Siatkówka - Reprezentacje Polski - REPREZENTACJA.NET aktualności, historia siatkówki, wywiady, sylwetki zawodników i trenerow, zdjęcia, relacje LIVE

Nasi Partnerzy:


 

Ranking siatkarzy

  1. Brazylia
  2. USA
  3. Rosja 
  4. Bułgaria
  5. Serbia
  6. Włochy
  7. Polska
  8. Hiszpania
  9. Portoryko
  10. Chiny

Ranking siatkarek

     1.   Brazylia
     2.   Włochy
     3.   USA
     4.   Kuba
     5.   Chiny
     6.   Serbia
     7.   Japonia
     8.   Rosja
     9.   Polska
   10.   Korea
  

AGATA MRÓZ
Galeria Kibica

Agata Mróz - Olszewska - Galeria Kibica
zobacz także:
Sylwetka Agaty

AREK GOŁAŚ
Galeria Kibica

Arek Gołaś - Galeria Kibica
zobacz także:
Sylwetka Arka

Siatkówka


Autor: Tomasz Kowalik

Data: 27-12-2005

Podsumowanie 2005 - seniorzy cz. IV

Sezon 2005 dla kadry narodowej seniorów zaczął się w tym roku bardzo wcześnie, bo już 17 stycznia. Tego dnia podczas posiedzenia Zarządu PZPS w Kielcach wybrany został nowy trener męskiej kadry narodowej.

Wszystko jednak przebiegało inaczej, niż podczas wyborów poprzednich selekcjonerów. Pierwsza i zasadnicza różnica to forma wyboru trenera – ogłoszenie otwartego konkursu. Konkurs na trenera reprezentacji Polski w piłce siatkowej mężczyzn był bezprecedensowym wydarzeniem w całym polskim sporcie. Jeszcze nigdy żaden selekcjoner jakiejkolwiek kadry w grach zespołowych nie był w Polsce wyłaniany w ten sposób. Najpierw z 21 zgłoszonych kandydatów, komisja złożona z sześciu byłych trenerów kadry, po tygodniowym studiowaniu wszystkich ofert, postanowiła poddać pod dalszą dyskusję 6 kandydatur. Następnie 18 grudnia 2004r., po półfinałach Pucharu Polski siatkarzy w Olsztynie, Wydział Szkolenia PZPS po kilku godzinnym posiedzeniu podjął jednogłośną decyzję:
„Trenerem-selekcjonerem kadry siatkarzy powinien zostać szkoleniowiec zagraniczny. Wyboru należy dokonać spośród trójki:
Zoran GAJIĆ,
Borys KOLCZINS,
Raul LOZANO.

Nowy trener będzie miał gwarancję 4-letniej pracy, z weryfikacją na półmetku, gdyby w sposób rażący nie wywiązywał się z wynikowych zadań (można za to uznać chyba tylko dwukrotne nie zakwalifikowanie się do finałów: MŚ 2006 i ME 2007). Postawiony mu będzie jasny, konkretny cel długofalowy – medal na Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie 2008, do czego będzie miał stworzone warunki finansowo-organizacyjne.”

Tym samym stało się jasne, że po raz pierwszy w historii polskiej siatkówki, trenerem narodowej kadry zostanie obcokrajowiec.

 

Los premiowany 4-letnim kontraktem wygrał pracujący od 1987 roku w Europie, głównie we Włoszech, 48-letni Argentyńczyk Raul L. LOZANO.

"Chciałbym powiedzieć wszystkim Państwu, że rozpiera mnie nieopisana radość, przede wszystkim „radość zawodowa”, ponieważ dla mnie jest wielkim honorem, być trenerem reprezentacji Polski, która tak wiele wniosła do historii światowej siatkówki." – Takie były pierwsze słowa Raula Lozano, nowego trenera reprezentacji Polski seniorów, jakie padły 7 lutego na konferencji prasowej w Warszawie, po podpisaniu przez niego czteroletniego kontraktu.

