Awans do Mistrzostw Świata 2006 i dobry występ na Mistrzostwach Europy 2005, takie cele postawił polskiej rerezentacji jej nowy szkoleniowiec Raul Lozano.
Praca szkoleniowa Raula Lozano na dobre rozpoczęła się w tydzień po zakończeniu rozgrywek ligowych sezonu 2004/2005. Skra Bełchatów zgarnęła mistrzostwo Polski i wszyscy zaczęli baczniej przyglądać się polskiej reprezentacji. Ogłoszona jeszcze w lutym szeroka kadra na rozgrywki Ligi Światowej uszczuplona została do osiemnastu nazwisk. Na liście znaleźli się mimo kontuzji zarówno Michał Bąkiewicz jak i Paweł Papke, gdyż Światowa Federacja nie zgodziła się na ich wymianę, nawet po dostarczeniu kart chorób i oświadczeń lekarzy.
Kadra Polski na rozgrywki Ligi Światowej 2005:
rozgrywający:
Stelmach Andrzej, Woicki Paweł, Zagumny Paweł
środkowi:
Gołaś Arkadiusz, Grzyb Wojciech, Jurkiewicz Wojciech, Kadziewicz Łukasz, Pliński Daniel
przyjmujący:
Bąkiewicz Michał, Gruszka Piotr, Murek Dawid, Świderski Sebastian, Winiarski Michał
atakujący:
Papke Paweł, Szymański Grzegorz, Wlazły Mariusz
libero:
Gacek Piotr, Ignaczak Krzysztof.
Poznaliśmy również nowego kapitana naszej reprezentacji, którym został Piotrek Gruszka.
- Proszę nie łączyć słowa lider i kapitan, to dwie różne postaci. Postanowiłem, że drużyna sama wybierze osobę, która będzie ich powiedzmy „przedstawicielem” – mówił o swojej decyzji Raul Lozano. A drużyna nie miała wątpliwości i jednogłośnie postawiła na Gruszkę.
Przed rozpoczęciem Ligi Światowej wiedzieliśmy więc jedno, trzeba walczyć. Walczyć nie tylko z przeciwnikami, ale również z ustalaniem takiego składu, aby w każdym meczu można było wystawić pełną dwunastkę. Pierwszymi sprawdzianami kadry Lozano były dwa sparingi z reprezentacją Słowacji rozegrane w Kędzierzynie Koźlu w połowie maja. Polska reprezentacja dwukronie pokonała południowych sąsiadów (3:0 oraz 3:2), ale Raul Lozano nie był zadowolony z postawy swoich podopiecznych.
- To był mój debiut w roli trenera reprezentacji, ale to moi zawodnicy zagrali tak, jakby debiutowali - skomentował tamte spotkania.
Rozgrywki Ligi Światowej rozpoczęły się od dwumeczu w Bydgoszczy z reprezentacją Argentyny. Raul Lozano tak mówił o swoich rodakach przed meczami:
- Oni się tak na prawdę zmieniają. Tylko kilku zawodników przyjedzie do Polski z tych, którzy grali na Igrzyskach w Atenach. Oni zawsze zachowują swój poziom i można powiedzieć, że "ładnie grają”.
Pamiętając zacięty mecz podczas Igrzysk Olimpijskich w Atenach, Polacy przystąpili do obu pojedynków niezwykle skoncentrowani, chcąc nie tylko udowodnić, że są dobrze przygotowani do Ligi Światowej, ale również sprawić radość swojemy nowemu trenerowi. Problemy ze składem zmusiły Lozano do przesunięcia Krzysztofa Ignaczaka na przyjęcie, co jednak nie przeszkodziło biało-czerwonym w odniesieniu dwóch zwycięstw po 3:1. W ten swój debiut w reprezentacji na pozycji libero zaliczył Piotr Gacek, a kibice po raz pierwszy mogli zobaczyć „Igłę” w roli zagrywającego, a nawet atakującego.
Tydzień później w Łodzi biało-czerwoni podejmowali zawsze groźnych i nieobliczanych Greków. - Są na pewno mniej utalentowani od Serbów. Prezentują niższy poziom. Może i są mocniejsi fizycznie, ale grają zdecydowanie gorszą siatkówkę – mówił o nich Raul Lozano.
Również w Łodzi Krzysiek Iganczak zmuszony był zagrać na pozycji przyjmującego. Fantastycznie reagująca publiczność w łodzkim Pałacu Sportu swoim głośnym dopingiem pomogła Polakom w odniesnieniu kolejnych dwóch zwycięstw 3:2 oraz 3:0. Niespodziewanie po tym dwumeczu, to właśnie polskie Orzełki zaczęły przewodzić w swojej grupie z kompletem zwycięstw.
