odliczać minuty do rozpoczęcia meczu. Ze świadomością, że to jeden z najważniejszych tegorocznych występów Polek, zasiedliśmy (kto mógł) przed telewizorami... Patrzyliśmy - i nie mogliśmy uwierzyć. Znowu, znowu to samo! Historia ponoć lubi się powtarzać, ale przecież nie może być aż tak okrutna. Tak jakby przyśnił się nam po raz kolejny ten sam sen - zły sen z Drezna. Biało – czerwone przegrywały już 2:0, gra się nie kleiła. Nasze dziewczyny były bezradne, nie potrafiły znaleźć żadnej recepty na bardzo dobrze dysponowane tego dnia gospodynie. Podopieczne trenera Miroslava Zhivkova rządziły na parkiecie. Nic nie zapowiadało zmiany. Widmo porażki zaczęło zaglądać nam w oczy...ale wtedy stał się chyba cud. Albo zwyczajnie zadziała magia Andrzeja Niemczyka, jego geniusz, trenerski nos. Diametralnie zmienił taktykę. W trzecim secie Katarzyna Skowrońska zmieniła pozycję na boisku z lewego skrzydła na środek. Od tej chwili, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, Polki wskoczyły na zupełnie inny poziom grania. Poziom dla Bułgarek nie osiągalny. To tak jakby obie ekipy zamieniły się miejscami. Teraz to Polki były nie do zatrzymania. Zagrały jak w transie i... WYGRAŁY! Tylu nerwów, takiej radości, i takiej ulgi dawno nie przeżywaliśmy. Trener Niemczyk powie później, że to był jeden z tych momentów jego siatkarskiej kariery, który na jeszcze bardzo długo zapisze się w jego pamięci. Doda też, że chwilami gotów był zamordować swoje siatkarki.
Wyniki turnieju w Warnie:
Polska – Ukraina 3:0 (25:17, 25:14, 25:15)
Polska - Bułgaria 3:2 (17:25, 16:25, 25:15, 25:20, 15:12)
Tak więc po dwóch, a nie jak wcześniej zakładano po jednym, turnieju eliminacyjnym, polskie siatkarki prowadzone przez swojego charyzmatycznego trenera wywalczyły wymarzony przez wszystkich awans do Mistrzostw Świata 2006. Czasu na odpoczynek jednak nie było i po zaledwie jednym dniu przerwy rozpoczęło się kolejne w tym roku zgrupowanie. Zgrupowanie przed wrześniowymi Mistrzostwami Europy.
No, ale to już zupełnie inna historia...
Koniec części II
Hanna Niełacna, reprezentacja.net




