Siatkówka - Reprezentacje Polski - REPREZENTACJA.NET aktualności, historia siatkówki, wywiady, sylwetki zawodników i trenerow, zdjęcia, relacje LIVE

Nasi Partnerzy:


 

Ranking siatkarzy

  1. Brazylia
  2. USA
  3. Rosja 
  4. Bułgaria
  5. Serbia
  6. Włochy
  7. Polska
  8. Hiszpania
  9. Portoryko
  10. Chiny

Ranking siatkarek

     1.   Brazylia
     2.   Włochy
     3.   USA
     4.   Kuba
     5.   Chiny
     6.   Serbia
     7.   Japonia
     8.   Rosja
     9.   Polska
   10.   Korea
  

AGATA MRÓZ
Galeria Kibica

Agata Mróz - Olszewska - Galeria Kibica
zobacz także:
Sylwetka Agaty

AREK GOŁAŚ
Galeria Kibica

Arek Gołaś - Galeria Kibica
zobacz także:
Sylwetka Arka

Siatkówka


Autor: Tomasz Kowalik

Data: 28-06-2005

Katowicki Spodek

„...W przyszłym roku na pewno nie będę taki głupi (głupia) i na pewno nie zapłacę za bilety na mecze Ligi Światowej w Spodku.” – Takie, lub podobne zdanie jak echo słyszałem ze wszystkich stron, opuszczając w zeszłym roku salę Katowickiej Świątyni Siatkówki po drugim, przegranym w bardzo przykry dla polskiego kibica sposób, meczu Polaków z Francuzami.

 

Przyznam, że była krótka chwila, kiedy mi również przez głowę przebiegła myśl, czy aby na pewno prowadzenie serwisu o polskiej reprezentacji to właściwie zainwestowany czas.
Minął rok. Sprzedaż biletów w kasach Spodka zakończyła się, zanim właściwie się zaczęła. Przyjechałem do Katowic, spokojny i ciekawy tego, co zobaczę. Wszak wiele się przez ten rok zmieniło. Nowy Prezes i Zarząd w PZPS, nowy zagraniczny selekcjoner "z najwyższej półki", wreszcie po raz kolejny, nowe nadzieje kibiców. - No bo jak nie teraz ma się wreszcie zmienić na lepsze, to chyba już nigdy.
Dotychczasowa postawa polskiego zespołu napawa optymizmem. Nowe widać przede wszystkim w postawie zawodników na boisku, w sposobie w jaki patrzą w kierunku trenera, w ich zaangażowaniu na treningach. Nic tylko czekać na sukcesy.
Idę więc po odbiór akredytacji dziennikarskiej. Dochodząc do Spodka spodziewam się „koników” z tymi biletami, co to „w dziwny sposób zniknęły z kas”. Jednak przechodząc wzdłuż hali cztery godziny przed meczem (!) widzę tylko ludzi z kartonikami KUPIĘ BILET, a na dystansie ok. 150 metrów zostaję zaczepiony 3 razy przez zdesperowanych kibiców pytających, czy nie mam może do sprzedania biletu.
To jest miłość. Ślepa miłość polskiego kibica siatkówki, który nawet po przegranym meczu umie skandować „Dziękujemy, dziękujemy...” Który obraża się na zawodników, pisze niewybredne komentarze na forach internetowych, ale przy najbliższej okazji znowu biegnie do kas po bilety, często oszczędza miesiącami na podróż z drugiego końca Polski, aby być tam razem z innymi fanami tej niezwykle w Polsce popularnej dyscypliny sportu. Fanami? A może raczej wraz z innymi fanatykami? No bo czy to normalne, że greccy zawodnicy, u siebie w kraju, zamiast dopingu słyszą podczas swoich zagrań gwizdy i skandowanie „Polska, Polska...”?
Tak, wraz z nastaniem Ligi Światowej, narodziła nam się w Polsce „nowa, świecka tradycja”. Fenomen, o którym Pan Acosta mógł tylko marzyć, kiedy wymyślał ten cykl rozgrywek. Kto by pomyślał, że to właśnie w Kraju nad Wisłą ta idea promowania siatkówki znajdzie taki oddźwięk?
Powstaje jeszcze jedno pytanie. Ile w tym wszystkim jest prawdziwego sportu, a ile widowiska medialnego, tej otoczki budowanej wokół Ligi Światowej od kilku lat. To oczywiście jest bardzo niezwykłe, widowiskowe, wręcz monumentalne.
Skłamałbym gdybym powiedział, że powitanie zawodników przed piątkowym meczem, w oprawie zielonych laserów, w rytm doskonale dobranej muzyki, nie zrobiło na mnie wrażenia. Tylko czy nie zatracono tu idei sportu na rzecz spektaklu cyrkowego z udziałem dwóch DJ-ów i 10 tysięcy Psów Pawłowa? Takie pytanie stawiane jest prawie co roku przez któregoś z dziennikarzy. Ja postawiłem sobie inne. Czy wolałbym żeby na meczach Ligi Światowej w Polsce nie było teamu prowadzących - Grzegorz Kułaga & Marek Magiera? I odpowiadam szczerze - Nie. Dziś bez nich to widowisko byłoby ubogie. Mecz by się odbył, emocje by były większe lub mniejsze, to zależałoby już od postawy zawodników obu drużyn. Ale stracilibyśmy wiele z tego, co powoduje, że mecze w Polsce są inne, niepowtarzalne. To, że mienimy się najlepszymi kibicami na świecie, nie wzięło się znikąd. Tak czy inaczej warto to było po raz kolejny przeżyć. Warto było jechać do Katowic.

