Polki wykonały zadanie, jakie stawiano przed nimi w meczu w Wenezuelą - pokonały rywalki wysoko, co nadal daje nam nadzieję na awans do ćwierćfinału. - To zwycięstwo da im teraz oddech i w kolejnym spotkaniu powinny "naskoczyć" na Amerykanki - ocenia Magdalena Śliwa.
Mimo że mówiło się, iż Polki nie powinny mieć większych problemów z pokonaniem Wenezuelii, Magdalena Śliwa przyznaje, że czekała na ten mecz z lekkim drżeniem serca.
- Nigdy wcześniej nie widziałam tego zespołu w akcji - przyznaje dawna rozgrywająca kadry Polski. - Mówiło się, że grają o wiele słabiej od Polek, ale z drugiej strony urwały seta Amerykankom, więc wszystko mogło się zdarzyć.
Na szczęście przedmeczowe prognozy potwierdziły się w trakcie polsko - wenezuelskiego pojedynku. "Biało - czerwone" bez większych problemów poradziły sobie z rywalkami i sprawiały wrażenie jakby dotychczasowe porażki nie pozostawiły na nich żadnego śladu.
-Myślę, że dziewczyny zagrały dziś spokojnie, bez stresu to, co miały zagrać. Widać było luz w tym, co prezentowały - ocenia Magdalena Śliwa. - Wykonały swoją robotę dobrze, bez żadnych potknięć.
Można powiedzieć, że mecz z Wenezuelą był popisem zmienniczek. Gajgał i Rosner przodują dziś bowiem w staystykach pomeczowych wśród najlepiej punktujących zawodniczek. Dawna asystentka Marco Bonitty ostrzega jednak przed pochopnymi ocenami.
- Patrząc na statystyki trzeba też pamiętać, o jakim meczu mówimy. Nie zapominajmy, że po drugiej stronie siatki nie stały tym razem Chinki czy Japonki. Trzeba porównać przeciwnika, bo inaczej gra się przeciw najsilniejszym, a inaczej przeciw Wenezueli. Dlatego te statystyki absolutnie nie są porównywalne - wyjaśnia Śliwa. - Oczywiście nie ujmuję nic grającym dziś dziewczynom, tyle że po prostu dużo łatwiej zdobywa się punkty na takich zespołach jak Wenezuela.
Jednak dzisiejszy mecz miał też inną wartość - pozwolił dziewczynom, zwłaszcza tym spędzającym większość pojedynków na ławce rezerwowych, odzyskać nieco pewności siebie, której tak potrzebowały.
- Nasze zmienniczki miały szansę poczuć i udowodnić swoją wartość. Mogły pokazać, że mogą grać na przestrzeni całego meczu, a nie tylko wchodzić w trudnych strategicznych momentach - komentuje Magdalena Śliwa.
Już po spotkaniu z Japonkami rozgorzała dyskusja na temat rozgrywających w naszej kadrze. Wiele było prognoz dotyczących tego, którą z nich, Sadurek czy Skorupę, zobaczymy na rozegraniu w pojedynku z Wenezuelą. Jak rywalizację w kadrze na "swojej" pozycji widzi Magdalena Śliwa?
- Mamy teraz w reprezentacji dwie różne rozgrywające. Każda z nich ma swój styl grania, dlatego widzimy takie różnice w grze zespołu w zależności od tego, która z nich prowadzi grę Polek. Trudno jednak przewidzieć, kogo zobaczymy na tej pozycji w meczu z Amerykankami. Z jednej strony nie po to trener Bonitta ogrywał Milenę Sadurek, żeby teraz nie dać jej szansy w najważniejszym spotkaniu, z drugiej jednak Kasia Skorupa pokazała, że można na niej polegać. Nie wiem, na kogo ostatecznie postawi - przyznaje Magdalena Śliwa.
Przed Polkami ostatni sprawdzian - w niedzielę zmierzą się z reprezentacją USA, która bardzo dobrze prezentuje się w olimpijskim turnieju. Czy "biało - czerwonym" wystarczy siła na ich pokonanie?
- Tak jak mówiłam, dziś dziewczyny wykonały solidną pracę. To zwycięstwo da im teraz oddech i w kolejnym spotkaniu powinny naskoczyć na Amerykanki - dopinguje koleżanki Śliwa. - Na pewno da się wygrać z USA. Będzie bez wątpienia ciężko, bo to zespół wysoki, mocny i bardzo ambitny, ale też zdarzają im się przestoje czy słabsze momenty, które musimy wykorzystać. Wierzę bardzo w to, że dziewczyny się nie poddadzą. Myślę, że one też czują, że to już naprawdę ostatnia szansa. Złapały dziś trochę małych punktów, więc może nam się udać w obliczeniach - kończy optymistycznie nasza dawna rozgrywająca.
* Rozmawiała Joanna Majtyka - Reprezentacja.net

