Po Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie Małgorzata Glinka postanowiła odpocząć od siatkówki. O tym, czym teraz się zajmuje oraz o planach na przyszłość zawodniczka opowiedziała w wywiadzie dla Reprezentacja.net.
Reprezentacja.net:
Jak się Pani czuje po tak długim sezonie? Udało się już Pani wypocząć?
Małgorzata Glinka:
- Tak. Na pewno odetchnęłam. Jestem teraz w Polsce, zajmuję się czymś troszkę innym niż siatkówka. Udało więc mi się odpocząć zarówno psychicznie jak i fizycznie.
Jakie ma Pani plany na kilka najbliższych tygodni?
- W najbliższym czasie mam w planach pomaganie mężowi w promowaniu firmy DACO Milano. Generalnie rzecz ujmując mamy teraz prezentacje naszej firmy specjalizującej się w jubilerstwie, więc sporo pracy nas to kosztuje.
Jak się Pani czuje w tej nowej roli? Jest to coś, z czym wiąże Pani swoją przyszłość?
- Szczerze mówiąc za mało znam jeszcze tę firmę i branżę, żeby powiedzieć coś więcej na ten temat. Na pewno ludzie mnie postrzegają jako sportowca. Lepiej czuję się jednak na boisku, bo tam jestem jak ryba w wodzie. Ten rodzaj działalności jest dla mnie czymś zupełnie nowym i sporo nauki przede mną. Podchodzę do tego bardzo spokojnie i z dużym szacunkiem.
Kiedy zobaczymy Małgorzatę Glinkę na boisku?
- Bardzo ciężko powiedzieć. Planowałam swój rozbrat z siatkówką po Pekinie już od dłuższego czasu i to nie była pochopna decyzja. Chciałabym trochę odpocząć od piłki. Od czternastu lat nie miałam nawet dwóch tygodni wolnego. W zasadzie są to moje takie pierwsze prawdziwe wakacje, podczas których naprawdę mogę odpocząć. Jako kobieta trzydziestoletnia mam także inne marzenia, nie tylko medale i puchary. Stąd przede wszystkim bierze się ta przerwa. Chciałabym odpocząć od ciągłego intensywnego wysiłku fizycznego. Bardzo odczułam te wszystkie lata ciężkich treningów i wiem, że mój organizm potrzebuje wytchnienia. Może po takiej przerwie będzie jeszcze lepiej.
Czyli czeka Pani na taki wewnętrzny głos: „Teraz jest ten moment, muszę wrócić, bo nie wytrzymam bez siatkówki”?
- Tak, czekam właśnie na taki moment, kiedy powiem sobie, że jeszcze raz spróbuję i wejdę na boisko. Na dzień dzisiejszy miałam miesiąc wolnego, ale nie miałam dnia, żebym się nudziła. Na razie nadrabiam wszystkie zaległości, robię wszystko, czego nie mogłam robić, gdy grałam. Wymaga to sporo czasu, gdyż tyle, ile poświęciłam siatkówce, chciałabym poświęcić „komuś” i „czemuś”. Można powiedzieć, że w pełni korzystam z tego czasu, do niczego się nie zmuszam. Jak na razie jest fajnie (śmiech).
Są jakieś szanse na Pani powrót do reprezentacji?
- Oczywiście, że są szanse. W żadnym razie nie jestem do tego negatywnie nastawiona. Muszę po prostu widzieć siebie na boisku. Na pewno miło by było zakończyć karierę na mistrzostwach Europy. Aczkolwiek na pewno nie jest to taka rzecz, która zmobilizowałaby mnie teraz do podporządkowania wszystkiego temu celowi. Jeżeli będę chciała wrócić to tylko i wyłącznie dlatego, że będzie mi brakowało siatkówki, czyli tego co kochałam przez wiele, wiele lat i do tej pory kocham.
Śledzi Pani przygotowania do sezonu ligowego w Polsce?
- Mam kontakt z dziewczynami, więc wiem mniej więcej, jak to wygląda. Można powiedzieć, że jestem w temacie (śmiech).
Kto więc jest Pani zdaniem największym pretendentem do tytułu mistrzowskiego?
- Wydaje mi się, że Muszyna. Chyba nie ma innej możliwości. Jest to moim zdaniem drużyna na takim poziomie, że mogłaby spokojnie coś zwojować na arenie europejskiej. Chyba najważniejszym celem Muszyny na ten sezon jest pokazanie się w Lidze Mistrzów, nawet nie skupiając się jakoś nadzwyczajnie na lidze polskiej. W Polsce dziewczyny powinny czuć, że mają obowiązek wygrania. Aczkolwiek byłam w takiej drużynie i wiem, że nie zawsze wychodzi to tak, jak się zaplanuje.
Ma Pani jakieś zdanie na temat tego, kto powinien zastąpić trenera Bonittę?
- Staram się nie myśleć o takich rzeczach. Wydaje mi się, że nie jest to łatwa decyzja. Coś już udało nam się z reprezentacją wywalczyć i zawsze wymaga się od trenera i drużyny czegoś więcej. Trzeba by było pomyśleć, kto zamierza jeszcze grać w reprezentacji, kto będzie jeszcze chętny do współpracy i jak będzie wyglądać ta drużyna. To jest również bardzo ważne, żeby dobrać trenera pod zawodniczki, które mają w niej występować. Na pewno przyszłego trenera czeka ciężka praca, więc nie życzę tego nikomu (śmiech).
Mimo niekorzystnych rozstrzygnięć w Pekinie widzi Pani jakieś pozytywy w tym wydarzeniu?
- Już samo uczestnictwo w igrzyskach jest czymś bardzo pozytywnym. Wizja igrzysk powodowała u mnie dodatkową mobilizację na treningach. Motywacja była tym większa, że była to pierwsza taka impreza w mojej karierze. Nie wiem, czy mistrzostwa Europy lub mistrzostwa świata byłyby w stanie mnie tak zmobilizować jak ta olimpiada. Poza tym mam poczucie, że na igrzyskach dałam z siebie wszystko, co miałam najlepszego. Nie gryzę się myślami: „Dlaczego tak? Mogło być lepiej”… Uważam, że nie można mieć wszystkiego. Czterdzieści lat nie byłyśmy na igrzyskach olimpijskich i dużą radość sprawia mi fakt, że ja byłam w tej drużynie, która grała w Pekinie. Będę na pewno trzymać kciuki za wszystkie dziewczyny, które pojadą na tę imprezę za cztery lata. Cieszę się z tego, co mam i nie żałuję żadnych moich decyzji nawet jeżeli były jakieś nieprzyjemne czy bardzo męczące. Myślę, że drogę, którą przeszłam do igrzysk, wykorzystałam najlepiej, jak mogłam. Bardzo dobrze, że wyjechałam tak wcześnie za granicę. Wpłynęło to bardzo pozytywnie na mój rozwój. No i mam teraz spokój psychiczny. Udało mi się odłożyć trochę pieniędzy, więc nie wstaję rano myśląc , co tu teraz zrobić. Ja na pewno nie czuję niedosytu. Jestem spokojna, przepracowałam co miałam i to jest najważniejsze.
A co będzie Pani najmilej wspominać jeśli chodzi o dotychczasowe występy reprezentacyjne?
- Najbardziej cieszy mnie to, że siatkówka stała się sportem bardzo medialnym. Najprzyjemniejsze jest to, że ludzie zatrzymują się na ulicy i mówią mi po imieniu.
* Rozmawiała Renata Respondek - Reprezentacja.net