Wyprawa do Serbii i Czarnogóry oraz Grecji zakonczyła się podziałem punktów. W Nowym Sadzie oraz Belgradzie, Polacy przegrali w tie-breaku z Serbami, aby następnego dnia cieszyć się ze zwycięstwa 3:1. Podobnie było w Grecji. Zwycięstwo 3:2 pierwszego dnia podrażniło ambicje Greków, którzy w drugim spotkaniu pokonali biało-czerwonych 3:1.
Spektakl z udziałem Polaków oraz reprezetnantów Serbii i Czarnogóry w katowickim Spodku, nie wyglądał tak jak wszyscy się tego spodziwali.
- To zdecydowanie najmocniejsza drużyna z tych w naszej grupie. Ten zespół ma tak naprawdę wzloty i upadki. Nie potrafią zagrać jednego spotkania na równym poziomie. Jak Miljković postanowi zagrać zaczniemy się martwić – charakteryzował rywali Lozano. Miljković postanowił zagrać w katowickim Spodku, a biało-czerwoni w pięknym stylu pokonali Plavich 3:1 aby następnego dnia prowadząc 2:0 przegrać całe spotkanie 2:3.
Ostatni weekend fazy grupowej World League okazał się dla biało-czerwonych szczęśliwy zanim tak naprawdę się rozpoczął. Już przez rozpoczęciem meczów Polaków w Argentynie było wiadomo, że zagrają w finale Ligi Światowej 2005. Podopieczni Raula Lozano postanowili jednak pozostawić dobre wrażenie, odnoszac kolejne dwa zwyciestwa 3:0 oraz 3:2.
Prosto stamtąd udali się do Belgradu, aby zagrać po raz trzeci, ale po raz pierwszy w ścisłej czwórce, w finale World League.
W meczu o rozstawienie na drodze Polaków stanęli reprezentanci Kuby. Ciężki mecz zakończył się sukcesem biało-czerwnych, którzy po tiebreaku pokonali Kubańczyków 3:2.
- W półfinale wolałbym się spotkać z Polską. Polaków znamy z meczów grupowych, będziemy próbowali wykorzystać wszystkie ich słabości. Nasz poziom się podnosi, potrafiliśmy odmienić losy meczu przegrywając w Polsce 0:2. Ja nie pojechałem do Polski, ale pokazaliśmy tam, że jesteśmy groźni do samego końca – mówił przed rozpoczęciem finałów Andrija Gerić.
Nie pomylił się. To właśnie na Polaków gospodarze trafili poczas spotkania półfinałowego. Biało-czerwonym zabrakło trzech punktów aby cieszyć się z pierwszego w historii startów Polaków ścisłego finału Ligi Światowej. Prowadząc 2:0 w setach oraz 22:17 w partii trzeciej pozwolili na przebudzenie się „serbskich niedźwiedzi” jak mówili o Plavich komentatorzy. Ivan Miljković wraz z partnerami zdołał odwrócić losy tego seta i jak się później okazało całego spotkania. To Serbowie wygrali to spotkanie 3:2 i ciesząc się z awansu do finału schodzili z boiska. Polacy opuszczali halę ze spuszczonymi głowami nie wierząc tak do końca w to, co stało się przed chwilą.
Mecz o brązowy medal po raz kolejny z reprezentacją Kuby, rozstrzygać musiał tie-break. Tym razem podłamani przegranym półfinałem z Serbami, biało-czerwoni nie zdołali powtórzyć sukcesu sprzed dwóch dni. To Kubańczycy zgarnęli brązowy krążek, a Polacy zakończyli Ligę Światową 2005 na miejscu czwartym. Było to najwyższe miejsce jakie nasza reprezentacja osiągnęła w całej historii startów w Lidze Światowej, ale w kontekście meczu z Serbami Polacy wracali ze spuszczonymi głowami.
