Magdalena Śliwa swoje reprezentacyjne koleżanki podczas zmagań w Pekinie będzie dopingować w domu przed telewizorem. W rozmowie z serwisem Reprezentacja.net podsumowuje okres przygotowań i ocenia, co będzie kluczowym elementem w grze polskiego zespołu podczas Igrzysk Olimpijskich.
Reprezentacja.net:
Jak Pani ocenia cykl przygotowań zaaplikowany naszym reprezentantkom przez trenera Bonittę?
Magdalena Śliwa:
- Ciężko jest mi się w tej chwili do tego odnieść, bo nie wiem, jakie będą efekty. Mam nadzieję, że jest to tak obliczone i pomyślane, że przyniesie dobre skutki. Nie ma co jednak ukrywać, że jest to dość nietypowy cykl szkoleniowy, kiedy dziewczyny w jednym czasie nie robią tego samego, ale są na różnych etapach przygotowań. Sama jestem ciekawa, jakie to znajdzie odbicie w ich grze w Pekinie.
Ostatni turniej w Serbii pokazał, że chyba jesteśmy na dobrej drodze…
- Myślę, że osoby przygotowujące nasze dziewczyny to fachowcy i oni wiedzą, co robią i wiedzą, w którym momencie ten upragniony szczyt formy ma przyjść. Jestem spokojna o przygotowanie fizyczne, natomiast zostaje problem naszej mentalności. To naprawdę mocna drużyna, która jest w stanie wygrać z każdym. Wszystko będzie zależeć od psychicznego przygotowania zawodniczek do gry.
W tej chwili jeśli chodzi o psychikę gorzej wygląda chyba sytuacja w męskiej kadrze. Dziewczynom mogą pomóc ostatnie zwycięstwa.
- Na pewno tak. Łatwiej gra się po wygranych meczach, turniejach, bo wtedy cały zespół jest podbudowany. Wierzę jednak w naszych panów, bo są bardzo silną drużyną z dużym potencjałem. Indywidualnie mamy naprawdę dobrych zawodników. Jeśli teraz to wszystko razem zadziała to moim zdaniem powinno być dobrze. Myślę, że teraz dadzą już z siebie wszystko, bo to niejako ich ostatnia szansa na potwierdzenie klasy tej drużyny. Mam nadzieję, że pokażą, na co ich stać.
Który z grupowych rywalek naszych „Złotek” może być dla nich najtrudniejszy?
- Myślę, że pierwszy mecz z Kubą będzie naprawdę bardzo ważny, bo z tego co pamiętam z tą drużyną udało nam się wygrać chyba tylko na jednym turnieju. Zazwyczaj dostawałyśmy od nich baty, jednak już podczas Pucharu Świata byłyśmy blisko i wynik 2:3 też o czymś świadczy. Jednak dla każdego zespołu ta impreza oraz wszystkie mecze w Pekinie są specyficzne i tutaj jak mówiłam wcześniej – najważniejsza będzie głowa. Kubanki są wprawdzie dobrze przygotowane fizycznie, bardzo skoczne, jednak mają również swoje wady i od tego, czy będziemy umiały je wykorzystać zależy nasze zwycięstwo. Wierzę, że nasze dziewczyny są w stanie wygrać z Kubą, a pierwszy mecz jest ważny, bo gdy zaczyna się turniej od wygranej może być tylko łatwiej.
Niebezpieczne mogą być również gospodynie, Chinki.
- Na pewno, ale nasze dziewczyny udowodniły w ubiegłym roku, że z reprezentacją Chin da się wygrać, więc jestem o nie spokojna. To jest impreza – niespodzianka, bo każdy zespół może się pokazać z dobrej strony, a o przegranej mogą zadecydować pojedyncze momenty. Na dzień dzisiejszy nie mam żadnego faworyta, dopiero pierwsze mecze pokażą, w jakiej kto jest dyspozycji.
Marco Bonitta zapowiadał, że minimum to dla niego ćwierćfinał. Jak Pani ocenia szanse polskiej drużyny?
- Najważniejsze to wyjść z grupy, na co szanse oczywiście są. A później… Na razie mogę jedynie spekulować. Przyjmijmy, że wychodzimy na czwartym miejscu z grupy, z drugiej jako pierwszy zespół awansują Włoszki i spotykamy się w ćwierćfinale. My potrafimy grać z włoską drużyną, więc… wszystko jest możliwe. Najważniejsze i zarazem najtrudniejsze to wyjść z grupy. Wiadomo, że na początku zawodniczkom towarzyszą nerwy, łatwo dać plamę, ale myślę, że jeśli awansujemy dalej pójdzie łatwiej (śmiech).
Porozmawiajmy chwilę o składzie. Wiele kontrowersji było na środku siatki. Czy Agnieszka Bednarek w pierwszym składzie to dobry pomysł?
- Agnieszka pokazała w tym roku, że jej talent się rozwija i robi się naprawdę bardzo wartościową zawodniczką. Ten sezon kadrowy ma bardzo udany i nie sądzę, by zjadła ją trema na boisku. Moim zdaniem mamy bardzo wyrównany skład i nie powinno być problemu, jeśli któraś zawodniczka słabiej się zaprezentuje, bo są wartościowe zmienniczki. W Agnieszkę natomiast zaczęłam wierzyć, bo o ile w ubiegłym roku była jeszcze taką nieograną kadrowiczką, o tyle teraz jest już wartościowym członkiem drużyny.
Ostatnio Igor Prielożny w wywiadzie dla naszego serwisu mówił, że wzięcie Joanny Kaczor jako zmienniczki Katarzyny Skowrońskiej-Dolaty to spory eksperyment i dość duże ryzyko. Zgodzi się Pani z tym?
- Cóż mogę powiedzieć… Nie miałam możliwości obserwowania Asi Kaczor. Kontakt z nią miałam jedynie podczas występów w lidze i wówczas nie grała ona w pierwszym składzie. Trudno mi powiedzieć, na jakim etapie przygotowań wówczas była, miała jednak wzmocnić Gwardię, a zabrakło dla niej miejsca w pierwszej szóstce. Kiedy zaś wchodziła na boisko na zmiany, nie była zawodniczką wyróżniającą się. Jej obecna gra w kadrze dla mnie również jest odkrywaniem tej zawodniczki. W swoich dotychczasowych występach w barwach „biało – czerwonych” pokazała potencjał, ale widać też było, że nie jest tak skuteczna, pewna jak Kasia Skowrońska. Według mnie jeszcze się często myli, a teraz przed nią wielka impreza i wielkie wyzwanie. Życzę jej jak najlepiej, bo ma świetne warunki i udowodniła, że coś już potrafi.
Mówi się, że wszystko w Pekinie zależeć będzie od Glinki. Zgadza się Pani z tym, że dyspozycja Gosi będzie decydująca?
- Myślę, że tak, bo Gocha zawsze była motorem, który napędzał cały zespół i tak jak grała Gośka tak grały pozostałe dziewczyny. Według mnie jej dyspozycja będzie bardzo ważna.
* Rozmawiała Joanna Majtyka - Reprezentacja.net









