Wybór trenera
Dziesiątego grudnia 2006 roku, po nieudanych mistrzostwach świata i zawirowaniach związanych z pełnieniem funkcji trenera przez Andrzeja Niemczyka, reprezentacja Polski seniorek została przez Polski Związek Piłki Siatkowej oficjalnie rozwiązana. Nic też dziwnego w tym, że początek sezonu 2007 wzbudzał wiele emocji, niekoniecznie ściśle związanych ze sportem. PZPS postanowił, podobnie jak w przypadku seniorów kilka lat wcześniej, wyłonić nowego trenera reprezentacji seniorek drogą konkursową. Po dobrych doświadczeniach związanych z zatrudnieniem obcokrajowca w męskiej kadrze, Związek podjął decyzję o powierzeniu misji tworzenia drużyny, włoskiemu szkoleniowcowi Marco Bonittcie. Włoch od początku wydawał się murowanym faworytem, gdyż za jego kandydaturą przemawiały wyniki sportowe. Takie osiągnięcia jak mistrzostwo Włoch (’98, ’99), Puchar Mistrzów (’99, ’00), Puchar Włoch (’98), Superpuchar Włoch (’98, ’99, ’00) oraz przede wszystkim mistrzostwo świata z reprezentacją Włoch w 2002 roku, nie wymagają komentarza. Pojawiały się też co prawda głosy, że jego dyktatorskie metody pracy doprowadziły do buntu w kadrze włoskich siatkarek i powierzanie mu w tej sytuacji prowadzenia reprezentacji Polski jest ryzykownym posunięciem, ostatecznie jednak plusy przeważyły i z kilku kandydatów to właśnie Bonitta przejął schedę po Andrzeju Niemczyku i Ireneuszu Kłosie.
Pierwszy przystanek: Montreux
Pierwszym, i chyba najważniejszym wyzwaniem dla Marco Bonitty było zbudowanie praktycznie od nowa reprezentacji Polski seniorek. Po nieudanym poprzednim sezonie kadrowym, wiele zawodniczek było zniechęconych do reprezentowania barw Polski i namówienie ich do pracy z reprezentacją wcale nie było zadaniem łatwym. W którymś momencie potrzebna była nawet pomoc Polskiego Związku Piłki Siatkowej, który musiał oficjalnie zapowiedzieć sankcje wobec uchylających się od gry w reprezentacji zawodniczek. W końcu jednak nowemu trenerowi udało się stworzyć szkielet nowego zespołu. Pierwszym praktycznym sprawdzianem jego pracy z zespołem był rozgrywany w Szwajcarii turniej Montreux Volley Masters. Odbył się on w dniach 5 – 10 czerwca. Przed zawodami siatkarki wraz z nowym sztabem szkoleniowym spotkały się na krótkim zgrupowaniu w Szczyrku.
Do Montreux pojechały:
Mariola Zenik
Eleonora Dziękiewicz
Anna Podolec
Joanna Frąckowiak
Dorota Świeniewicz
Agnieszka Bednarek
Agnieszka Kosmatka
Magdalena Godos
Milena Sadurek
Milena Rosner
Maria Liktoras
Joanna Staniucha – Szczurek
Skład reprezentacji Polski na ten turniej był nieco eksperymentalny. Trener Bonitta powołał weteranki reprezentacji, mistrzynie Europy: Dorotę Świeniewicz, Marię Liktoras oraz debiutantki takie jak Eleonora Dziękiewicz czy Milena Sadurek, których zasługi dla drużyny w dalszej części sezonu okazały się nie do przecenienia.
W turnieju Volley Masters brało udział osiem cenionych w świecie reprezentacji: Polska, Serbia, Rosja, Chiny, Niemcy, Holandia, Kuba oraz Turcja. Reprezentacja Polski trafiła do grupy B, w której grały również mistrzynie olimpijskie Chinki, zawsze mocne Kubanki i Turczynki.
