- Wygrane spotkanie pozytywnie nastraja drużynę. Pierwsze koty za płoty, ale trzeba już o wczorajszym meczu zapomnieć i jutro wyjść z wolą walki – mówi o spotkaniu z Niemcami w wywiadzie dla serwisu Reprezentacja.net polski przyjmujący Krzysztof Gierczyński.
Zanim jednak siatkarze poczuli pierwsze emocje związane z niedzielnym meczem, czekała ich niezapomniana ceremonia otwarcia Igrzysk Olimpijskich w Pekinie. - To było niesamowite przeżycie. Wszystko było ogromne – emocje, stadion i cała ta impreza, przygotowana zresztą perfekcyjnie. Nie widzieliśmy jedynie części artystycznej, ponieważ oczekiwaliśmy na swoje wyjście na płytę stadionu – mówi wicemistrz Polski, który w tym sezonie, po długiej nieobecności, powrócił do kadry i, jak przyznaje, nie żałuje tej decyzji. – Cieszę się, że mogłem to przeżyć, przemaszerować wraz z innymi reprezentantami Polski przez stadion olimpijski i zobaczyć moment zapalenia znicza. Było warto.
Wczoraj polscy siatkarze zagrali swój pierwszy mecz fazy grupowej turnieju olimpijskiego. - Mecz otwarcia był dla nas jednym z najważniejszych spotkań nic wiec dziwnego, że towarzyszyły mu emocje i nerwy. Do połowy pierwszego seta oba zespoły toczyły wyrównaną walkę, dopiero później udało nam się odskoczyć na kilka punktów. Druga partia to horror, który mimo wszystko wygraliśmy. Ten wygrany set zadecydował o losach spotkania. W trzeciej odsłonie kontrolowaliśmy już grę, a chłopcy wykazali większą determinację, co dało nam zwycięstwo – relacjonuje z Pekinu Krzysztof Gierczyński.
Wczoraj „biało – czerwoni” pokonali nie tylko swoich rywali, ale również nieprzychylność organizatorów. - Dziesięć minut przed meczem pierwszy raz zobaczyliśmy halę, w której mieliśmy grać. Do tej pory trenowaliśmy na innym obiekcie. Na rozgrzewkę z piłkami mieliśmy tylko 6 minut. Chyba specjalnie tak układają plan, żeby nikt nie mógł trenować w halach meczowych. Po tym spotkaniu w wiosce olimpijskiej byliśmy dopiero przed 2 w nocy, a o 10:30 mieliśmy już zaplanowany trening, przed którym przecież musieliśmy zjeść jeszcze śniadanie – opowiada polski siatkarz.
Przyjmujący reprezentacji przyznaje, że zwycięstwo nad Niemcami dodało zespołowi Lozano skrzydeł. - Wygrane spotkanie pozytywnie nastraja drużynę. Pierwsze koty za płoty, ale trzeba już o wczorajszym meczu zapomnieć i jutro wyjść z wolą walki. Nie ma już również mowy o jakiejś niesprzyjającej atmosferze w samej kadrze. - Nie rozumiem, dlaczego wszyscy doszukują się w zespole jakiś zgrzytów. Atmosfera jest taka jaka być powinna – twierdzi przyjmujący.
Podczas igrzysk cała polska reprezentacja sportowa trzyma się razem. Krzysztof Gierczyński dzieli co prawda pokój ze swoim drużynowym kolegą Marcinem Możdżonkiem, ale za sąsiadów w segmencie ma już szermierzy. – Mieszkam z Radosławem Zawrotniakiem, którego sędzia pogrążył wczoraj w walce z Węgrem. Rozmawiałem z nim. Miesiące, lata przygotowań, a tu sędzia takie rzeczy wyprawiał i wszystko na nic – relacjonuje Krzysztof Gierczyński. W przeciwieństwie do wielu naszych olimpijczyków, którzy już ją zaprzepaścili, Krzysiek wciąż ma szansę na olimpijski medal. - Ludzie może oczekują, że taki kraj jak Polska będzie potęgą światową w sporcie. Na razie trzeba się cieszyć z tego co jest. Nikt nie mówił, że ponad dwustu sportowców zdobędzie sto medali – twierdzi Gierczyński.
* Rozmawiała Barbara Kuziemska - Reprezentacja.net