Siatkówka - Reprezentacje Polski - REPREZENTACJA.NET aktualności, historia siatkówki, wywiady, sylwetki zawodników i trenerow, zdjęcia, relacje LIVE

PLUSY 2008

Nasi Partnerzy:


 

Ranking siatkarzy

  1. Brazylia
  2. USA
  3. Rosja 
  4. Bułgaria
  5. Serbia
  6. Włochy
  7. Polska
  8. Hiszpania
  9. Portoryko
  10. Chiny

Ranking siatkarek

     1.   Brazylia
     2.   Włochy
     3.   USA
     4.   Kuba
     5.   Chiny
     6.   Serbia
     7.   Japonia
     8.   Rosja
     9.   Polska
   10.   Korea
  

AGATA MRÓZ
Galeria Kibica

Agata Mróz - Olszewska - Galeria Kibica
zobacz także:
Sylwetka Agaty

AREK GOŁAŚ
Galeria Kibica

Arek Gołaś - Galeria Kibica
zobacz także:
Sylwetka Arka

Siatkówka


Autor: Joanna Majtyka

Data: 16-09-2008

ME Juniorek: Pozostał niedosyt

Polskie juniorki wróciły z Włoch jako szósta drużyna Europy osiągając tym samym cel, jaki postawiono im przed wyjazdem na mistrzostwa Starego Kontynentu. Nastroje jednak nie są zwycięskie, a jak podkreślają same zawodniczki, impreza nie będzie wspominana jako pasmo sukcesów.

 

Wszystkie polskie juniorki pytane podczas podróży powrotnej do Polski o to, jak będą wspominać te mistrzostwa Europy, używały jednego sformułowania: Pozostał niedosyt. Co sprawia, że siatkarki nie cieszą się ze swojego niewątpliwego sukcesu, jakim jest awans na szóstą pozycję w Europie z jedenastej rok temu podczas mistrzostw Europy kadetek?

Od początku wiadomo było, że Polkom nie będzie łatwo wywalczyć awansu do finałowej ósemki turnieju, ponieważ aby to osiągnąć nasze reprezentantki musiały pokonać kogoś z trójki: Rosja, Serbia, Belgia. Wszystkie te zespoły należą nie tylko do europejskiej, ale również światowej czołówki, z którą dotąd „biało – czerwone” nie potrafiły nawiązać walki. Dużą wagę cała ekipa przykładała do odpowiedniej mobilizacji, którą budować miały między innymi okrzyk zespołu "vini, vidi, vici", siadanie w kręgu przed każdym meczem i omawianie ostatnich taktycznych szczegółów przez same zawodniczki czy śpiewanie karaoke jako element odstresowujący dziewczyny przed spotkaniami. Pierwszy pojedynek nasze zawodniczki rozegrały jednak z nieco niedocenianą Francją, która zaskoczyła Polki dobrą zagrywką i  udowodniła, że w europejskim czempionacie nie ma słabych zespołów.
- Niełatwo się blokowało w tym spotkaniu – wspomina Maja Tokarska, polska środkowa. – Niby wiedziałyśmy, że one grają głównie atak z obejścia, z jednej nogi, ale ciężko było ustawić blok. Taktyka to jedno, a wykonanie drugie. Pierwszy raz spotkałyśmy się z zespołem, który tak gra.

Po pierwszym sukcesie na polską ekipę czekało pierwsze poważne wyzwanie – pojedynek z Belgią.
- Bardzo nam zależy na tej wygranej – nie ukrywały przed meczem „biało – czerwone”. – Tym samym potwierdziłybyśmy, że nasza wygrana z nimi w kwalifikacjach nie była przypadkowa.
Zanim jednak Polki stanęły do walki czekały na nie pozasportowe emocje - w wyniku zamieszania nasze zawodniczki przyjechały do hali meczowej w strojach złego koloru - zamiast granatowych nasze zawodniczki miały na sobie czerwone koszulki. Wśród sędziów zapanowała dezorientacja, nie wiedzieli, jak wybrnąć z tej sytuacji, pojawiły się słuchy o dyskwalifikacji. Ostatecznie jednak prawidłowe stroje dojechały, konsekwencji z pomyłki nie wyciągnięto i "biało - czerwone" mogły stanąć do walki. Udało się. Polska reprezentacja pokazała dobrą, konsekwentną grę i w czterech setach pokonała Belgijki.
- Ten mecz będę wspominała najlepiej z całego turnieju – uśmiecha się polska libero Izabela Śliwa. – Pokazałyśmy w nim, na co nas tak naprawdę stać, jak dobrze możemy się prezentować i cieszyć się swoją grą.