Niestety Polki nie potrafiły sprostać dobrze dysponowanym przeciwniczkom i pierwsze spotkanie z Kubankami przegrały 0:3 (18:25, 19:25, 22:25 ). Kolejne, przeciw Chinom, również oddały bez walki 0:3 (23:25, 13:25, 12:25). Okazją do rehabilitacji był ostatni mecz przeciw Turczynkom. Udało się z nimi wygrać, choć po ciężkiej walce, dopiero w tie breaku 3:2 (15:25, 25:20, 23:25, 25:22, 15:13).
W tabeli grupy B Polska zajęła ostatnie, czwarte miejsce uzyskując tyle samo punktów, co Turcja, ale przegrywając gorszym stosunkiem setów oraz małych punktów. Mimo to nasze reprezentantki zagrały w drugiej rundzie zawodów, gdzie spotkały się z zespołem Niemiec. Rywalki nie pozostawiły Polkom złudzeń, kto tego dnia jest lepszy i ograły nasze reprezentantki 3:1 (17:25, 25:23, 25:14, 25:23). Do ostatniego etapu Turnieju Volley Masters polska reprezentacja nie awansowała, a w spotkaniu o pierwsze miejsce Chinki, bez większych problemów, pokonały Kubanki 3:0 (25:14, 25:17, 25:18).
Klasyfikacja końcowa Turnieju w Montreux:
1) Chiny
2) Kuba
3) Holandia
4) Serbia
5) Niemcy
6) Turcja
7) Polska
8) Rosja
Choć Polki zajęły przedostatnie miejsce, trzeba podkreślić, że był to tylko turniej towarzyski, mający na celu przede wszystkim pokazać, co na samym początku sezonu prezentują poszczególne drużyny. Ponadto zawody rozgrywane były niedługo po zakończeniu sezonów klubowych, dlatego też zawodniczki nie miały wystarczającej ilości czasu, żeby się odpowiednio do niego przygotować. Dla Polek było to dodatkowo pierwsze „przetarcie się” w nowym składzie i z nowym szkoleniowcem.
Drugi przystanek: World Grand Prix w Rzeszowie
Właściwy sezon reprezentacyjny dla Polek rozpoczął się 3. sierpnia wraz z początkiem fazy eliminacyjnej zawodów z cyklu World Grand Prix. Na te turnieje powołane zostały:
Rozgrywające:
Milena Sadurek, Izabela Bełcik
Atakujące:
Katarzyna Skowrońska – Dolata, Anna Podolec
Przyjmujące:
Dorota Świeniewicz, Milena Rosner, Joanna Frąckowiak
Środkowe:
Eleonora Dziękiewicz, Maria Liktoras, Agnieszka Bednarek
Libero:
Dominika Leśniewicz, Mariola Zenik
Pierwszy turniej fazy eliminacyjnej Polki rozegrały w Rzeszowie w dniach 3 – 5 sierpnia. Oprócz gospodyń, w hali na Podpromiu zagrały również reprezentacje Stanów Zjednoczonych, Rosji i Chin. Turniej rozgrywany był systemem każdy z każdym, a nasze reprezentantki przegrały wszystkie trzy spotkania. Jednak postawa zespołu była zupełnie inna niż na szwajcarskim turnieju. Po wyrównanej walce nie dały rady dobrze dysponowanym Amerykankom i poległy w tie breaku 2:3 (25:19, 25:18, 17:25, 15:25, 12:15). Polki mogły wygrać to spotkanie w trzech setach, ale zabrakło im siły i wiary we własne możliwości.
