"Co roku dostaję oferty z Superligi, w tym sezonie nie było inaczej, ale kolejny raz odmówiłem. Dla mnie pieniądze to nie wszystko" - mówi Sebastian Świderski zapytany o to, czy nie zamierza śladem Giby przenieść się z Włoch do Rosji.
Reprezentacja.net
Twoja drużyna RPA Perugia zakończyła sezon na szóstym miejscu, o dwie pozycje lepiej niż przed rokiem, ale mimo wszystko ponownie odpadliście w ćwierćfinałach. Jak mógłbyś zatem podsumować ten sezon?
Sebastian Świederski:
- Przede wszystkim był bardzo ciężki, również za sprawą mistrzostw świata. Przed tą imprezą graliśmy naprawdę dobrze, zajmowaliśmy w Serie A drugie miejsce. Turniej w Japonii trochę nas wybił z przygotowań, zachwiał naszą grą i w zasadzie w grudniu po mistrzostwach świata nie wygraliśmy żadnego spotkania. Z drugiej pozycji spadliśmy praktycznie na koniec tabeli. Poza tym pojawił się nowy trener, który musiał się pokazać i początkowo bardzo dawał nam w kość. Szóste miejsce może wydawać się niektórym odległe, ale naprawdę było okupione ciężką pracą.
Od 17 kwietnia, kiedy rozegrałeś ostatni mecz w Serie A (przegrany awans do półfinału z Treviso) minęło sporo czasu. Jak go spędziłeś?
- Upłynęły już trzy tygodnie, wkrótce po zakończeniu sezonu przyjechałem do Polski na kontrolę lekarską. Po zabiegu powróciłem do Włoch, podjąłem rehabilitację. Wykonywałem ćwiczenia na siłowni, by doprowadzić się do stanu używalności. Zwolniłem umysł z myślenia o sporcie, siatkówce. Kilka dni temu ponownie wróciłem do Polski, miałem już kolejną wizytę lekarską i drobny zabieg. Obecnie w moim rodzinnym mieście oczekuję już tylko na rozpoczęcie sezonu reprezentacyjnego.
Jaka będzie w związku z trapiącymi Cię dolegliwościami Twoja dyspozycja?
- Sądzę, że na początku moja dyspozycja będzie jeszcze śmieszna (śmiech), ponieważ od trzech tygodni nie dotykałem piłki. Ale już wkrótce mam zamiar potrenować trochę w Gorzowie. Niestety pierwszoligowy zespół zakończył już sezon, ale jest jeszcze liga amatorska, do której już się wprosiłem na treningi. Może 2 – 3 razy zawitam na halę, żeby nie startować z kadrą zupełnie od zera.
W mediach głośno zrobiło się ostatnio o transferze Giby z włoskiej Serie A do rosyjskiej Superligi. Co sądzisz na temat spektakularnej „przeprowadzki” brazylijskiego zawodnika na Wschód?
- W tym transferze chodziło przede wszystkim o warunki finansowe, bo raczej ciężko doszukiwać się innych przyczyn. Nieznana jest suma pieniędzy zaoferowana Gibie, ale musi ona być dużo większa od kwot, jakimi operuje się we Włoszech. I to jest podstawowy aspekt przejścia Brazylijczyka do Superligi. Z pewnością wiele drużyn chciałoby mieć takiego zawodnika w swoich szeregach. Giba tak zadecydował, miał do tego prawo, a do Rosji pojedzie zapewne ze swoją małżonką, która również jest siatkarką i razem będą występować w Superlidze.
A gdyby Tobie zaoferowano grę w Rosji, przyjąłbyś propozycję?
- Ja co roku dostaję oferty z Superligi, w tym sezonie nie było inaczej, ale kolejny raz odmówiłem. Dla mnie pieniądze to nie wszystko, bo muszę również patrzeć na moje decyzje z perspektywy rodziny, a zwłaszcza mojej córki, która we Włoszech chodzi do drugiej klasy szkoły podstawowej. Bez wątpienia zmiana kraju i klimatu źle wpłynęłaby na nią i jej przyszłość. Staram się patrzeć na moje postanowienia oczami ojca, a nie tylko zawodnika.
Jak radzi sobie Twoja córka we włoskiej szkole?
- Myślę, że wszystko jest dobrze. Ona nie narzeka, a my jako rodzice również jesteśmy zadowoleni z jej wyników.
Czy w takim razie zostajesz w Italii i nadal będziesz reprezentował barwy RPA Perugia?
- Raczej zostanę we Włoszech, gdyż obowiązuje mnie jeszcze roczny kontrakt z obecnym klubem i w tej kwestii raczej się nic nie zmieni. Naturalnie Perugia może sprzedać mnie za moją zgodą do innej drużyny. Transfery w siatkówce zaczynają bowiem powoli przypominać rynek piłkarski, gdzie podpisuje się długoletnie kontrakty i w trakcie ich obowiązywania sprzedaje się zawodników. Staje się to już praktyką większości klubów, również mojego. Kontrakt mam ważny jeszcze przez rok, a jeśli nie sprzedadzą mnie w trakcie tego sezonu, w przyszłym odejdę już za darmo.
Rozmawiając zatem czysto hipotetycznie, czy gdyby pojawiła się interesująca propozycja z PLS – u, wróciłbyś do Polski?
(Śmiech) - Musiałbym rozważyć powrót, ale na dzień dzisiejszy nie otrzymałem konkretnej oferty, więc się nad tym nie zastanawiałem. Chciałbym jednak spędzić na Półwyspie Apenińskim jeszcze kilka lat, ale niczego nie przesądzam i wszystko jestem w stanie przeanalizować.
Ligę Światową rozpoczynacie od pojedynku z Chinami, z którymi spotkaliście się na mistrzostwach świata. Czy możemy zostać zaskoczeni przez azjatycki zespół?
- Z pewnością będzie to inna drużyna. Od czasu mistrzostw świata minęło pół roku i nie wiadomo, na jakim etapie przygotowań są reprezentanci Chin. Oni siłą rzeczy muszą być coraz silniejsi, ponieważ w przyszłym roku są gospodarzami Olimpiady i chcieliby zaprezentować się na Igrzyskach z jak najlepszej strony. Znając ich mentalność i podejście do pracy podejrzewam, że od czasu japońskiego turnieju zrobili duży postęp w grze.
Jak oceniasz szanse Polski w pojedynkach z dwoma pozostałymi rywalami grupowymi, Argentyną i Bułgarią?
- Argentyńczycy pozostają wielką niewiadomą. Bułgarzy jak zawsze są dla nas groźni, w dodatku spotkania z nimi będą w pewnym sensie rewanżem za mecz półfinałowy mistrzostw świata. Pewnie mają ochotę odegrać się za tamtą porażkę, a my z drugiej strony chcielibyśmy udowodnić, że zwycięstwo w Japonii nie było przypadkowe.
Wyjście z grupy jako gospodarze finału Ligi Światowej mamy zapewnione, ale drugiej drużynie na świecie nie wypada chyba obstawiać innego scenariusza niż walka o pierwszą trójkę turnieju?
- Musimy wiedzieć, w co mierzymy, więc cele zakładamy sobie wcześniej. Należy mieć jak najwyższe ambicje, by móc się później przygotować na walkę mentalnie i psychicznie. Nie widzę nawet innej możliwości, niż miejsce na podium. Tym bardziej, że gramy przed własną publicznością.
*Z Sebastianem Świderskim rozmawiała Katarzyna Biernacka - reprezentacja.net







