Pierwszego dnia Memoriału im. Zdzisława Ambroziaka zespół Politechniki Warszawa rozegrał aż dwa, niestety przegrane spotkania. Pierwszym rywalem stołecznej drużyny była AZS Częstochowa, drugim Skra Bełchatów. W obu meczach na placu gry można było zobaczyć reprezentanta Polski juniorów, środkowego Karola Kłosa.
Młody środkowy Politechniki był umiarkowanie zadowolony ze swojej postawy w spotkaniu z zawodnikami spod Jasnej Góry: - Mnie grało się dobrze, ale oczywiście nie tak, jakbym chciał, bo potrafię grać lepiej. Po drugiej stronie siatki stanęli koledzy z reprezentacji juniorów. Kłos był zadowolony, że mógł znów spotkać się z nimi na placu gry: - Fajnie jest się tak spotkać pod siatką po dłuższej przerwie – stwierdził.
W meczu z Bełchatowem chyba wszyscy zawodnicy Politechniki zaczęli odczuwać trudy grania dwóch spotkań jednego dnia: - Bywało lepiej, choć ciężko coś ocenić, bo to był już dzisiaj mój drugi mecz. Zagrałem osiem setów w jeden dzień, więc trochę tego było. Mogłem jednak zagrać lepiej, jakoś nie czułem piłki. Popełniliśmy dużo błędów i to było główną przyczyną naszej porażki – ocenił środkowy warszawskiego klubu.
Karol Kłos docenia jednak możliwość gry na tak wysokim szczeblu i przeciw tak utytułowanym rywalom: - Nie zagrałem jednak źle, jak na pierwszy raz. Cieszę się z tego, co jest i nie narzekam. Dla mnie to jest magia, ja trzy lata temu nie grałem jeszcze w siatkówkę, nie wiedziałem, co to jest, a teraz mogę się spotkać z najlepszymi, których jeszcze niedawno oglądałem w telewizji. Za bardzo się nie stresowałem mogło być lepiej, popracuję nad tym i zobaczymy, jak to będzie w przyszłości – zakończył.
* W Warszawie rozmawiała Natalia Starosta Reprezentacja.net









