- W pierwszym i czwartym zagraliśmy świetnie w ataku, więc w tym elemencie upatrywałem naszej szansy na zwycięstwo. Nie rozumiem, dlaczego Sadurek nie grała więcej do Katarzyny Skowrońskiej, która w czwartym secie kończyła wszystkie piłki - dla Reprezentacja.net spotkanie Polska - Chiny ocenia Igor Prielożny.
Reprezentacja.net:
Jak oceni Pan dzisiejsze spotkanie?
Igor Prielożny:
- Najbardziej żal tej przegranej z tego powodu, że Chinki grały dziś słabo. Widać było, że są zdenerwowane, że presja, która na nich ciąży, jest naprawdę duża. Miały przede wszystkim problemy z blokiem. Takie zawodniczki jak nasze atakujące, Skowrońska czy Glinka, mogły i dawały sobie z nimi radę, więc przykro, że nie udało się doprowadzić do piątego seta.
Przez dłuższy czas mieliśmy kłopoty ze skończeniem ataku. Chinki podbijały nasze, czasem atomowe, ataki. Świetnie radziły sobie w obronie i to również mogło mieć wpływ na przebieg i wynik tego spotkania.
- Tak, było to widać głównie w drugim i trzecim secie. W pierwszym i czwartym zagraliśmy świetnie w ataku, więc w tym elemencie upatrywałem naszej szansy na zwycięstwo. Nie rozumiem, dlaczego Sadurek nie grała więcej do Katarzyny Skowrońskiej, która miała w czwartym secie tzw. "partię konia" - kończyła wszystkie piłki. Można było grać także więcej środkiem, do Marii Liktoras, ale trochę ciężko było przy takim przyjęciu. Mogło być dużo lepiej, gdyby udało się Glince i Skowrońskiej ustabilizować atak w ciągu całego meczu, a gdyby do tego dołączyły Barańska i Podolec byłoby zdecydowanie lepiej. Według mnie ważne jest również to, żeby trener dobrze reagował w czasie spotkania. Przez chwilę Glinka miała kłopoty w przyjęciu, chwilę Podolec, a istotne jest, by trener wyczuł moment, kiedy ta zawodniczka powinna zejść z boiska, a kiedy nie.
Takie ustawienie jest troszeczkę ryzykowane, bo trzeba przyznać, że ani jedna, ani druga dobrze nie przyjmuje.
- Dokładnie, a naszym problemem jest to, że prawie wszyscy będą zagrywać na tę dwójkę. Dobrze jest jednak, kiedy zmienniczki wchodzą w odpowiednich momentach. Dziś się to parę razy udało, bo i Rosner i Barańska pokazały się z dobrej strony na zagrywce, w tym czasie wyszliśmy na prowadzenie.
Nasze błędy na dobrą sprawę zadecydowały o tym, że nie wygraliśmy czwartego seta. Nieporozumienia w zespole, niewybronione akcje zdarzały się często w całym meczu.
- Na pewno liczyły się także zepsute przez nas w czwartym secie zagrywki, przez co wynik jest niestety sumą naszych błędów. Myślę jednak, że Chinki to jeden z najsłabiej blokujących zespołów, zwłaszcza starsze zawodniczki, które grały jeszcze na igrzyskach w Atenach. Ale w takim meczu decydują szczegóły. Kiedy u Chinek weszła zawodniczka z numerem 1, kończyła każdą piłkę.
Graliśmy z Kubą i Chinami, czyli potencjalnie silniejszymi zespołami. Przed nami mecz z Japonią, drużyną nieco słabszą. Czy to będzie ten najważnieszy mecz?
- Zdecydowanie tak, ponieważ Amerykanki szczególnie nam nie leżą. Poza tym będą walczyć po swojej dzisiejszej porażce. Wiedzą, że spotkanie z nami będzie dla nich kluczowe. Mamy jednak nad nimi przewagę, ponieważ wcześniej mamy szansę na wygraną w meczu z Japonią. Japonki lepiej od nas bronią, lepiej przyjmują, grają bardziej kombinacyjnie. Stąd też ważna jest mądra, taktyczna gra w polu zagrywki, aby utrudnić im przyjęcie. Mają one ponadto dwa słabe punkty w bloku m.in. rozgrywającą. Jeśli trenerowi uda się też wyeliminować błędy, a ma sporo informacji i statystyk, wówczas myślę, że uda się zwyciężyć z Japonią.
A jaka jest Pana opinia o postawie drużyny USA w turnieju?
- Dziś Amerykanki zagrały rewelacyjnie, ale Kuba zagrała jeszcze lepiej. Gdyby Kubanki grały tak jak dziś również w meczu z nami, myślę że nie wyszlibyśmy w setach powyżej 15 punktów. Nie można więc powiedzieć, że drużyna USA gra słabo, to Kubanki grają wręcz doskonale.
Czy zatem możemy sie spodziewać Kubanek w okolicach podium?
- Ciężko mi prognozować już teraz (śmiech).
* Rozmawiała Katarzyna Biernacka - Reprezentacja.net