Aby jednak podpisać kontrakt ze szkoleniowcem z najwyższej światowej półki, należało posiadać odpowiednie środki finansowe, a pieniądze, które Związek otrzymuje z budżetu państwa na trenera reprezentacji zamykają się w kwocie około 8 tysięcy złotych miesięcznie.
Drugim więc z kluczowych wydarzeń jakie oprócz zatrudnienia Lozano miało miejsce w 2005r, było pozyskanie środków na funkcjonowanie reprezentacji Polski. Po miesiącach negocjacji, 11 maja PZPS podpisał umowę sponsorską z firmą Polkomtel S.A. Plus GSM wspierał polską siatkówkę już od 1998 roku. Teraz jednak rozszerzono współpracę i oprócz reprezentacji Polski mężczyzn włączono do niej również reprezentację kobiet i wszystkie drużyny młodzieżowe. Program zakreślony został na lata 2005–2008, a jego zwieńczeniem ma być zakończony zdobyciem olimpijskich medali start obu seniorskich reprezentacji w Pekinie.
„To bezprecedensowe porozumienie w historii polskiego sportu – jeszcze nigdy zaangażowanie sponsoringu nie poszło tak głęboko i długofalowo.” – brzmiał oficjalny komunikat PZPS.

Pozostało więc tylko czekać na efekty podjętych decyzji. A nadzieje zostały rozbudzone bardzo, i to zarówno wśród kibiców, jak i wśród zawodników i działaczy. Wieloletni trener, działacz i pracownik PZPS a obecnie Szef Szkolenia PZPS Andrzej Warych tak wypowiadał się o wyborze Lozano:
„Jestem z tego powodu ogromnie rad i mam związane z tym ogromne nadzieje. (...) Plany są potężne, i jeżeli znajdą się środki finansowe, to ten kontrakt z Panem Lozano, powinien zaowocować w wielu innych, wykraczających poza seniorów dziedzinach.
Zatrudnienie trenera Lozano wiąże się bezpośrednio z zejściem „w dół” z cyklem szkolenia, aż właśnie do roczników kadeckich. Chodzi o kompleksowy system szkolenia zawodników. Idąc tym tropem, trenerzy asystenci Lozano, nie będą mieli swoich funkcji ograniczonych tylko do jakichś konkretnych zadań podczas sezonu reprezentacyjnego, ale będą pracownikami Związku przez cały rok. W to wchodzić będzie również szeroko pojęta opieka nad szkołami sportowymi, włącznie doborem zawodników do kadr wojewódzkich i część metodyczno szkoleniowa dla kadr trenerskich.”

Kilka miesięcy później okazało się, że Lozano nie na wszystko znalazł czas, ale teoretycznie ma jeszcze trzy lata żeby się poprawić.

Lozano zaczął od zwołania całej rzeszy młodych zawodników na konsultację do Spały. Po 24 godzinach testów i treningów powiedział:

"Zawodnicy, których widziałem, mają bardzo dobre warunki fizyczne, i niezłe wyszkolenie techniczne. Część z nich znajdzie się w kadrze A, a pozostali w B.
Do pełnego poglądu na sprawy reprezentacji brakuje mi tylko jeszcze zobaczenia kadry juniorów. Ta konsultacja bardzo dużo mi dała i będę chciał ją powtórzyć. Trzeba dać chłopakom szansę żeby się ogrywali, żeby nabierali doświadczenia w meczach międzynarodowych, także w kadrze narodowej B. Rolą kadry B jest dać im możliwość ogrywania się i rozwoju. Ważne jest jeszcze to, co chcę tu podkreślić, że zarówno sposób prowadzenia jak i styl trenowania kadry A i kadry B będzie podobny, czy wręcz taki sam, więc zawodnik, który w którymś momencie awansuje z kadry B do kadry A nie powinien czuć różnicy, jeżeli chodzi o sposób czy styl gry. To ma być zunifikowane w takim stopniu, w jakim się tylko da."


Kadra „B” to kolejna nowość tego sezonu, czyli powołany do życia po raz pierwszy, zespół młodych perspektywicznych zawodników, którzy mają tworzyć zaplecze dla podstawowej kadry seniorskiej. Podczas gdy drużyna Raula Lozano grała w Memoriale im. Huberta Wagnera, prowadzeni przez Grzegorza Rysia i Krzysztofa Felczaka wyselekcjonowani zawodnicy z kadry „B” pojechali bronić honoru naszego kraju na XXIII Uniwersjadzie w Izmirze, przywożąc z Turcji piąte miejsce.

