Piotr Gruszka rozpoczyna przygodę na tureckich parkietach. Choć wydawać by się mogło, że kapitan reprezentacji Polski koncentruje się na nowych wyzwaniach i o kadrze nie myśli, to od Raula Lozano nawet w dalekiej Turcji nie ucieknie...
Dla doświadczonego polskiego przyjmującego to już nie pierwszy sezon spędzony poza granicami kraju. Piotr Gruszka grał już we Włoszech i Francji, ale do Turcji trafił po raz pierwszy. I jak dotąd nie żałuje. – To dość młody klub. Ma na swoim koncie dwa mistrzostwa Turcji. W ostatnim sezonie przegrał w półfinale z późniejszym triumfatorem rozgrywek Fenerbahce Istambuł, w którym grali tacy zawodnicy jak Vlado Grbić, Coscovic czy Gomez. Ogólnie klub jest poukładany. Ma bardzo ładną halę sportową, doskonałe zaplecze medyczno - rehabilitacyjne i małe zaplecze hotelowo - gastronomiczne. Dodatkowo w klubie szkoli się ok. 500 dzieci i mlodziezy.
Kibice w Polsce dostawali jednak sprzeczne informacje dotyczące nazwy klubu, w którym gra kapitan naszej reprezentacji. – Nasz zespół nazywa się Arkas Izmir, a nie jak podają niektóre media Altay Izmir, który jest klubem piłkarskim i to w dodatku drugoligowym – dementuje siatkarz.
Piotr Gruszka jest w swojej drużynie jednym z trzech zagranicznych graczy. - Wśród zawodników jest Perdo Suela z reprezentacji Hiszpanii i myślę, że dobrze znany kanadyjski atakujący Paul Duerden, który w zespole Paris Volley wraz ze Stephane Antigą wygrał rozgrywki Ligi Mistrzów – opowiada Gruszka. Resztę składu stanowią Turcy, w większości reprezentanci kraju. W klubie grają między innymi libero, rozgrywający oraz środkowi kadry.
Choć Piotr Gruszka nigdy nie współpracował jeszcze z trenerem prowadzącym Arkas Izmir, to można powiedzieć, że jego metody szkoleniowe nie były mu obce… - Naszym trenerem jest Hiszpan Muñoz. Praca z nim przypomina bardzo pracę z Raulem Lozano. W okresie, kiedy Argentyńczyk był pierwszym szkoleniowcem Hiszpanów Muñoz był jego asystentem. Mówił, że pamięta mnie i naszą reprezentację z czasów, kiedy graliśmy przeciwko nim w Patras w 1996 roku kwalifikacje do Igrzysk Olimpijskich w Atlancie i w ogóle się nas nie obawiali (śmiech). A dostali 3:1 – żartobliwie charakteryzuje szkoleniowca Piotr Gruszka.
Turecka drużyna wzmocniona klasowymi zagranicznymi siatkarzami ma na sezon 2008/09 poważne plany. – Cele są ambitne – mówi Polak grający w barwach Arkas Izmir. - Na pewno jest to walka o finał, a później, jeśli wszystko dobrze będzie się układać, również o mistrzostwo kraju. Powalczymy także w Pucharze Turcji, który z kolei daje przepustkę do Pucharu CEV. W tym sezonie gramy również w Challenge Cup, zobaczymy jak daleko uda się nam dojść – wylicza Gruszka.
Zarówno na krajowych jak i zagranicznych parkietach łatwo zapewne nie będzie. W lidze tureckiej aż roi się od zagranicznych gwiazd światowego formatu. - W tym roku jest parę zespołów, które zostały wzmocnione zagranicznymi, klasowymi zawodnikami. W lidze zagrają mistrzowie olimpijscy Amerykanie - Riley Salmon, Ryan Millar i Richard Lambourne. Również bardzo dobrze znany polskiej publiczności, występujący dotąd w barwach AZS-u Częstochowa, Brook Billings. Są Holendrzy, Hiszpanie, Bułgarzy, a jeden z zespołów poprowadzi nawet były trener ich reprezentacji Martin Stoev. Z tureckich siatkarzy jest Sinan Tanik, który grał w AZS-ie Olsztyn – wymienia kapitan polskiej reprezentacji. – Wydaje się, że liga powinna być bardzo ciekawa.
Wspomniany wcześniej Rich Lambourne występuje obecnie w zespole Galatasaray Istambuł, z którym drużyna Piotra Gruszki spotka się już w drugiej kolejce ligowej rozgrywanej w najbliższy czwartek. W pierwszej zespół naszego reprezentanta zmierzy się we własnym obiekcie z zespołem Maliyo Milli Piyango mającym w swoim składzie między innymi olimpijczyków z reprezentacji Wenezueli. Choć liga turecka zainaugurowała swoje tegoroczne rozgrywki już w ubiegłą sobotę spotkanie Arkas Izmir zostało przełożone. Dzięki temu zespół Polaka miał więcej czasu na przygotowania do sezonu. W ramach szlifowania formy i zgrywania zespołu drużyna pod wodzą hiszpańskiego szkoleniowca wybrała się do Grecji, ale bynajmniej nie na wakacje… - Zagraliśmy dwa sparingi z Olimpiakosem, w którym gra Ivan Milijković. Widać, że wszyscy tam na niego liczą. To były nasze pierwsze mecze razem, w takim zestawieniu. Przegraliśmy 0:3 i wygraliśmy 3:2 – relacjonuje siatkarz.
Choć Piotr Gruszka oddalony jest od ojczyzny o tysiące kilometrów, jak się okazuje nie będzie narzekał na brak dopingu, do jakiego przyzwyczaiła go znana na całym świecie polska publiczność. – Dostałem ostatnio e-maila poprzez klub. Odezwali się polscy kibice. To studenci, którzy przyjechali tu na wymianę z programu Socrates Erasmus. Cieszą się, że gram tutaj i chcą chodzić na nasze mecze. Bardzo się ucieszyłem. Mam nadzieję, że pomogą mi i naszej drużynie w dobrej grze i że kilkunastoosobowa grupka potwierdzi, że polscy kibice są wszędzie najlepsi – opowiada przyjmujący. Siatkarz nie zapomina jednak o tych, którzy zostali w Polsce, skąd również mocno go dopingują. – Pozdrawiam wszystkich kibiców, razem z nimi śledzę PlusLigę!
Z pewnością doping zarówno wszystkich kibiców w kraju jak i tych przebywających w Turcji może być bardzo pomocny. Nie tylko w kontekście potyczek ligowych z udziałem polskiego siatkarza, ale również mistrzostw Europy, które w przyszłym roku odbędą się właśnie w Turcji. W wyniku niedawnego losowania reprezentacja „biało – czerwonych" w fazie grupowej zmierzy się z gospodarzami imprezy oraz Francją i Niemcami. – Są to zespoły, z którymi trzeba się liczyć. Francja grając swoją siatkówkę zawsze jest groźna, Niemcy nieobliczalni, a Turcy grają u siebie. Myślę jednak, że reprezentację Polski przy dobrym przygotowaniu spokojnie stać na awans do kolejnej rundy. Tym bardziej, że celem zespołu polskiego powinno być nie tylko wyjście z grupy, ale walka o medale – twierdzi kapitan drużyny, która z pewnością przyszłorocznym występem w mistrzostwach Starego Kontynentu będzie chciała zrekompensować się za blamaż w ME 2007 w Moskwie.