Polki podczas meczu z Rosją (fot. Reprezentacja.net)


To był dobry prognostyk przed następnym meczem z Rosją, do którego Polki podeszły bardzo skoncentrowane i zmobilizowane. Nawiązały wyrównaną walkę z wicemistrzyniami Europy, o czym świadczyć może jeden set wygrany i dwa przegrane na przewagi 24:26. Niestety, porażki w końcówkach zaważyły na wyniku całego meczu, który Polki przegrały 1:3.
- Najbardziej szkoda mi porażki właśnie w tym spotkaniu z Rosjankami oraz w późniejszym z Niemkami – przyznała rozgrywająca polskiej ekipy Joanna Wołosz. – Niby to mecz z Serbią decydował o bezpośrednim wejściu do czwórki, ale gdybyśmy wcześniej wygrały z Rosją, miałybyśmy już ten awans zapewniony. A moim zdaniem w pojedynku z Rosjankami byłyśmy bliżej zwycięstwa niż z Serbią. Zagrałyśmy dobry, wyrównany mecz z zespołem, który zajął drugie miejsce w całym turnieju. Moim zdaniem to dużo.
- Bardzo ciężko było zablokować zawodniczkę z numerem dwa w reprezentacji Rosji, Bogacevą – wspomina Monika Martałek, nasza środkowa. – Ona wysoko łapie piłkę i szybko, dynamicznie atakuje. Trudno zdążyć z rękoma do takiego ataku.

Dzień wolny od meczów Polki wykorzystały na wizytę w Asyżu.

- Podczas turnieju w Izraelu pojechałysmy do Jerozolimy i pomogło, bo tam zwyciężyłyśmy. Może wyjazd do Asyżu przyniesie te same efekty - śmiały się polskie siatkarki. Z tej wyprawy "biało - czerwone" przywiozły sobie figurkę św. Franciszka, który miał im pomagać w dalszych zmaganiach. Niestety, szybko okazało się, że święty jest zbyt kruchy na siatkówkę - już podczas pierwszej rozgrzewki stracił nogi po uderzeniu piłką. Po tym dniu przerwy na nasze zawodniczki czekał najsłabszy rywal w grupie B – Chorwatki. Miało być szybkie 3:0 i oszczędzanie sił na najważniejszy grupowy mecz z Serbią. Zamiast tego byliśmy świadkami pięciosetowej wyrównanej walki, która ostatecznie zakończyła się triumfem „biało – czerwonych”.
- Nie wiem, co się z nami stało w tym meczu – przyznaje Izabela Śliwa. – Bardzo trudno się nam grało, mimo że miałyśmy świadomość, że powinnyśmy tutaj łatwo zwyciężyć, bo przewyższamy nasze rywalki pod każdym względem. Może to dzień przerwy wpłynął na nas demobilizująco?
- To było najsłabsze dotąd spotkanie w wykonaniu mojej drużyny. Takich przestojów jak w tym meczu Polki jeszcze w tym turnieju nie miały – podsumował je trener kadry Zbigniew Krzyżanowski. – Ale po tak słabym meczu zazwyczaj przychodzi duża mobilizacja, więc z Serbią na pewno będzie bitwa – dodawał optymistycznie.

Polki w czasie meczu z Serbią (fot. Reprezentacja.net)


Wygrana z Serbkami dałaby naszym reprezentantkom awans do finałowej czwórki i szansę walki o medale. Dla zespołu, który rok temu był jedenasty w mistrzostwach Europy kadetek, byłaby to wielka rehabilitacja za ten nieudany występ. Polskie zawodniczki przerobiły nawet na tę okazję piosenkę zespołu Feel i zamiast "pokonam siebie" śpiewały podczas treningu "pokonam Serbię". Organizatorzy pomysł i wykonanie docenili i po chwili cała hala usłyszała oryginał. Nadzieje były wielkie, mobilizacja również, Polki walczyły do ostatniej piłki, jednak to Serbki zagrały o medale, a naszym zawodniczkom pozostało uczucie niedosytu.
- Moim zdaniem to był nasz najważniejszy i równocześnie najsłabszy mecz – przyznaje środkowa polskiej reprezentacji Maja Tokarska. – To spotkanie mogło nam dać awans do strefy medalowej, o którym marzyłyśmy. Niestety, nie udało się, przegrałyśmy 0:3, choć mógł być wynik w drugą stronę, bo zabrakło nam naprawdę zaledwie kilku punktów. Pierwsze dwa spotkania grupowe były bardzo dobre w naszym wykonaniu. Po porażce z Rosją coś w nas pękło. Z Chorwacją miało być łatwo, a skończyło się na horrorze. W końcu przegrana z Serbkami ostatecznie podcięła nam skrzydła – podsumowuje fazę grupową Tokarska.

Po takiej porażce „biało – czerwone” znalazły jednak w sobie dość siły i motywacji, by w pojedynku z Ukrainą zwyciężyć i tym samym awansować na szóste miejsce wśród zespołów Starego Kontynentu. Do rozegrania pozostał im jeszcze jeden mecz – z Niemkami o piątą lokatę w turnieju. Nasze rywalki były tego dnia w naszym zasięgu, w zasadzie na wyciągnięcie ręki, a jednak polskie zawodniczki nie potrafiły wykorzystać swojej szansy.
- Szkoda tej porażki z Niemkami, bo byłyśmy w stanie z nimi wygrać – mówi ze smutkiem kapitan polskiej reprezentacji Joanna Wołosz. – Zupełnie inaczej wyglądałoby gdybyśmy zajęły piąte miejsce. Niby to tylko jedna pozycja, ale zawsze. Z drugiej jednak strony awansowałyśmy o pięć pozycji w porównaniu do zeszłego roku. To też nasz mały sukces, który również nas cieszy.
- To były po prostu słabe mecze – przyznaje druga środkowa polskiej reprezentacji Monika Martałek. – Nie zagrałyśmy w nich na miarę naszych możliwości. Na Ukrainę to wystarczyło, na Niemki już nie. Chyba trochę zabrakło nam mobilizacji, po tym jak nie udało nam się awansować do finałowej czwórki.