Wracając jednak do kadry „A”, od razu założono, że nowy trener musi mieć czas na wdrożenie się w nowe warunki, na zbudowanie od podstaw zespołu. Nie powinno się więc mu na początku sezonu stawiać żadnych wymiernych celów do osiągnięcia. Jedynym celem na sezon 2005 było zakwalifikowanie się do Mistrzostw Świata w Japonii w 2006r. Postanowiono więc, zmienić dotychczasowe priorytety i pierwszą imprezę roku - Ligę Światową - potraktować wyłącznie szkoleniowo.
Przed rozpoczęciem rozgrywek Mirosław Przedpełski i Waldemar Wspaniały złożyli takie oświadczenie:
"Liga Światowa powinna być środkiem do osiągnięcia jakichś wyników sportowych, a nie celem samym w sobie. Każdy z kandydatów na trenera reprezentacji mówił, a Związek podziela ten pogląd, że Liga Światowa nie jest najważniejszą imprezą w roku. Zdajemy sobie sprawę, że Liga Światowa wywołuje u nas bardzo wielkie emocje, wielkie zapotrzebowanie na sukces i wielkie zainteresowanie, ale nie można zapomnieć, że zawodnicy przystępują LŚ praktycznie bezpośrednio po zakończeniu rozgrywek klubowych. Potrzebują wytchnienia."

Lozano zrobił kilka treningów i od razu było wiadomo, że nadeszło nowe. To, co rzucało się w oczy to szacunek i zaufanie, jakim zawodnicy obdarzają trenera. Niestety 18-stkę zawodników na rozgrywki Ligi Światowej należało zgłosić do FIVB na tyle wcześnie, że jak przyszło do zawodów, okazało się, że Lozano nie miał kim grać. Trapieni kontuzjami Polacy zostali praktycznie pozbawieni zawodników na podstawowej pozycji, jaką jest przyjmujący/atakujący. Doszło do tego, że na przyjmującego przesunięty zostać musiał etatowy libero reprezentacji – Krzysztof Ignaczak. A jednak po dwóch pierwszych tygodniach rozgrywek, Polska drużyna pod wodzą Raula Lozano, pozostała jedynym z 12 uczestniczących w turnieju zespołów, który nie doznał żadnej porażki. Ostatecznie Polacy, mający za przeciwników m.in. Serbię i Czarnogórę, awansowali do finałów z I miejsca w grupie. Sam finał może trochę rozczarował, ale w ogólnym rozrachunku zajęliśmy najwyższe w historii naszych startów w LŚ czwarte miejsce, a co ważniejsze, w przeciwieństwie do poprzednich sezonów, ani przez moment, nawet podczas przegranych meczów, nie musieliśmy się za naszych „Orłów” wstydzić.
To był już zupełnie inny zespół niż w minionych latach. Czyżby miało się okazać, że w osobie Raula Lozano, wreszcie pojawił się człowiek, który znalazł sposób, aby wykorzystać ten słynny już „potencjał” naszych zawodników? Potencjał, o którym słyszeliśmy od lat, a który, poza pojedynczymi spektakularnymi zwycięstwami, nie przekładał się jak dotąd na konkretne wyniki sportowe? Wszystko wyglądało na to, że tak. Za sterami reprezentacji stanął bowiem człowiek, o przybyciu którego marzono przez ostatnie lata. Ktoś nie uwikłany w istniejące od zawsze w środowisku siatkarskim układy, nie powiązany z żadną, ze zwalczających się grup wpływów. Do tego fachowiec z najwyższej światowej półki trenerskiej.
Najcenniejszym z tego, co Raul Lozano dokonał od razu, w pierwszych tygodniach pracy z reprezentacją było to, iż zawodnikom po prostu zaczęło się chcieć! I to widzieli wszyscy.

Tydzień po zakończeniu Ligi Światowej, Lozano wykonał plan na sezon 2005. Za pierwszym podejściem, w rzeszowskim turnieju, uzyskał kwalifikację do Mistrzostw Świata.

