- Powinien być to człowiek wielkiej siły, który wskaże pewne założenia i będzie potrafił się ich trzymać. Musi wytyczyć jasny cel i co najważniejsze, powinien mieć posłuch u zawodników - mówi o przyszłym trenerze Polaków dla Reprezentacja.net Witold Roman, menadżer w kadrze Lozano.
Reprezentacja.net:
Był Pan menadżerem reprezentacji przez cały czas, kiedy stanowisko trenera polskiej kadry piastował Raul Lozano. Jak wspomina Pan początki tej współpracy?
Witold Roman:
- Kiedy patrzę wstecz dziwię się, że udało mi się przetrwać aż cztery lata. Jestem chyba jedynym menadżerem, któremu udało się spędzić na swoim stanowisku tyle czasu, czy to w męskiej, czy żeńskiej reprezentacji. Szczególnie z Lozano (śmiech). Na początku obaj musieliśmy się siebie nauczyć, ja - dowiedzieć się czego trener ode mnie oczekuje, on - zobaczyć jak organizacyjnie radzę sobie na wszystkich polach. Musieliśmy też sprawdzić czy jesteśmy w stanie złapać wspólny język. Początki były „wyczekujące”. Patrzyliśmy na siebie z lekkim niepokojem. Z jednej strony obawialiśmy się, czy sobie poradzimy. Z drugiej, czy te oczekiwania nie będą zbyt wygórowane. Myślę jednak, że po pierwszym roku wszystko było już tak dograne, że rozumieliśmy się bez słów. A dzięki systemowi współpracy jaki wypracowaliśmy działaliśmy lepiej niż duża część najwyżej notowanych zespołów.
Zaczął Pan od poważnego wyzwania, bo przecież funkcja menadżera była dla Pana debiutem po zakończeniu kariery zawodnika...
- Nie do końca. Tak naprawdę można powiedzieć, że menadżerem reprezentacji byłem od lat. Już pod koniec mojej kariery zawodniczej w kadrze, jako kapitan zespołu byłem od załatwiania wszystkiego, od hali począwszy na przejazdach kończąc. Przy wszystkich wyjazdach tłumaczyłem trenerów na konferencjach prasowych. Było mi więc łatwiej, bo jako kapitan i tak zawsze się na nich pojawiałem. W pewnym momencie jednak załatwiałem więcej rzeczy, niż ludzie, którzy tym kierowali. Ale to były inne czasy. Nie mieliśmy menadżera, jeździł z nami tzw. szef delegacji i był to w pewnym sensie wyjazd w nagrodę dla działaczy. Jeździli więc z nami ludzie właściwie przypadkowi. Byli tam po to, żeby zaprezentować się jako osobistości z jakiegoś związku sportowego. Pod koniec swojej reprezentacyjnej kariery dodatkowo "liznąłem" trochę grania za granicą, wiedziałem więc, jak to wszystko powinno wyglądać, gdzie "uderzać", żeby jak najlepiej wszystko załatwić. Tu rzeczywiście trzeba znać środowisko, istotę dyscypliny i koncentrować się na sprawach ważnych. Gdyby na moim miejscu był człowiek z zewnątrz, całkowicie nie znający specyfiki świata siatkarskiego, byłoby mu o wiele trudniej pełnić tą funkcję.
Spróbujmy podsumować 4 lata pracy trenera Lozano z naszą reprezentacją, co Pana zdaniem zrobił dobrze, a gdzie popełnił błędy?
- Przede wszystkim Raul zmienił system funkcjonowania całej reprezentacji. Pokazał jak w dzisiejszych czasach powinno wyglądać przygotowanie drużyny, sprawy techniczne i prowadzenie zespołu. Dał nam do zrozumienia, że reprezentacja powinna być w pewien sposób oddzielona od świata zewnętrznego. Gdybyśmy na przykład mieli godzić się na wszystkie prośby o wywiady nie mielibyśmy czasu na treningi.