- Piąte miejsce było w naszym zasięgu, czwórka również – przyznaje libero polskiej ekipy Izabela Śliwa. – Nie można nam na pewno zarzucić, że się nie starałyśmy, bo zostawiłyśmy serce na boisku i dałyśmy z siebie wszystko. Chyba właśnie dlatego wynik końcowy nas nie satysfakcjonuje, mimo że moim zdaniem szóste miejsce odzwierciedla naszą realną pozycję w Europie.

Veni, vidi, vici - może za rok (fot. Reprezentacja.net )


Przegrane spotkanie z reprezentacją Niemiec przypieczętowało wrażenie z całego turnieju – Polki były blisko, bardzo blisko pokonania mocnych zespołów takich jak Rosja, Serbia czy Niemcy, wiele meczów i setów rozgrywało się w walce na przewagi podczas wyrównanych końcówek. Niestety, zawsze w takich momentach to rywalki wznosiły ręce w geście triumfu, a nam przychodziło przełknąć gorycz porażki. Trudno nie zadać sobie pytania, dlaczego tak się działo.
- Zespoły, z którymi przegrywałyśmy w końcówkach są bardziej doświadczone – mówią jednym głosem polskie zawodniczki. – One grały między innymi w ubiegłorocznych mistrzostwach świata kadetek, a my w dodatku popełniałyśmy sporo głupich błędów w końcówkach, takich, które nie powinny się nam zdarzyć – dodaje Joanna Wołosz.
- Moim zdaniem brakuje nam jeszcze trochę pewności siebie – kontynuuje Izabela Śliwa. – W końcu Niemki, z którymi zagrałyśmy o piąte miejsce, to ubiegłoroczne mistrzynie Europy kadetek. Wydawało się, że będą faworytkami również w tym turnieju. To naprawdę dobra, ograna, utytułowana drużyna. Trudno powiedzieć, czego konkretnie zabrakło nam do zwycięstwa w pojedynku z Niemkami.
- Dobre doświadczone zespoły potrafią opanować nerwy w końcówkach i zagrać dobrze, odważnie. My tego jeszcze nie potrafimy, dopada nas jakaś niemoc, brakuje „chłodnej głowy” – ocenia Maja Tokarska.  – Bardzo, bardzo chcemy. Może właśnie za bardzo.

Mimo wszystko trzeba pamiętać, że te mistrzostwa to jednak sukces polskiej ekipy, która podniosła się po sporej porażce, jaką był europejski czempionat kadetek.
- Ogólnie zachowamy raczej pozytywne wspomnienia – przyznaje polska libero. – Stojąc wspólnie na boisku doświadczyłyśmy same w pewnym momencie tego, że potrafimy zagrać razem coś fajnego, co sprawia nam samym radość. Pokazałyśmy, że jesteśmy drużyną. Stworzyłyśmy dobrą atmosferę i to też ważne doświadczenie.
- Medal raczej nie był w naszym zasięgu – ocenia Maja Tokarska. – Gdybyśmy weszły do strefy medalowej zamiast Serbii, najpewniej zajęłybyśmy czwarte miejsce. Na wygraną z Włoszkami w tym turnieju szans nie było. Z Turczynkami o brąz mogłybyśmy powalczyć. Jednak czwarte miejsce było naprawdę realnie w naszym zasięgu. Zawsze, gdy się wygrywa nastrój w ekipie jest dobry, gdy się przegrywa jest już z tym gorzej.

Kolejny cel juniorskiej kadry Polski? Awans do przyszłorocznych mistrzostw świata. To będzie okazja, żeby rocznik 1990/91 jeszcze raz pokazał, ile jest wart.
- Ten turniej sporo nas nauczył – ocenia Maja Tokarska. – Wyciągniemy wnioski z tego, co wydarzyło się w Perugii i w Foligno. Przed nami dużo pracy. Na pewno te porażki nas nie załamią, raczej zmobilizują i zachęcą do dalszych treningów. Wiemy, o co walczymy i na pewno będzie dobrze – zapewnia  środkowa reprezentacji Polski. 
 

* Z zawodniczkami i trenerami rozmawiała w Perugii i w Foligno Joanna Majtyka - Reprezentacja.net

Kwal. ME 2009
Kadetek i Kadetów


Kadetki:

Włochy, Zocca
8-12 stycznia 2009r.

Skład kadry

Wyniki

 ----------------------

 Kadeci:

Polska, Rewal
6-10  stycznia 2009r.

Skład kadry
Wyniki

Konkurs PlusLiga

Serwis PlusLiga