Plotka...
Ktoś kiedyś chlapnął, że Ateny to będzie nasz czas. I wszyscy, kibice, działacze, trenerzy i dziennikarze, łyknęli to nie przymierzając jak młode pelikany. Nie od dziś wiadomo, że naród polski spragniony jest sukcesów i tych sportowych również. Tak więc z otwartymi sercami przystąpiliśmy do śledzenia Olimpiady. Pierwszy mecz był jak balsam na nasze skołatane nerwami serca. A w głowach pojawiła się myśl: „Tak, złoto będzie nasze!”. Jednak z biegiem czasu i rozegranych spotkań, nasi siatkarze studzili nasz optymizm bardzo skutecznie. W kraju zaczęło wrzeć, mówiliśmy o kompromitacji i zawiedzionych oczekiwaniach. Ale jak nie mówić po takiej grze...
Obietnice...
I tak karmieni obietnicami przez zawodników wierni wierzyliśmy do końca. I po każdym meczu padało stwierdzenie:” Ta drużyna była do pokonania”. Więc pytam się, dlaczego nie wygrywaliście? Zawsze był mały szczególik, który decydował. Ale w następnym miało być już zdecydowanie lepiej. Gdy sytuacja nie ulegała zmianie, w prasie pojawiły się informacje o konflikcie.
Kłótnie...
Jeden ma trudny charakter, drugi nie lubi gdy się na niego krzyczy czyli polski klasyk. Wszystkim w kraju włosy stawały dęba. Oficjalnie zawodnicy nie potwierdzali, że jest coś na rzeczy. I zaczęło się zwalanie winy za porażki raz z jednego na drugiego. Fora internetowe aż bulgotały. Ale prawda moi mili jest taka, że ci Panowie są dorośli i cel, który mieli przed sobą powinien ich zjednoczyć tym bardziej. To było największej wagi spoiwo.
Brak lidera...
Kontuzje oraz wyżej wspomniane nieporozumienia składały się na kolejne występy „Orłów”. Jak to jest, że bez jednego zawodnika wszystko się sypie? Przecież siatkówka to gra zespołowa, na boisku grają wszyscy a nie osamotniony solista. Trzeba chcieć grać i wygrywać.
Natura sportowca...
Przechodzimy do sedna sprawy. Taką naturę trzeba mieć, pokazywać ją na parkiecie, walczyć i zarażać nią kolegów. Trzeba mieć to w oczach, ten instynkt zwycięzcy. Przecież to jest sport, a w nim wszystko jest możliwe. Nie ma odpuszczania, gra toczy się dopóki piłka w górze. Tymczasem naszą specjalnością były posępne miny i irytujące, głupie uśmieszki. Ale co to, nagle jakiś zryw naszej drużyny...
Kalkulacja czyli liczenie punktów i czekanie na wyniki innych spotkań...
Czyli Polska specjalność. Już przyzwyczajeni do takiego obrotu sprawy, kibicujemy Grekom. Czy nie można było wyjść z grupy przekonywującą grą? Czy zawsze musi być tak, że zależni jesteśmy od innych? Niestety tak. Była szansa wygrać z Argentyną w trzech setach, ale zdarzył się przestój.
Przestoje...
Stoimy jak zaczarowani i z nieinteligentnymi twarzami przyglądamy się co się dzieje. Ile można? W ostatniej edycji Ligi Światowej i w każdej liczącej się imprezie zdarzają się przestoje. I tak było zawsze i nawet taka impreza jak Igrzyska Olimpijskie nic tu nie zmieni. Tracimy głowę i koniec, zdarzył się przestój. Tylko czemu nasze przestoje trwają dwa sety? Panie Trenerze czy tego nie można było wyeliminować? Tylko proszę niech mnie Pan nie prosi o inny zestaw pytań.
Kibice....
Polacy nic się nie stało? Ależ stało się! Mówiliście, że jedziecie po medal, a wracacie z niczym. Zawiedliście wielu ludzi i to jest fakt niepodważalny. Ale najbardziej tym, że nie podjęliście rękawicy. Teraz pewnie powiecie, że plan minimum został wykonany.
Plan minimum...
Minimalizm nigdy nie jest wskazany, a już na pewno nie przy tak ważnych zawodach. Tam się jedzie po glorię i chwałę. Z całym szacunkiem do zawodników i trenerów, ale ja w końcu chcę usłyszeć Mazurka Dąbrowskiego i nie móc powstrzymać łez ze wzruszenia.