Następnego dnia kibice byli świadkami zaciętej gry naszych zawodniczek przeciwko mistrzyniom Olimpijskim. Polki przegrały 2:3 (26:28, 26:24, 15:25, 25:23, 12:15). Trzecie spotkanie było już niestety "srogim laniem" dla naszych reprezentantek. Polki zdecydowanie uległy mistrzyniom Świata - Rosjankom, przegrywając bez walki 0:3 (17:25, 16:25, 21:25). Jedynym wytłumaczeniem tej porażki mógł być brak siły po poprzednim bardzo wyczerpującym spotkaniu. Te niepowodzenia podczas pierwszego weekendu Grand Prix wytłumaczyła II trener reprezentacji Magdalena Śliwa: "To były pierwsze mecze w tym sezonie, w dodatku przed naszą publicznością. Nie miałyśmy możliwości rozegrania żadnych sparingów. Po prostu trzeba było wejść w grę. Pechowo, że te turnieje odbyły się akurat w Polsce. Przegrałyśmy dwa mecze po 2:3, więc to też nie było wielkie lanie, tylko spotkania przegrane po walce. Zawodniczki zaczęły już wtedy pokazywać, że drużyna coraz lepiej ze sobą współdziała, że gra zaczyna się układać. Następne zwycięstwa były efektem pracy, którą wszyscy wykonaliśmy wcześniej”.
W klasyfikacji generalnej Turnieju w Rzeszowie Polki uplasowały się na ostatniej pozycji.
Klasyfikacja Turnieju w Rzeszowie:
1) Rosja
2) USA
3) Chiny
4) Polska
Trzeci przystanek – World Grand Prix w Hongkongu
Podczas drugiego weekendu World Grand Prix, rozgrywanego w dniach 10 – 12.08 los rzucił Polki do Hongkongu, gdzie przyszło im grać z Włoszkami, Dominikankami i Chinkami. Miasto to okazało się dla naszych reprezentantek bardzo szczęśliwe. Polki szły przez ten turniej jak burza ogrywając w pierwszym spotkaniu bardzo silne Włoszki 3:1 (26:24, 16:25, 25:18, 25:17). Następny mecz okazał się rewanżem za porażkę w Rzeszowie. Nasze zawodniczki po raz pierwszy w historii pokonały mistrzynie Olimpijskie Chinki 3:2 (16:25, 21:25, 25:21, 25:21, 15:10). Można powiedzieć, że ten mecz był już dla nich przegrany, a jednak potrafiły się podnieść, wyrównać stan meczu na 2:2, a potem zdeklasować rywalki w tie breaku. Według II trener, Magdaleny Śliwy zwycięstwo to mocno podbudowało drużynę: - "Do tej pory nigdy nie udało nam się z Chinkami wygrać. A w tym roku, właśnie w Rzeszowie najpierw przegrałyśmy z nimi 2:3, później wygrałyśmy, więc można by powiedzieć, że znalazłyśmy na nie sposób. Nadal jednak są bardzo mocnym zespołem. Myślę, że Włosi są specjalistami od taktyki, oni nas po prostu odpowiednio do tych meczy przygotowali. My tylko wykonałyśmy to, co zostało nam przekazane."
Ostatnie spotkanie tego weekendu było dla Polek już formalnością. Będąc ,,na fali” po zwycięstwach nad bardzo wymagającymi rywalkami, pokonały bez większych kłopotów Dominikanki 3:0 (25:16, 25:17, 25:19), czym zapewniły sobie pierwsze miejsce w grupie.
Klasyfikacja Turnieju w Hongkongu:
1) Polska
2) Włochy
3) Chiny
4) Dominikana
Czwarty przystanek – World Grand Prix w Osace
Podczas trzeciego weekendu World Grand Prix reprezentacja Polski zawitała do Osaki, gdzie w dniach 17 – 19.08. rozegrała spotkania z Japonią, Rosją i Kazachstanem.
Tu ponownie zawodniczki trenera Bonitty okazały się klasą samą dla siebie, wygrywając kolejne trzy spotkania. Aktualne mistrzynie Świata, Rosjanki, nie potrafiły nawiązać walki z Polkami przegrywając 0:3 (21:25, 19:25, 26:28). Kolejne dwa mecze to zwycięstwa 3:1 nad gospodyniami turnieju Japonkami (25:20, 16:25, 25:23, 25:14) oraz reprezentantkami Kazachstanu (25:27, 25:20, 25:23, 25:15).
