- Rozmowy z Jadarem trwają a ja nie ukrywam, że mam wielką ochotę na powrót do Polski i do Radomia. Jestem jednak rozdarty, bo naprawdę kawał serca zostawiłem w Surgucie. Z drugiej strony bardzo chciałabym przypomnieć się z dobrej strony radomskim kibicom - mówi atakujący Gazpromu Surgut i reprezentacji Polski, Robert Prygiel.
Reprezentacja.net:
Rozgrywki polskiej ligi trwają dalej. Ty masz już wolne. Twoja drużyna zaprzepaściła szanse gry o medalowe miejsca Superligi. Co według Ciebie zadecydowało o tym, że tak słabo wypadliście w play-offach?
Robert Prygiel:
- Trafiliśmy w ćwierćfinałach na dość silną drużynę, jaką był Nowy Urengoy, zdobywca Pucharu Europy CEV. To ekipa posiadająca dobrych i doświadczonych zawodników na każdej pozycji. Nasz zespół w tym sezonie był znacznie odmłodzony. Rozgrywający, przyjmujący i libero grali pierwszy sezon w Superlidze. Praktycznie tylko Plamen był takim zawodnikiem z „wyższej półki”. Myślę, że w dużej mierze zadecydował właśnie ten brak doświadczenia. W trakcie ligi było nam trochę łatwiej, jednak jak przyszły mecze ćwierćfinałowe, to wyższość Uregoya była bardziej widoczna.
Nie udało wam się również zająć 5 miejsca premiowanego awansem do rozgrywek Pucharu CEV...
- Po odpadnięciu z gry o medale jakoś opadł z nas zapał do walki. Było widać, że coś w drużynie pękło i ciężko nam było się zmobilizować. Te ostatnie mecze były naprawdę bardzo słabe w naszym wykonaniu.
Niedawno jeden z portali podał informację, że „Gazprom Surgut nie zamierza przedłużyć z Konstantinovem kontraktu na kolejny rok, gdyż Bułgar nie uczestniczy w pomeczowych imprezach, a takie zachowanie nie jest w Rosji mile widziane.” Słyszałeś coś o tym?
- Ciężko mi to komentować, bo grałem w tym klubie cztery lata i nigdy nikt mi nie kazał uczestniczyć w „imprezach pomeczowych”. Nie przypominam sobie, żeby coś takiego w ogóle miało miejsce. Ja szczerze powiedziawszy nie wiem, czy Plamen przedłuży kontrakt z Surgutem. Wiem tylko, że jego umowa z klubem kończy się 15 maja.
Wydarzeniem ostatnich dni jest z cała pewnością podpisanie przez Brazylijczyka Gibę kontraktu z Iskrą Odincowo. Reprezentant Brazylii po wielu latach gry we Włoszech zdecydował się spróbować swych sił w rosyjskiej lidze.
- Transfer Giby to była kwestia czasu, bo w Rosji nakłady finansowe na siatkówkę rosną, zwiększają się z roku na rok. Płacenie dużych pieniędzy za najlepszych siatkarzy to nie był problem. Problemem było ściągnięcie ich i przekonanie do gry w Rosji. I to się udało. Przez cztery lata mojej gry w Surgucie z czasem przyjeżdżali coraz lepsi obcokrajowcy. Teraz, kiedy kontrakt podpisał Giba, a wcześniej Matey Kazinski, to tych zawodników z najwyższej światowej półki będzie jeszcze więcej.
Na kontrakt z rosyjskim klubem na dość dużą sumę pieniędzy mógł liczyć również Mariusz Wlazły...
- Mariusz jest bardzo wartościowym zawodnikiem i podejrzewam, że gdyby wyraził tylko ochotę gry w Rosji, to niejeden klub walczyłby o niego.
Jesteś na „liście życzeń” Jadaru Radom. W Rosji czeka do podpisania kontrakt z Gazpromem. Która z tych dwóch opcji na dzień dzisiejszy jest Ci bliższa?
- Nie wiem. Na razie rozmowy z Jadarem trwają, a ja nie ukrywam, że mam wielką ochotę na powrót do Polski i do Radomia. Z drugiej strony cztery lata spędzone w Surgucie nie są bez znaczenia, wspominam je bardzo miło. Uważam, że moja spontaniczna decyzja dotycząca wyjazdu do Rosji i Surgutu okazała się bardzo dobra. I teraz jestem rozdarty, bo naprawdę kawał serca zostawiłem w Surgucie. Z drugiej strony bardzo chciałabym przypomnieć się radomskim kibicom. Myślę, że już niedługo wszystko się wyjaśni.
Walka o mistrzostwo Polski między Jastrzębskim Węglem a BOT Skrą Bełchatów rozstrzygnie się w piątym spotkaniu. Kto wg Ciebie ma większe szanse na to trofeum?
- Typowania się nie podejmuję, bardzo trudno jest wskazać zwycięzcę. Byłem przekonany, że jak Bełchatów wygrał ten pierwszy mecz w Jastrzębiu, to i w drugim też bez problemu zwycięży. Okazało się jednak inaczej. Bełchatów jak i Jastrzębie są zespołami o podobnym potencjale, o czym świadczą zresztą wyniki meczów finałowych. Trudno wytypować faworyta, dlatego to piąte spotkanie będzie z całą pewnością bardzo zacięte i wyrównane.
Skra jest chyba w lepszej sytuacji, bo gra u siebie...
- Tak, Bełchatów będzie grał na swojej hali. To może być plusem, jeżeli idzie gra, jeżeli nie idzie, to czasami może działać blokująco na drużynę. Ale myślę, że w tak ważnym meczu kibice będą pomagać swojej drużynie. Biorąc to pod uwagę, postawiłbym minimalny plusik dla Bełchatowa.
Po zakończeniu rozgrywek ligowych masz trochę wolnego czasu, jak go spędzasz?
- Z rodziną na działce. Odwiedzamy też trochę znajomych, przez te cztery lata nagromadziło nam się zaległości w kontaktach i teraz je nadrabiamy. Ten czas staram się spędzać jednak z rodziną, głównie z dziećmi. Teraz mogę poświęcić nim więcej czasu z racji tego, że nie trenuję.
Niedługo rozpoczynają się rozgrywki Ligi Światowej, na które dostałeś powołanie. Wypoczywasz, podczas gdy twoi koledzy dopiero kończą rozgrywki PLS-u. Taka przerwa wpływa dobrze na twoją dyspozycję?
- Bardzo źle (śmiech). Bo pod tym względem znam siebie i przerwa dwu, trzytygodniowa dla mnie jest tragedią, później muszę dochodzić dość długo do mojej normalnej formy. Zalecania trenerów kadry są takie, żeby przez ten okres nic nie robić. Ja jednak znam swoje możliwości, organizm i wiem, że to dla mnie byłby zabójstwo. Staram się, co trzeci dzień robić siłownię, a co drugi dzień sobie trochę pobiegam. Ale to nie to samo, co trening.
Pierwsza konfrontacja w ramach Ligi Światowej już pod koniec maja, w Łodzi z reprezentacją Chin. Jak myślisz, zagrasz w tych meczach?
- To nie jest pytanie do mnie, tylko do trenerów. Wydaje mi się, że chłopcy, którzy teraz grają ligę będą w lepszej dyspozycji. Ja w każdym razie jestem gotowy do gry.
*Rozmawiała Katarzyna Biernacka - reprezentacja.net