...Siedzieliśmy przez dwa dni w jednej loży prasowej, ale poznaliśmy się dopiero w kolejce po bilet na dworcu w Katowicach wracając do domu. Przez większą część drogi wymienialiśmy swoje spostrzeżenia na temat reprezentacji i siatkówki w ogóle. On dziennikarz radiowy, ja redaktor portalu internetowego. Zapytał czy będę zainteresowany zamieszczeniem na swojej stronie krótkiego felietonu, który będzie pisał na potrzeby swojego radia. Obiecał, że mi przyśle. I przysłał. A ja zamieszczam poniżej, jako inne spojrzenie na to, co właśnie sam napisałem.

Tomasz Kowalik - Reprezentacja.net


"Widziałem szczęśliwych Polaków..."

Polacy są najbardziej niezadowolonym narodem na świecie. Aż 82 procent z nas to pesymiści i malkontenci - wynika z badań przeprowadzonych przez amerykański instytut Pew. Zdyskontowaliśmy Francję, Rosję, Niemcy - można powiedzieć: jest się z czego cieszyć, w końcu wygraliśmy z potęgami. Czarno na białym widać, że narzekanie to nasza najważniejsza cecha narodowa. Ale jest jedno miejsce, jedno wydarzenie, kiedy trudno spotkać niezadowolonego Polaka. To mecz naszej siatkarskiej reprezentacji. Wtedy Polacy są inni: rozśpiewani, kulturalni nawet po paru piwach, uśmiechnięci. I to niezależnie od tego czy drużyna wygrywa czy nie. Znaczy, że wynik sportowy jest ważny, ale najważniejszy jest produkt. Jego otoczka, oprawa i promocja. Choć momentami mecz wydaje się tylko dodatkiem do imprezy rozrywkowej. Niewyobrażalny hałas, nie muzyka a raczej dyskotekowa rąbanka płynąca z głośników non stop zabijają sport. Rozumiem oprawę przed i po meczu, w przerwach między setami, niech piosenki lecą nawet w przerwach technicznych. Ale do licha, niech cicho będzie chociaż w czasie gry. Niestety - wodzireje serwują nam "wstawki" nawet między zdobytym/straconym punktem a serwisem. Czy naprawdę kibice są tak tępi, że trzeba im dźwiękiem sugerować, kiedy się cieszyć a kiedy buczeć? Co oczywiście nie zmienia faktu, że na Lidze Światowej jest miło, nie ma zadym bo najzwyczajniej w świecie nie wypada. Wypada za to bywać. O miejsce w loży VIP starają się i biznesmeni i politycy. Ci pierwsi - OK, ale dlaczego z uporem masochistów na "Światówkę" przyjeżdżają ci drudzy - nie rozumiem. Kiedyś potężną porcję gwizdów zbierała przede wszystkim była, na szczęście, marszałek Senatu Alicja Grześkowiak. Teraz wystarczy, że spiker powie słowo: poseł lub senator, a dziesięć tysięcy ludzi dostaje szału. Po co to wam Panowie, nie lepiej zejść im z oczu? Równie mocno jak kochać kibic potrafi też nienawidzić. A was jest za co. 

Maciej Gaweł – radiowy dziennikarz sportowy - "Antyradio"