Z ważnych imprez do rozegrania pozostały już tylko Mistrzostwa Europy. Na te zawody nie wyznaczono żadnego celu, ale po tym, co już osiągnęli zawodnicy pod wodzą Lozano, wśród kibiców rozbudziły się apetyty na pierwsze od 22 lat medale. Tyle tylko, że aby je zdobyć, trzeba było z gry wyeliminować, co najmniej jednego, z dwóch grupowych rywali: Rosję lub gospodarza imprezy Włochów. Zadanie trudne, choć Rosję prawie się udało pokonać. Jednak jak mówią w pewnej reklamie telewizyjnej: „Prawie robi wielką różnicę...”

Polacy znowu przywieźli piąte miejsce, tyle że jak powiedział potem jeden z nie związanych z kadrą trenerów: "To co zrobił Lozano było niezwykłe. Nikt inny, kogo znam, w takiej sytuacji nie zbliżyłby się nawet do takiego wyniku."
Cóż więc było niezwykłego w sytuacji Lozano? Otóż ten wielki, choć niski wzrostem człowiek, odważył się na to, czego od czasów Huberta Wagnera nie zrobił nikt. Na dwa tygodnie przed zawodami, usunął dyscyplinarnie z kadry swoich podstawowych zawodników. Krzysztof Ignaczak oraz Łukasz Kadziewicz nie pojechali na mistrzostwa Europy, bo pili alkohol po olsztyńskim meczu z Chinami, a ich los podzielił Andrzej Stelmach, który wraz z kolegami wrócił do hotelu o trzeciej nad ranem. Reprezentacja została bez libero, podstawowego środkowego bloku oraz drugiego rozgrywającego. To jednak nie wszystko. Trzy dni później, grający od początku sezonu reprezentacyjnego we wszystkich spotkaniach, bezapelacyjnie pierwszy rozgrywający reprezentacji Paweł Zagumny, złamał rękę podczas meczu towarzyskiego z Chinami.
Tak więc, na Mistrzostwa Europy zespół pojechał z dwoma rozgrywającymi, którzy przez cały sezon reprezentacyjny nie zagrali w szóstce ani jednego meczu, z rezerwowym libero i bez wyróżniającego się od początku sezonu środkowego bloku. Inna sprawa, że pełniący "zastępczo" rolę I rozgrywającego Łukasz Żygadło wykorzystał szansę i spisał ale wzorcowo, ale i tak w kontekście wszystkich wydarzeń poprzedzających wyjazd na ME, faktycznie należy spojrzeć inaczej na zajęte w Mistrzostwach piąte miejsce.

To, że polscy zawodnicy mieli potencjał, nigdy nie ulegało wątpliwości. Połączenie tego potencjału z talentem trenerskim Lozano pozwala patrzeć w przyszłość z optymizmem. Wszystko wskazuje na to, że era bycia kopciuszkiem w cieniu wielkiej czwórki (Brazylia, Rosja, Włochy i Serbia) przemija bezpowrotnie.

I wszystko byłoby pięknie, możnaby ten sezon zaliczyć do wyjątkowo udanych, gdyby nie 16 września.
Po zakończeniu sezonu reprezentacyjnego, do nowego klubu we Włoszech, wyjechał wraz z poślubioną dwa miesiące wcześniej żoną, uznany za siatkarskie objawienie ostatnich lat, środkowy reprezentacji Arek Gołaś. Nie dojechał. Samochód którym podróżował, zatrzymał się w Austrii na betonowej podstawie ściany dźwiękochłonnej otaczającej autostradę... Cała siatkarska społeczność zamarła. Nikt nie chciał wierzyć, że takie coś mogło spotkać właśnie Arka. Chyba najbardziej ukochanego, zarówno przez fanów jak i kolegów z boiska, zawodnika reprezentacji. Na wieść o tym, będący już w drodze na lotnisko Raul Lozano, odwołał swój wylot do Argentyny, by oddać hołd swojemu ulubionemu zawodnikowi, na którego stawiał zawsze, nawet jak ten nie miał ewidentnie swojego dnia. Właściwie nie bardzo wiadomo, co można jeszcze do tego co już zostało powiedziane dodać. Ten zespół już nigdy nie będzie taki jak wcześniej, bo począwszy od 2001, Arek zawsze znajdował się składzie reprezentacyjnym. Do 16 września 2005 roku...


Koniec części IV, ostatniej...

Tomasz Kowalik, reprezentacja.net