Igrzyska w Atenach, mimo iż oficjalnie były ostatnią imprezą w tym roku z udziałem polskiej reprezentacji nie były końcem rozważań o tej reprezentacji, o jej przyszłości.
Gdy nasi reprezentanci wrócili z Aten otrzymali od trenera Gościniaka dwa tygodnie wolnego, po czym wrócili do swoich obowiązków w klubach. Nowi zawodnicy wyjechali grać za granicę (Arek Gołaś - Włochy, Łukasz Kadziewicz i Piotrek Gabrych - Rosja), niektórzy powrócili do kraju, jak choćby Piotrek Gruszka, który dołączył do ekipy z Bełchatowa po kilkuletnim pobycie we Włoszech i Francji.
Po tych Igrzyskach kibicom pozostał ogromny niedosyt, siatkarzom - niespełnione marzenia - dla większości z nich te Igrzyska były ostatnimi w karierze. Tym bardziej bolał brak woli walki, brak sportowego zacięcia na ich twarzach. Gdy my do czerwoności ściskaliśmy kciuki, oni uśmiechając się psuli kolejne akcje...
A jednak wracających do kraju witały ich na warszawskim Okęciu grupki kibiców.. Dlaczego? Dlaczego nie potrafiliśmy się od nich odwrócić, powiedzieć zawiedliście nas... Może dlatego, iż ponoć jesteśmy najlepszymi kibicami na świecie...
31 października wygasła umowa trenerom Gościniakowi i Prielożnemu, której zarząd PZPS-u już nie przedłużył. W ciągu zaledwie 14 lat polska kadra ósmy raz została bez pierwszego trenera. Tym razem Związek postanowił wybrać go za pomocą konkursu. Liczono, że zgłoszą się ludzie z zagranicy, którzy dzięki swojemu doświadczeniu mogliby poprowadzić naszych chłopaków. I faktycznie, informacja o konkursie obiegła nie tylko Europę, ale również dalsze zakątki naszego globu. Swoje zainteresowanie wyrazili znakomici szkoleniowcy z całego świata. Wśród nazwisk z Polski nie pojawili się Ci, których można było oczekiwać. Argumentowali to bzdurną zasadą konkursu... Zarząd PZPS-u na początku grudnia wyłonił trójkę kandydatów, wyłącznie obcokrajowców – Gajic, Lozano i Kolczins z wszystkich zgłoszeń, które dotarły do siedziby związku. Oficjalne ogłoszenie, który z Panów zostanie nowym szkoleniowcem biało-czerwonych ma nastąpić w połowie stycznia, już teraz kilku kadrowiczów zabrało głos w tej sprawie. „W Grecji, gdzie obecnie gram, pracowali Gajić i Lozano - mówi Dawid Murek – Gajic poprowadził Olimpiakos do mistrzostwa Grecji. Lozano pracował w Iraklisie. Gdybym musiał na kogoś postawić, to pewnie na Gajicia” . „W Rosji Kolczins jest niekwestionowanym autorytetem. Sądzę, że najłatwiej, choćby z powodów językowych, porozumiałby się z polskimi siatkarzami. No i nie pracował jeszcze jako pierwszy trener reprezentacji. Będzie więc bardziej głodny sukcesu od spełnionych Gajicia i Lozano” – mówił z kolei Robert Prygiel.
Wszystko to zeszło jakby na nieco dalszy plan, gdy cześć naszych jeszcze kadrowiczów ogłosiła w prasie, że w przyszłym roku, albo nie planują żadnych występów w barwach biało-czerwonych, albo wybrali imprezy, na których ewentualnie mogliby zagrać... Wśród kibiców zapanowała konsternacja. Pomijając fakt, iż Papke, Szczerbaniuk czy Zagumny nie mają nawet pewności czy nowy trener powołałby ich do reprezentacji to na dodatek okazuje się, ze gra z Orzełkiem na piersi to dla nich przymus, przez który nie mogą studiować, nie mają czasu dla swoich rodzin, ogólnie rzecz biorąc gra w polskiej kadrze jest im wybitnie nie na rękę. W takich momentach poznajemy prawdziwych zawodników. Gdy Paweł Zagumny mówi „W lidze Światowej 2005 na pewno nie zagram, ale być może na Mistrzostwach Europy już tak”, Dawid Murek zapytany o jego grę w reprezentacji odpowiada „dopóki będzie zdrowie jestem na każde zawołanie trenera”... – chyba właśnie dzięki takim zawodnikom jak Dawid Murek wiara kibiców nie maleje...
Kończy się 2004 rok, a Polsce reprezentanci nie posiadają nadal medalu przywiezionego z ważnej imprezy. Co więcej, możemy o nich powiedzieć dokładnie to samo co 365 dni temu – mają potencjał, który kolejny już raz nie został wykorzystany. Potrafimy sprawić niespodzianki wygrywając pojedyncze mecze ze światowymi potęgami, potrafimy też ulec w kompromitującym stylu drużynom dużo słabszym. Jest takie jedno słowo, które najtrafniej określa polską reprezentację – nieprzewidywalni. Tak naprawdę nigdy nie możemy być pewni czego się po nich spodziewać.
To nie jest tak, że oczekujemy od nich sukcesów na miarę Brazylii czy Rosji. Polscy kibice są realistami – oczekujemy od nich pięknej gry, walki, ambicji i zaangażowania. Aby oglądając nawet przegrany mecz można było powiedzieć „pięknie walczyli, tak, Polska ma drużynę z charakterem”. O tym marzą polscy kibice. Aby siatkarze mieli takie samo podejście do tej dyscypliny co jej sympatycy, dla których nie istnieje miasto na świecie, do którego nie mogliby dotrzeć za swoją drużyną ze śpiewem „Polska Biało-czerwoni” na ustach.
Powodów do radości mieliśmy w tym roku niewiele. Kompletnie nieudana wyprawa do Lipska, odkupiona została na szczęście w Porto, później Liga Światowa z której mimo wszystko bardziej od zwycięstwa w Nantes zapamiętamy dwie kompromitujące porażki w Warnie z Bułgarią i katowickim Spodku z Francją. Wygrana na memoriale z Rosją ucieszyła tak jak mecz z Serbami. Reszty Aten większość sympatyków siatkówki wołałaby już nie pamiętać....
Ogólny bilans? Niestety niekorzystny, chociaż znajdą się i tacy którzy ocenią ten rok pozytywnie. My kibice oczekujemy jednak czegoś więcej niż ciągłe 5 miejsce i pojedyncze zwycięstwa. Chcielibyśmy usłyszeć „Mazurka Dąbrowskiego” na ważnej imprezie, chcielibyśmy płakać z radości, mieć pewność, ze nasz doping ma sens, że Oni chcą walczyć, ze wiedzą co reprezentują zakładając koszulkę z napisem „Polska”, że przede wszystkim najważniejsza jest ambicja i sportowa złość, gdy reprezentują nas – Polaków.
Igrzyska w Atenach nie potwierdziły tego co mówił trener Mazur, ze tam polscy siatkarze osiągną apogeum swojej formy, chociaż może osiągnęli? Może 5 miejsce na ważnej imprezie to jest szczyt możliwości biało-czerwonych?? Kibice nie chcą w to wierzyć... ktoś po Olimpiadzie powiedział zdanie, które najlepiej podsumuje to, co było udziałem naszej reprezentacji w 2004 roku „Siatkarzom gratulujemy kibiców, Oni na pewno nie zawiedli...”
Anna Więcek
reprezentacja.net