Klasyfikacja Turnieju w Osace:
1) Polska
2) Rosja
3) Japonia
4) Kazachstan
Klasyfikacja fazy eliminacyjnej World Grand Prix:
1) Brazylia
2) Włochy
3) Rosja
4) Polska
5) Holandia
6) Chiny
7) Kuba
8) USA
9) Japonia
10) Kazachstan
11) Dominikana
12) Tajwan
Dzięki świetnej grze w turniejach rozgrywanych w Azji Polki mogły zapomnieć o nieudanym turnieju w Rzeszowie i po raz pierwszy w historii awansowały (z czwartego miejsca) do fazy finałowej tych prestiżowych zawodów. Był to wielki sukces zarówno zawodniczek, jak i trenera Bonitty, który w ten sposób udowodnił wszystkim niedowiarkom, że jego metody trenerskie się sprawdzają.
Piąty przystanek – Turniej Finałowy World Grand Prix w Ningbo
W turnieju Finałowym (22 – 26.08) rozgrywanym w chińskim Ningbo wzięło udział sześć czołowych drużyn w klasyfikacji generalnej fazy eliminacyjnej: Brazylia, Włochy, Rosja, Polska, Holandia, Chiny.
Niestety, tego turnieju Polki nie mogą zaliczyć do udanych. Po wspaniałej grze w fazie eliminacyjnej wszyscy liczyli na zwycięstwa, może nawet miejsce na podium. Na pewno na dobrą grę i walkę do ostatniej piłki. Były podstawy do tego, żeby stawiać naszym siatkarkom wysokie wymagania. Skoro raz udało się ograć Chiny czy Rosję, to czemu miałoby się to nie powtórzyć? Jednak na nadziejach się skończyło. Czegoś w grze naszych reprezentantek zabrakło, być może większej wiary w siebie i odrobiny szczęścia? Polki przegrały cztery z pięciu rozgrywanych spotkań:
Brazylia – Polska 3:0 (25:21, 25:21, 25:17)
Polska – Chiny 2:3 (25:21, 15:25, 16:25, 25:22, 9:15)
Polska – Rosja 0:3 (11:25, 22:25, 24:26)
Polska – Holandia 0:3 (22:25, 22:25, 23:25)
Polska – Włochy 3:0 (25:21, 25:18, 25:19)
Jedynym zespołem, który udało się po raz drugi pokonać, były Włochy. W pozostałych spotkaniach, mimo walki, Polki nie potrafiły zwyciężyć i nie miały już w sobie tego błysku i radości, jaka biła od nich podczas zwycięskich turniejów eliminacyjnych. Ostatecznie zajęły szóste miejsce. Jednak Magdalena Śliwa uważa, że wszyscy powinniśmy być usatysfakcjonowani występami w tegorocznej edycji World Grand Prix:
"Myślę, że powinniśmy być zadowoleni z występów w Grand Prix. Przypomnę, że Lena Dziękiewicz dobrze zagrała cały ten turniej, który trwał ponad miesiąc, a więc naprawdę długo. Jako debiutantka w reprezentacji naprawdę pokazała się z bardzo dobrej strony. Podobnie Milena Sadurek, która również jako debiutująca młoda rozgrywająca doskonale sobie poradziła. Wzięła ciężar gry na siebie i prezentowała się dobrze przez cały sezon reprezentacji. Całe Grand Prix w wykonaniu polskich zawodniczek, jak chociażby Kasi Skowrońskiej i Ani Podolec, było naprawdę dobre. Jestem zadowolona, wiadomo, że w miarę kolejnych zwycięstw apetyty rosły, ale to był nasz pierwszy taki finał”
W klasyfikacji generalnej zwyciężyły Holenderki, które nie przegrały żadnego spotkania.
Klasyfikacja generalna Turnieju Finałowego World Grand Prix:
1) Holandia
2) Chiny
3) Włochy
4) Rosja
5) Brazylia
6) Polska
Mimo braku sukcesu zespołowego w klasyfikacji generalnej, drużyna odniosła sukces indywidualny. Najlepszą blokującą turnieju w Ningbo okazała się tegoroczna debiutantka w reprezentacji Polski Eleonora Dziękiewicz.
