- Trener Stelmach jeszcze w ubiegłym roku był zawodnikiem czynnie grającym i na pewno nie raz chciałby wskoczyć na boisko i pomóc swoim podopiecznym, myślę jednak, że nie będzie takiej potrzeby - mówi w wywiadzie dla serwisu Reprezentacja.net Grzegorz Pilarz, rozgrywający zespołu z Kędzierzyna.
Reprezentacja.net:
Spotkanie z Treflem Gdańsk, które mieliście rozegrać w ubiegły weekend zostało przełożone. Jak spędziliście ten dodatkowy wolny czas?
- Dzięki tej przerwie mogliśmy przygotować się spokojnie do kolejnego pojedynku. Można powiedzieć, że w pewien sposób szczęście nam troszeczkę sprzyjało, gdyż nasz zespół borykał się z drobnymi dolegliwościami zdrowotnymi. Mieliśmy więc czas na to, żeby zawodnicy się podleczyli i na dzień dzisiejszy można powiedzieć, że wszyscy są już zdrowi.
Czy w takim razie możemy spodziewać się, że w najbliższym spotkaniu zobaczymy już środkowego Wojciecha Kaźmierczaka, czy obu narzekających wcześniej na urazy Kanadyjczyków?
- Wojtek i Terrence Martin na sto procent są gotowi do gry, trenują już z nami na pełnych obrotach i z ich zdrowiem wszystko jest już w porządku. Dan Lewis ma jeszcze drobne problemy, trudno mi więc stwierdzić, czy znajdzie się w wyjściowej dwunastce.
A jak sprawa zdrowia wygląda w Pana przypadku?
- Z moim zdrowiem wszystko jest w porządku. Ubiegły sezon rozpocząłem dość nieszczęśliwie, od kontuzji, ale do rundy rewanżowej zdołałem się wyleczyć. W tym roku na szczęście wszystko jest ok., nie mam żadnych zdrowotnych problemów i wydaje mi się, że jestem w wysokiej formie. Czekam tylko na swoją szansę, a kiedy już ją dostanę postaram się wykorzystać jak najlepiej.
Waszym jutrzejszym rywalem jest zespół Delecty Bydgoszcz. Jak przygotowujecie się do tego spotkania?
- Przede wszystkim zwracamy uwagę na swoją grę, bo to jest dla nas najważniejsze. Delecta to jest nieobliczalny zespół, niejednokrotnie pokazywali, że mogą sprawić niespodziankę. Jesteśmy więc przygotowani, że mogą postawić nam poprzeczkę bardzo wysoko. Na pewno będą ryzykować zagrywką i musimy mocno się skoncentrować na przyjęciu piłki, bo mają kilku zawodników, którzy potrafią zagrywać. Ale tak jak już wspomniałem, najważniejsza będzie nasza predyspozycja i nasza forma. Patrząc przez pryzmat treningów widać, że jest ona wysoka, więc na razie jesteśmy spokojni.
Czy wygrana z Rzeszowem podbudowała Was na tyle, że teraz żaden rywal nie jest Wam straszny?
- Bardzo cieszymy się, że udało nam się wygrać na ich terenie, bo to jest zawsze bardzo trudne, ale nie popadamy w euforię. To była pierwsza kolejka, Rzeszów pewnie też ma jakieś swoje problemy, na pewno nie byli więc jeszcze do końca zgrani i w pełnej formie. Tonujemy więc swoje nastroje, przed nami bowiem kolejne, bardzo ważne mecze, które po prostu musimy wygrywać. Cieszymy się, że udało nam się przywieźć z Rzeszowa dwa punkty i dobrze rozpocząć ligę, oby równie dobrze udało nam się ją zakończyć.
Wspomniał Pan wcześniej, że koncentrujecie się na sobie, gdzie w takim razie tkwi siła Waszego zespołu?
- Mamy bardzo wyrównany skład. Cała dwunastka to zawodnicy, którzy grali w niejednym klubie i to w podstawowych szóstkach. Jesteśmy więc doświadczoną ekipą, w której wszyscy się uzupełniamy. Wydaje mi się, że to właśnie w tym tkwi nasza siła. Zdajemy sobie sprawę z tego, że jedną szóstką ciężko będzie rozegrać całą ligę i cieszymy się, że włodarze klubu zatrudnili takich zawodników, a nie innych. Dzięki czemu trener ma teraz duże pole manewru jeśli chodzi o wybór składu i rotowanie nim w trakcie meczu.
A propos trenera, jak układa się Wasza współpraca z nowym szkoleniowcem?
- Jak na razie wszystko jest w porządku. Bardzo dobrze rozpoczęliśmy ligę. Trenujemy dużo i intensywnie, ale tak właśnie ma być, bo wszystko to ma procentować w dalszej części rozgrywek.
Podczas meczu z Resovią dało się zauważyć, że trener Stelmach bardzo żywiołowo reaguje na to, co dzieje się na boisku. Czy to, że przeżywa on każdą akcję z Wami w jakiś sposób dodatkowo Was mobilizuje?
- Będąc na boisku, w rytmie meczowym nie widzi się zbyt wiele i często umyka nam to, co dzieje się gdzieś obok. Ale w pewnym stopniu na pewno nas to jednak dopinguje i mobilizuje do większego wysiłku. Trener Stelmach jeszcze w ubiegłym roku był zawodnikiem czynnie grającym i na pewno nie raz chciałby wskoczyć na boisko i pomóc swoim podopiecznym, myślę jednak, że nie będzie takiej potrzeby (śmiech).
*Rozmawiała Natalia Starosta - Reprezentacja.net