Jedynie końcówka naszej współpracy nie była najlepsza. Źle, że zaczęło się mówić o tym, że trener za bardzo eksploatował zawodników. On tak naprawdę już na samym początku powiedział, że treningi będą bardzo ciężkie. Twierdził, że skoro mamy równać, to do tych najlepszych, do Brazylijczyków, choć jesteśmy od nich dużo niżej. Ale nie ukrywał, że żeby próbować ich gonić musimy wkładać więcej pracy w nasze przygotowania. Myślę więc, że o samą pracę zawodnicy nie mają do niego pretensji, bo wszystko, co zostało wykonane, było robione bardzo profesjonalnie. Raul bardzo się starał, żeby zapobiegać wszystkim kontuzjom. Może rzeczywiście powinien się częściej konsultować ze specjalistami, ale z jego punktu widzenia, z którym ja osobiście się nie do końca zgadzam, miał podstawy sądzić, że wie więcej i lepiej. Prostym przykładem jest Michał Bąkiewicz. Raul od początku sugerował, że przyczyną jego problemów z rękami może być skrzep i okazało się, że miał rację. W Polsce nikt nie potrafił tego zdiagnozować, więc to mogło utwierdzić go w przeświadczeniu, że wie więcej o medycynie sportowej niż polscy lekarze. Wiadomo oczywiście, że każdy przypadek jest inny i za każdym razem trzeba na wszystko inaczej patrzeć. Miał jednak taką swoją ideę, że każdą kontuzję można wyleczyć pracą. Uważał, że zabiegi to jedna rzecz, druga to wzmacnianie pewnych partii mięśniowych, aby wytrzymywały długie granie i aby te przeciążenia, które są naszą plagą nie powodowały przerw w treningu i grze.
Trenerowi Lozano wielokrotnie zarzucano ślepe przywiązanie do tej samej grupy zawodników, co odbierało szansę pokazania się w reprezentacji "nowym twarzom". Patrząc na poczynania trenera Bonitty krąg zawodniczek jakie mamy do dyspozycji w kadrze wydaje się trochę szerszy…
- Nie zgodzę się z tym. Poza szkoleniem kadry A prowadziliśmy również reprezentację B. Jeżeli myślimy poważnie o MŚ 2014, musimy myśleć również o kadrze B, bo to ci chłopcy, za kilka lat będą występować w pierwszej reprezentacji. Pojawiło się w niej kilku młodych, wartościowych zawodników, chociaż przyznaję, że z siły i potencjału wielu z nich może nie do końca zdajemy sobie sprawę. Faktycznie w większości nie mieli okazji, żeby się odpowiednio zaprezentować. Grali tylko w kilku spotkaniach, które udało się zorganizować. Wynika to jednak z tego, że nie ma na świecie zbyt wielu krajów, które prowadzą w reprezentację B, a trudno namówić I reprezentację obcego kraju, żeby zagrała z naszą kadrą B. W związku z tym nie jest łatwo zapewnić im sparingpartnerów.
Nawiązując do trenera Bonitty, to czy tak naprawdę, mamy teraz 12 równorzędnych zawodniczek, z których moglibyśmy poukładać reprezentację? Myślę, że nie. Moim zdaniem wokół tej drużyny kręci się 5, może 6 nazwisk, które mogą dołączyć do kadry A. Gdybyśmy obiektywnie popatrzyli na męską drużynę to myślę, że również znalazło by się 5 czy 6 młodych chłopaków, którzy za chwilę będą zajmowali miejsca tych starszych. Przecież w naszej reprezentacji na przełomie kilku lat pojawiło się kilku nowych zawodników, którzy z kadry B awansowali do I reprezentacji: Marcin Możdżonek, Paweł Woicki, Zbigniew Bartman, Bartosz Kurek. Zgadzam się z opinią, że ci „rezerwowi” nie mieli zbyt wielu szans, żeby się pokazać na boisku. Z tym, że nasza kadra ma w tej chwili jeden kłopot. Wszystkie mecze, które gra są ważne i nie możemy sobie pozwolić na "testowanie" zawodników.
Jakie więc perspektywy otwierają się przed polską siatkówką?
- Przede wszystkim trzeba ustalić jak będzie wyglądać reprezentacja Polski w przyszłym sezonie. Nowy trener musi się zastanowić czy od razu będzie chciał zrobić gruntowną przebudowę naszego zespołu czy raczej będzie chciał wprowadzać zmiany stopniowo? Boję się, że nowy szkoleniowiec będzie miał pewną trudność w tworzeniu tej reprezentacji. Według mnie jest 99% szans, że będzie to obcokrajowiec. Przyjedzie zza granicy do nowego kraju, gdzie będzie musiał się pokazać. Przed nim Mistrzostwa Europy i kolejna Liga Światowa. Od razu ciążyć będzie na nim presja wyniku. Jeżeli dostanie zielone światło do zmiany tej reprezentacji, a uważam, że tak powinno być, to jest czas, żeby włączać po kolei nowych zawodników i dawać troszkę więcej wypoczynku tym chłopcom, którzy są już wyeksploatowani.