Faza grupowa Ligi Światowej 2005:
27.05 Polska - Argentyna 3-1 (25-20, 23-25, 25-23, 25-23)
28.05 Polska - Argentyna 3:1 (19-25, 25-22, 25-21, 25-22)
03.06 Polska - Grecja 3-2 (17-25, 25-23, 19-25, 25-20 15-13)
04.06 Polska - Grecja 3-0 (26-24, 25-17, 27:25)
11.06 Serbia i Czarnogóra - Polska 3-2 (30-28, 16-25, 25-23, 22-25, 21-19)
12.06 Serbia i Czarnogóra - Polska 1-3 (19-25, 22-25, 25-22, 24-26)
17.06 Grecja - Polska 2-3 (25-19, 21-25, 18-25, 25-18, 13-15)
19.06 Grecja - Polska 3-1 (25-18, 17-25, 26-24, 25-16)
24.06 Polska - Serbia i Czarnogóra 3-1 (20-25, 25-17, 25-23, 25-20)
25.06 Polska - Serbia i Czarnogóra 2-3 (25-23, 25-23, 20-25, 21-25, 10-15)
01.07 Argentyna - Polska 0-3 (21-25, 19-25, 20-25)
03.07 Argentyna - Polska 2-3 (23-25, 23-25, 25-21, 25-20, 10-15)
Finały Ligi Światowej 2005:
8.07 Kuba - Polska 2:3 (25-23, 24-26, 16-25, 25-22, 13-15)
9.07 Polska – Serbia i Czarnogóra 2:3 (26-24, 25-19, 23-25, 20-25)
10.07 Kuba - Polska 3:2 (25-23, 22-25, 24-26, 25-18, 15-13)
Szybko jednak trzeba było zapomnieć o Lidze Światowej, gdyż zaledwie tydzień później podopiecznych Raula Lozano czekały eliminacje do Mistrzostw Świata w Rzeszowie. Bułgaria, Estonia oraz Rosja miały próbować pokrzyżować plany Polaków w wyjeździe na mundial.
Trener Lozano nie dokonał dużych zmian w składzie kadry:
Kadra Polaków na eliminacje do MŚ 2006 w Rzeszowie:
rozgrywający:
Andrzej Stelmach, Paweł Zagumny, Łukasz Żygadło
atakujący:
Mariusz Wlazły, Grzegorz Szymański
środkowi:
Arkadiusz Gołaś, Wojciech Jurkiewicz, Wojciech Grzyb, Łukasz Kadziewicz
przyjmujący:
Michał Winiarski, Piotr Gruszka, Dawid Murek, Sebastian Świderski
libero:
Piotr Gacek, Krzysztof Ignaczak.
- Turniej finałowy Ligi Światowej w Belgradzie trzeba odstawić na bok. Ranga tych meczów, które były, i tych które są teraz przed nami, wyzwala dodatkową adrenalinę. Szkoda tylko, że ta hala w Rzeszowie jest taka mała i nie wszyscy kibice obejrzą mecz na żywo. My postaramy się ich nie zawieść i awansować – mówił przed turniejem kapitan Polaków, Piotr Gruszka.
Pierwsze spotkanie z reprezentacją Estonii nie napawało optymizmem, Polacy, ku zdziwieniu obecnych na trybunach kibiców, przegrali pierwszego seta. Zdołali się jednak odbudować, wiedząc jak ważna jest to impreza i zwyciężyli w pojedynku 3:1. W drugim meczu Rosjanie 3:0 pokonali Bułgarów, mimo bardzo dobrej postawy tych drugich.
Spotkaniem o wszystko był mecz z Bułgarami. Zwycięstwo biało-czerwonych dawało im, conajmniej drugie miejsce w grupie i pewny awans do Mistrzostwa Świata. Spotkanie z Bułgarami zakończyło się takim samym rezultatem jak mecz z Estonią i Polacy już przed ostatnim meczem turnieju mogli cieszyć się z awansu na Mundial.
- Mecz z Bułgarią był najważniejszy w sezonie, ale naprawdę nie odczuwaliśmy przed nim żadnego strachu. Chcieliśmy po prostu wygrać i awansować na MŚ już w sobotę – mówił po tamtym spotkaniu Arkadiusz Gołaś.
Ostatni mecz o miejsce w grupie z Rosjanami był prawdziwą siatkarską ucztą. Sbrona prowadziła już 2:0, gdy Polacy po bardzo wyrównanych partiach doprowadzili do remisu 2:2. W tiebreaku lepsi okazali się jednak rywale i to oni zajęli ostatecznie pierwsze miejsce w grupie. Dla biało-czerwonych najważniejsze było jednak to, że awans na Mistrzostwa Świata stał się faktem.
- Publiczność była z nami do końca i w trudnych momentach, kiedy trzeba było odrobić kilka punktów, wspierała nas. Przed eliminacjami żartowaliśmy, że hala jest nieco za mała, ale jak się okazało i w mniejszej hali kibice potrafią zgotować wspaniały doping – komplemetnował rzeszowskich kibiców Piotrek Gruszka.
Kwalifikacje do Mistrzostw Świata w Rzeszowie:
Polska - Estonia 3:1 (23:25, 25:16, 25:18, 25:20)
Polska - Bułgaria 3:1 (25:16, 17:25, 25:22, 25:17)
Rosja - Polska 3:2 (25-21, 25-16, 23-25, 20-25, 15-12)
Pierwsza część sezonu reprezentacyjnego zakończyła się więc szczęśliwie dla biało-czerwonych. Cel, jakim było zdobycie biletu do na japońskie Mistrzostwa Świata w 2006 roku, został zrealizowany.
Koniec części I
Anna Więcek, reprezentacja.net