Podsumowanie I części sezonu 2007
Po zakończeniu World Grand Prix, Polki dostały kilka dni wolnego, a potem zaczęły przygotowania do kolejnych, międzynarodowych imprez, w których znów spotkać mogły reprezentacje, przeciw którym grały podczas Grand Prix. Z Chinkami udało się wygrać raz, podobnie z Rosjankami. Niestety nadal z Brazylijkami nie odnotowaliśmy wygranej. Nasuwa się więc pytanie, co należy jeszcze zrobić, by te zwycięstwa nie były tylko epizodami, ale prawdziwą serią wygranych? Magdalena Śliwa widzi problem w mentalności zawodniczek: "Muszą uwierzyć, że są naprawdę dobrym zespołem i w to, że inni też się nas boją i czują przed nami respekt. Musimy się nauczyć, że jak coś w trakcie spotkania się nie udaje, to jest to tylko chwila i trzeba wierzyć, że cały mecz da się jeszcze wygrać. Odnosiłam czasami wrażenie, że brakuje im wiary w to, że jesteśmy naprawdę mocne."
Ważnym elementem pierwszej części sezonu seniorek było znalezienie wspólnego języka z nowym trenerem reprezentacji. Nie chodzi tu tylko o to, że nie mówi on w języku polskim, ale także o zrozumienie jego intencji i metod trenerskich. Magdalena Śliwa widzi w przybyciu Marco Bonitty same pozytywy. Podkreśla, że po przegranych w sezonie 2006, sytuacja wokół drużyny nie była dobra: "Dało się odczuć, że po mistrzostwach świata coś w naszej drużynie zamarło, coś się zachwiało i nie wyglądało tak dobrze, jak wcześniej. Myślę, że w nowym sezonie od pierwszego prawdziwego zgrupowania było widać u wszystkich chęć pracy, bo Marco potrafi do tego dobrze zmotywować. Wierzę w to, że teraz dziewczyny dalej będą mu ufać i nadal będą podążać tą drogą, którą wytoczył, bo to, co sobie założył, to jak pracuje, jest naprawdę dobre." Podkreśla również pełen profesjonalizm trenera oraz to, jak jego sztab pracuje poza boiskiem, by zawodniczki odnosiły sukces na placu gry: "Na pewno jesteśmy lepiej przygotowane taktycznie do meczów. Sztab, który pracuje wokół Marco analizuje i przetwarza wszystkie dane. To powoduje, że potem, na boisku, mamy bardzo ułatwione zadanie. Zdecydowanie lepiej jesteśmy przygotowane do gry z danym przeciwnikiem. Treningi są prowadzone i przygotowywane pod poszczególne mecze, więc na pewno przygotowanie do spotkań jest dużo lepsze. Dziewczyny już wiedzą, co dla większości było rzeczą nową, jak korzystać z tych wszystkich informacji, podawanych przez sztab. Mam nadzieję, że m.in. dzięki temu gra będzie teraz z miesiąca na miesiąc wyglądać coraz lepiej”.
Dlatego też polskie kluby powinny według Magdy Śliwy brać przykład z metod trenerskich Marco Bonitty, czyli tzw. szkoły włoskiej.
,,Nie tylko w Polsce, ale i w całej Europie dużo państw wprowadza nowe metody treningowe i szkolenie idzie coraz częściej w tym kierunku, jaki prezentują szkoleniowcy włoscy. Uważam, że to jest dobry wzór do naśladowania”. Dzięki niemu Polkom udało się przecież awansować po raz pierwszy do Turnieju Finałowego World Grand Prix, czego nie dokonał wcześniej żaden inny trener. Dlatego mimo porażek w samych finałach, należy docenić tę pracę, jaką wykonały zawodniczki oraz ich trener.