Poza tym dla mnie bardzo ważna jest w tej chwili reprezentacja B. Nie powiem, że ważniejsza od reprezentacji A, ale w kontekście MŚ 2014 jest to rzecz bardzo istotna. Patrząc na przyszłość polskiej siatkówki właśnie przez pryzmat tej imprezy, interesują nas zawodnicy, którzy są aktualnie w przedziale wiekowym 15-24 lata. Inni będą w roku 2014 już najprawdopodobniej za starzy. Może poza rozgrywaczami, bo Ci zazwyczaj mogą grać dłużej. Nie twierdzę jednak, że wszystko trzeba teraz podporządkować pod te MŚ, bo po drodze mamy jeszcze przecież igrzyska olimpijskie. Ale myślę, że już należało by zacząć myśleć o zawodnikach, o ich szkoleniu, o tym, jak powinna wyglądać współpraca z SMS-ami. Marzy mi się kadra B z naprawdę dobrym programem gier, z systemem, który trzymałby tych zawodników bardzo blisko reprezentacji A. Nie wiem czy udałoby się zorganizować wspólne treningi, ponieważ trzeba by halę dzielić na kilka sektorów, a kiedy wprowadzimy na boisko 30 zawodników trudniej przeprowadza się zajęcia. Aczkolwiek jest to do zrealizowania.
Jeśli chodzi o te kwestie to zarówno trener, jak i związek, powinni obrać wspólną koncepcję. Nie wiadomo jeszcze na jak długo będzie podpisana umowa z nowym szkoleniowcem, ale ja obstawiam, że będzie okres najbliższych czterech lat. Nowy trener będzie więc musiał przygotować reprezentację, która na igrzyskach pokaże przedsmak tego, co potem może zagrać na MŚ 2014 w Polsce.
Jakim człowiekiem, Pana zdaniem, powinien być nowy szkoleniowiec Polaków?
- Powinien być to człowiek wielkiej siły, który wskaże pewne założenia i będzie potrafił się ich trzymać. Musi wytyczyć jasny cel i co najważniejsze, powinien mieć posłuch u zawodników. Na pewno będzie mu trudno. Pamiętajmy, że na początku trener będzie miał swoje koncepcje prowadzenia drużyny, a zawodnicy swoje. Ale będzie musiał się z nimi w taki sposób dogadać, żeby to on miał głos decydujący. Z punktu widzenia menadżera kadry bardzo by mi również zależało na tym, żeby był dobrze ułożony pod względem organizacyjnym. Chciałbym żeby był to szkoleniowiec, który kiedy wymyśli sobie jakąś koncepcje, konsekwentnie ją potem realizował. Ciągle zmieniające się pomysły bardzo utrudniają pracę, co wiąże się z wieloma perturbacjami i dużą ilością innych czynności, które trzeba wykonywać na ostatnią chwilę.
Jak wielu jest w tej chwili na świecie potencjalnych kandydatów na trenera naszej reprezentacji?
- Myślę, że takich ludzi którzy byliby w stanie coś osiągnąć z naszą reprezentacją jest około dwudziestu. Ale takich którzy są wolni, bądź są w stanie tak ułożyć swoje sprawy, by mieć czas dla naszej reprezentacji, jest w sumie może pięciu. W środowisku dużo mówi się o Ferdinando de Giorgim. Prawdopodobnie jest to bardzo dobry szkoleniowiec, ale osobiście miałem okazję spotkać go tylko jako zawodnik. Jestem bardzo ciekaw trenera Amerykanów, o którym w kontekście objęcia naszej kadry również się wspomina, choć nie wiem czy "amerykański" sposób patrzenia na świat przełożyłby się na sukces w Polsce. Z drugiej strony z punktu widzenia menadżera, Amerykanie mają tak, że jak coś sobie wymyślą, nie wprowadzają później zbyt wielu zmian, co bardzo pomogłoby we współpracy. Na razie nie ma jednak co spekulować, żeby powiedzieć coś więcej musimy poczekać na zgłoszenia innych kandydatów. Choć osobiście już dzisiaj współczuje trenerowi, który przyjdzie do Polski i będzie musiał "powalczyć" z naszą reprezentacją, żeby wszystko poukładać po swojemu. Ale cóż, od tego jest się trenerem, żeby stawiać sobie ambitne cele i potem je realizować. Ufam więc, że sobie poradzi, bez względu na to, kim będzię.
* Rozmawiał Tomasz Kowalik - Reprezentacja.net







