Siatkówka - Reprezentacje Polski - REPREZENTACJA.NET aktualności, historia siatkówki, wywiady, sylwetki zawodników i trenerow, zdjęcia, relacje LIVE

Siatkówka - Kadetki


Autor: Natalia Starosta

Data: 10-09-2008

ME juniorów: Miał być medal, jest rozczarowanie

W niedzielę zakończyły się ME juniorów. Na podium w Brnie zabrakło niestety Polaków. Próżno szukać ich było również wśród drużyn z pierwszej ósemki. - Taki jest sport, raz zdobywa się medale innym razem jest się poza czołową ósemką - wspólnie z kolegami podsumowuje swój występ na ME, Mateusz Jasiński.

 

 

„Biało – czerwoni”, ubiegłoroczni wicemistrzowie Europy kadetów, pomimo słabszej postawy w rozgrywanych przed turniejem meczach sparingowych z Belgią, do Brna jechali w roli pretendentów do medalu. Rzeczywistość okazała się jednak brutalna. Podopieczni duetu trenerskiego JanaszewskiZendeł, nie tylko nie stanęli na podium, ale nawet nie zakwalifikowali się do pierwszej ósemki mistrzostw. Dlaczego tak się stało?

 

Po pierwsze, mecz otwarcia z Rosją

 

Jeszcze przed turniejem mówiło się, że spotkanie z podopiecznymi Vladimira Kondry będzie dla Polaków kluczowym momentem w całym turnieju. Nie chodziło tu koniecznie o wynik, ale głównie o postawę w tym meczu. A to, co pokazali „biało – czerwoni” w trzech z pięciu partii tego spotkania, delikatnie mówiąc, wołało o pomstę do nieba.

 

- Rosjanie bardzo dobrze zagrali zagrywką, serwowali naprawdę mocno i trudno było przyjąć ich serwis. Tym ustawili sobie praktycznie cały mecz – ocenił to spotkanie Karol Kłos, środkowy reprezentacji Polski. Podobnego zdania jest również przyjmujący, Mateusz Jasiński: - Pójdzie na zagrywkę taki Rosjanin, trzy razy trafi nas z całą mocą i jest po zabawie – skwitował. - Wszystko zaczyna się od przyjęcia, a potem w takim meczu z Rosją, która ma naprawdę potężny blok trudno jest Fabianowi Drzyzdze czy Łukaszowi Wrońskiemu wystawić dobrze piłkę żebyśmy mogli skończyć atak.

 

- Wydaje mi się, że gdybyśmy ten mecz wygrali, pozostałe spotkania grupowe potoczyłyby się inaczej – dodał Łukasz Wroński.

 

Reprezentacja Polski juniorów podczas meczu z Rosją (fot. Reprezentacja.net)

 

 

Po drugie, „niespodzianka” z Turcją

 

Reprezentacja Turcji miała być w naszej grupie przysłowiowym „chłopcem do bicia”. Najsłabszy z rywali w meczu z Polakami pokazał to, czego od początku turnieju brakowało w naszym zespole – radość z gry. Patrząc na Turków można było odnieść wrażenie, że emocje okazywane po każdym zdobytym punkcie (bieganie wokół boiska, pokrzykiwania, podbieganie do kwadratu rezerwowych) zamiast pozbawiać energii, dodatkowo ich napędzały. Na tle tego, cieszący się z udanej akcji Polacy, wyglądali wręcz blado i nieśmiało.

- Nie ukrywam, że po porażce z Rosją byliśmy lekko podłamani – przyznaje Karol Kłos. - Do tego doszła ta nieoczekiwana przegrana z Turcją i praktycznie byliśmy już poza turniejem.

 

Po trzecie, presja

 

- Presję wyniku czuliśmy na pewno, wiedzieliśmy, że musimy coś tutaj zdobyć, bo przecież jesteśmy wicemistrzami Europy kadetów i zajęliśmy piąte miejsce na MŚ w tej kategorii wiekowej – mówi Jasiński.

 

Presja ta wzmogła się po nieoczekiwanej porażce z Turkami. „Biało – czerwoni” zostali postawieni pod ścianą. Tylko zwycięstwa w trzech kolejnych spotkaniach dawałyby im jeszcze szanse na dalszą walkę w turnieju. W meczu z Niemcami byli wyraźnie spięci. Brakowało im kończącego ataku, niezbyt dobrze funkcjonował blok, do przyjęcia również można było się przyczepić. I chociaż nie brakowało im ambicji, na twarzach zawodników widać było napięcie i nerwowość, które pogłębiały się z każdą nieudaną akcją.

- Miałem wrażenie, że mecz z Niemcami skończył się szybciej, niż się zaczął – wspomina środkowy reprezentacji Polski, Łukasz Wiśniewski.

 

Polacy po treningu (fot. Reprezentacja.net)

 

Podobnie było w meczu z Belgią. Polscy juniorzy doskonale zdawali sobie sprawę, ile zależy od tego spotkania. - Bardzo zależało nam na tym, żeby zostać w turnieju, żeby walczyć dalej chociażby o to piąte miejsce. Nie wiadomo przecież jak będą wyglądały kwalifikacje do MŚ – dodaje Wiśniewski. – Ale bywa, że jeśli czegoś się mocno chce, to czasami to nie wychodzi  i w naszym przypadku akurat to się sprawdziło.

