Izabela Bełcik od stycznia przechodzi rehabilitację po dwóch zabiegach: kolana i ścięgna Achillesa. Mimo przerwy w grze mistrzyni Europy nie straciła kontaktu z siatkówką. O formę reprezentacyjnej rozgrywającej dba rehabilitant, który... odbija z nią piłkę.
Reprezentacja.net:
Jak przebiega twoje leczenie?
Izabela Bełcik:
Póki co bez komplikacji. Chodzę codziennie na rehabilitację w Warszawie, która trwa mniej więcej pięć godzin. W kółko robię te same ćwiczenia. Delikatnie mówiąc trochę mnie już to nudzi, ale mam bardzo fajnego rehabilitanta, który gra ze mną w... siatkówkę. To znaczy odbija ze mną piłkę. Jeszcze nie mogę tak normalnie stać, więc sobie siedzę na materacu, czy na dmuchanej piłce. Zdarza się też, że odbijam piłkę na stojąco, ale wtedy stoję na takich dmuchanych „beretach” - to są takie przyrządy do wyrabiania koordynacji ruchowej. Odbijamy sobie i „odchodzą” takie mecze, że zwykli ludzie się boją przychodzić na rehabilitację, wtedy kiedy ja tam jestem (śmiech). Rehabilitant powiedział, że nie wypuści mnie stamtąd, gdy będę zdrowa, a nie będę potrafiła odbić piłki. Cały czas ze mną trenuje.
Brakowało Ci gry przez te cztery miesiące, a może pogodziłaś się już z sytuacją i traktujesz ten czas jako rodzaj urlopu?
Nie traktowałam tej przerwy w kategoriach urlopu. Cały czas chodziłam na rehabilitacje. Najgorzej było wtedy, kiedy miałam problem z poruszaniem się. To już był dramat, bo byłam praktycznie przykuta do łóżka. Noga w górę, lód na nogę i tylko tyle... Najbardziej brakuje mi siatkówki podczas oglądania meczów w telewizji. Wtedy myślę, że najchętniej wskoczyłabym w strój sportowy i chociaż sobie poodbijała w parach. To jest moje marzenie, żeby normalnie sobie poodbijać! (uśmiech). Na co dzień – gdy jestem zabiegana - nie myślę tak bardzo o samej grze i to być może dobrze, bo jakbym siedziała i myślała, to wpadłabym w depresję (śmiech).
Znalazłaś sobie może jakieś hobby przez te ostanie miesiące?
Cały czas coś tam robiłam, ale nie mogę tego nazwać hobby. Stałym zajęciem na początku było napinanie mięśnia 150 tysięcy razy (śmiech). Czytałam jakieś książki, oglądałam telewizję, chodziłam do kina. Wybieraliśmy seanse w godzinach przedpołudniowych, bo w kinie było mało ludzi, żebym mogła ułożyć usztywnioną nogę na oparciu fotela przede mną. W zasadzie przez ten cały czas nic ciekawego nie działo się w moim życiu. Głównie myślałam o rehabilitacji i o tym, żeby ona dobrze przebiegała.
Marco Bonitta powołał Cię do szerokiej kadry na turniej w Montreux. Czy możliwe, że zobaczymy Cię na boisku?
Jest cień szansy, że mogłabym się tam zjawić. Jestem bardzo optymistycznie nastawiona i mam nadzieję, że wszystko pójdzie zgodnie z planem. Ciężko powiedzieć, jak będę się prezentować. Wiadomo, że to czy będę grała, jak będę się ruszała zależy od tego jak mój organizm będzie do tego przygotowany. Bardzo ciężko w dwa, trzy tygodnie przygotować się do turnieju. W Montreux trzeba grać, a nie tylko próbować to robić. Dlatego mówię, że będzie bardzo ciężko. Z drugiej strony nie mogę powiedzieć miesiąc, czy dwa przed Montreux, że na 100% tam nie pojadę. Może uda mi się przygotować bardzo szybko? Nie wiem tego. Marco Bonitta wpisał mnie do tej kadry po naszej szczerej rozmowie. Przekazałam mu swoje wyniki badań. Na temat mojego zdrowia wie wszystko. Powtórzyłam tę rozmowę z trenerem od przygotowania fizycznego, który już dokładnie poznał moje bolączki.
Jak ocenisz powołania trenera Marco Bonitty?
Odpowiem następująco. Ostatnio nie oglądałam w telewizji za dużo siatkówki, ponieważ w Warszawie nie odbieram kanałów, na których są transmitowane mecze. Dlatego nie wiem, jaka jest forma poszczególnych zawodniczek.
Byłaś zaskoczona jakimiś powołaniami?
Byłam, ale nie powiem którymi. Jednak wracając do wcześniejszego tematu wiadomo, że aktualne powołania będą podlegać weryfikacji. Trener Bonitta dopiero pierwszy raz może zobaczyć te dziewczyny na żywo. Oglądanie meczów z kaset ma swoją specyfikę. Wiadomo, że jedno spotkanie można zagrać świetnie, a drugie dużo słabiej. To zależy też od tego jakie kasety dostał i obejrzał. Widać, że trener ma swoją koncepcję. Myślę, że trochę już wie po tym turnieju, ale ma ciągle czas, na podejmowanie konkretnych decyzji. Zobaczymy, jaki skład kadry się wykrystalizuje. Wszyscy wiemy, że trener będzie rozmawiał jeszcze z Gosią Glinką odnośnie jej zdrowia. Dojedzie jeszcze Kaśka Skowrońska. Sądzę, że skład kadry ukształtuje się dopiero w połowie przygotowań.
Magdalena Godos, Milena Sadurek i Katarzyna Skorupa – to Twoje rywalki na pozycji rozgrywającej reprezentacji Polski. Jak oceniasz swoje szanse w tym gronie?
W tym momencie moje szanse są żadne. Mam jednak nadzieję, że ta rehabilitacja da upragnione efekty. Odpowiedni ludzie muszą tak mi ułożyć siłownię, tak ze mną postępować, żebym przez krótki okres czasu doszła do swojej formy. Jeżeli mi się uda, będzie super i wtedy powalczę z dziewczynami. Myślę, że są to jak najbardziej trafne powołania. Oczywiście nie mówię o sobie.
*Z Izabelą Bełcik rozmawiali: Karolina Kosek - reprezentacja.net oraz Łukasz Wolicki - siatka.org