 

Po czwarte, brak formy

 

- Jest mi ogromnie przykro, że tak zakończył się nasz występ. Bardzo zależało mi na tym, żeby wyjść z grupy i walczyć o wysokie cele – mówił po turnieju libero Polaków, Paweł Zatorski. - Nie wyszło. Wydaje mi się, że nie trafiliśmy z formą, co przełożyło się na wyniki. Ja osobiście czułem się do tego turnieju przygotowany wręcz idealnie. Zarówno pod względem psychicznym jak i fizycznym. Nigdy w życiu nie czułem się tak dobrze.

 

Głos naszego libero jest jednak odosobniony. Nie wszyscy bowiem, tak jak on, czuli się do tych mistrzostw przygotowani na 100%.

- Czułem się trochę zmęczony tymi meczami. To nie był udany turniej dla całego zespołu, a mój chyba tym bardziej – opowiada Jasiński. - Wydawało mi się, że wkład z mojej strony w ten zespół będzie trochę większy. Zagrałem w sumie we wszystkich spotkaniach, ale moja postawa w meczach z Rosją i Niemcami nie była najlepsza. Mam do siebie dużo zastrzeżeń – dodaje. - Nie mogłem się odnaleźć ani w przyjęciu, ani w ataku. W spotkaniach z Turcją, Włochami i Belgią grałem dużo lepiej, ale i tak nie było to jeszcze na takim poziomie, na jakim bym chciał.

 

Rozgrywający polskiego zespołu nie czuł się dobrze przygotowany do tych mistrzostw
(fot. Reprezentacja.net)

 

 

- Moja forma? – zastanawia się Fabian Drzyzga. - Nie była najlepsza, moim zdaniem byłem  średnio przygotowany do tych mistrzostw. Nie najlepiej czułem się fizycznie.

 

Co w takim razie było przyczyną braku formy na najważniejszej imprezie w tym sezonie? Czy wpływ na to miała prawie dwumiesięczna przerwa, jaką dostali zawodnicy na zakończenie spraw związanych z egzaminem dojrzałości? Czy może zawiodło coś w trakcie przygotowań do mistrzostw?

- To nie było tak, że nic nie robiliśmy w tym okresie. Każdy z nas pracował indywidualnie – wyjaśnia Łukasz Wroński. - Ja trenowałem z Gwardią Wrocław, rekreacyjnie grałem trochę w plażówkę, bądź z kolegami na hali. Po powrocie do wspólnych treningów widać było, że każdy z nas bardzo chciał przygotować się do tej imprezy jak najlepiej.

 

- W moim przypadku może to jest również spowodowane tym, że miałem kontuzję, przeszedłem operację przepukliny i straciłem w sumie pięć miesięcy z treningu – dodaje Jasiński. - A po takiej formie, jaką miałem na MŚ, którą utrzymywałem po powrocie do SMS’u trudno coś takiego odbudować.

 

- Może na to wszystko złożyło się lekkie przemęczenie siatkówką? – zastanawia się Łukasz Wiśniewski. - Na ME jechaliśmy prosto ze zgrupowania w Szczyrku. Według mnie gdybyśmy mieli dwa dni, które moglibyśmy spędzić w domu, każdy z nas odpocząłby nie tylko fizycznie ale i psychicznie. Teraz jednak nie ma po co szukać dziury w całym. Zagraliśmy słabo i tyle – kończy.

 

Po piąte, stoimy w miejscu

 

Kiedy rok temu obecni na ME juniorów zawodnicy reprezentacji Polski zdobywali srebro na mistrzostwach w niższej kategorii wiekowej, mówiło się o tym, że rośnie nam kolejne pokolenie zdolnej młodzieży. Nie zwątpiliśmy nawet wtedy, kiedy kilka miesięcy później, na mistrzostwach świata, nie udało nam się zakwalifikować do czwórki. Przecież z europejskich drużyn w walce o medale liczyła się tylko Francja. Ta sama Francja, która w ubiegłym roku zdobyła ME kadetów i brąz MŚ kadetów, a  dwa dni temu sięgnęła po złoto ME juniorów. Nie spoczęli na laurach, nadal ciężko trenują, chociaż dziwić może niektórych ich "ciekawe" podejście do profesjonalnego sportu (trenerzy oficjalnie pozwolili swoim zawodnikom palić papierosy), a co najważniejsze wygrywają. Do przodu poszli również Niemcy, w ubiegłym roku w ME kadetów walczący o piątą pozycję, a na MŚ w Meksyku o miejsca 9-12. W Czechach pokazali, że w pełni zasłużyli na miejsce na podium. Największy krok naprzód zrobili jednak Rosjanie. Zespół, który jeszcze rok temu właściwie się nie liczył, pokazał, jak bardzo się zmienił w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy.

 

A Polska? Na pewno nie można odmówić naszym zawodnikom ambicji i woli walki. Ale patrząc na ich bezsilność w niektórych akcjach odnieść można było wrażenie, że świat poszedł do przodu, a my stoimy w miejscu. W perspektywie dalszej (rocznik '89/'90 będzie pewnie podstawą kadry Polski na MŚ w 2014 roku) i bliższej (Polacy wciąż mają szansę "odkuć się" za nieudane zawody na MŚ juniorów za rok, gdyż nadal nie są znane warunki kwalifikacji. Gdyby okazało się, że rozgrywane będą eliminacje nic nie stoi na przeszkodzie uzyskania awansu) przyszłości szkoda byłoby zmarnować ogromny potencjał , jaki drzemie w tej grupie zawodników. Być może przejście z SMS'u do klubów, zetknięcie z profesjonalną siatkówką na najwyższym poziomie będzie takim krokiem naprzód? Miejmy nadzieję.

 

 

Mistrzostwa EEVZA

EEVZA
 

22-24 sierpnia 2008

Ukraina, Łuck