Nadszedł czas na ostatnią cześć przeglądu polskiego siatkarskiego wojska. Mamy grudzień, za oknami śnieg oraz mróz, jednym słowem zima. Jednak nie dajcie się zmylić, gdyż na boiskach cały czas gorące lato!
Polskie parkiety przeżywają w ostatnich tygodniach spektakularne powroty i zaskakujące rozstrzygnięcia a nasi kadrowicze ... cóż sami przeczytajcie !
Zacznijmy więc od powrotu. Niestety na razie powrotu do gry w klubie, ponieważ na jego występ w biało – czerwonych barwach przyjdzie Nam trochę poczekać. Damian Dacewicz (EKS Skra Bełchatów) zaczął pojawiać się na parkiecie już pod koniec listopada, jednak na grę w podstawowej szóstce jest jeszcze za wcześnie.
1. Damian Dacewicz – „Topór”
To kontuzja wyeliminowała go z olimpijskich rozgrywek. Niestety dla naszego reprezentanta była ona na tyle poważna, że jej skutki nie pozwoliły „Dackowi” na pełną grę w rozgrywkach PLS – u. Dopiero od miesiąca Dacewicz wychodzi na parkiet, ale i tak nie w podstawowym składzie. Jak twierdzi jego klubowy trener Ireneusz Mazur, Damian jest już w pełni sił i prowadzi normalny tok przygotowań, musi jednak poczekać aż przyjdzie forma. A jak wszyscy wiemy, bez formy nie ma grania! Jak do tej pory sprawuje się Damian? Podczas rozgrywanego w Olsztynie finału Pucharu Polski mogliśmy go oglądać przez chwilę na parkiecie. Jego występ można zaliczyć w poczet – dobrych. Bezbłędnie skakał do bloku, szybko przesuwał się przy siatce. Prezentował stabilną zagrywkę, jednak widoczna była zmniejszona siła w ataku. Bez wątpienia siła ta przyjdzie wraz ze wzrostem formy. Nasz „Topór” z pewnością już niedługo przystąpi do boju, a jego bloki znów będą ogłuszać przeciwnika. Gdy piłka uderzy o blok Dacewicza, spada jak „głowa ścięta przez kata”. Osobiście z niecierpliwością czekam na pełen powrót „Dacka” do wysokiej formy.
Damian w reprezentacji – będzie musiał walczyć o miejsce!
Przejdziemy teraz do klasyki: „Tańcowały dwa Michały, jeden duży, drugi mały...” I nie trzeba chyba wyjaśniać o kogo chodzi. Obaj młodzi, wielce utalentowani. Razem stanowią dwójkę najlepiej zgranych ze sobą przyjmujących zawodników w Polskiej Lidze Siatkówki. To Michał Ruciak i Michał Bąkiewicz (PZU AZS Olsztyn).
2. Michał Ruciak – „Łuk”
Z braku miejsc oraz silnej konkurencji na pozycji przyjmującego nie pojechał na IO do Aten. Moim skromnym zdaniem – błąd! Za to w rozgrywkach polskiej ligi Michał gra jak z nut. W klubie walczy o miejsce w podstawowym składzie wraz z Markiem Siebeckiem – też reprezentantem, tyle że z za zachodniej naszej granicy. Ta sportowa rywalizacja niewątpliwie przynosi pozytywne efekty. Ruciak wyraźnie poprawił element będący dotąd jego „piętą Achillesową” - czyli blok. A jak pozostałe elementy siatkarskiej sztuki? Zagrywka – zawsze była jego mocną stroną i tu nic się nie zmieniło. Raz mocna raz taktyczna, nieustannie sprawia wiele kłopotów w szeregach przeciwnika. Atak – dynamiczny i silny ze skrzydeł, ale równie skuteczny z 6 strefy. Temu zawodnikowi ciężko jest zarzucić jakieś braki. Ktoś powie, że jest niski! Ale i tu Michał zaczął odrabiać straty i ostatnio urósł o całe 2 centymetry 189=>191cm (hehe :D ). Łuk służy do miotania strzał – Ruciak miota piłki. I oby miotał je na takim poziomie jak obecnie a będzie fantastycznie!
Michał w reprezentacji – mam nadzieję jak i przeczucie, ze będzie grał w podstawowym składzie podczas IO w Pekinie!
3. Michał Bąkiewicz – „Kusza”
Energiczny, żywiołowy i niezwykle zawzięty zawodnik. Jak o nim mówią: siatkarz z charakterem. Bąkiewicz to niewątpliwie wielce utalentowany zawodnik. Wysoką dyspozycję utrzymuje przez cały sezon ligowy. Jest jednym z tych graczy, którego jak na razie omijają kontuzje a forma nie ucieka. W statystykach najlepiej punktujących zawodników Michał jest w pierwszej piątce. Do gry wychodzi w podstawowym składzie olsztyńskiego AZS – u. Coraz większe wyczucie w bloku, zróżnicowana i zaskakująco mocna zagrywka, szybkie ataki po prostej – to atuty, którymi dysponuje „Bąku”. Te elementy wykonuje bardzo dobrze, prawdziwym jednak jego atutem jest przyjęcie. Prawie bezbłędny odbiór piłek z zagrywki sprawia, iż jest jednym z najbardziej wartościowych zawodników w Polsce na pozycji przyjmującego. Będący na półmetku sezon ligowy Michał może zapisać do bardzo udanych. To zawodnik godny zaufania i potrafiący zmobilizować zespół! Swoją postawą udowadnia, że zasługuje na grę w reprezentacji. Dlaczego „Kusza” - napinana ręcznie broń miotająca? Kto widział na własne oczy ataki, a przede wszystkim zagrywki Bąkiewicza, nie ma chyba wątpliwości dlaczego akurat „Kusza”.
Michał w reprezentacji – moim zdaniem w przyszłym sezonie będzie czołowym zawodnikiem!
Następnym kadrowiczem powołanym do przeglądu jest pierwszy rozgrywający reprezentacji Polski – Andrzej Stelmach (EKS Skra Bełchatów). Najstarszy z siatkarzy grających w barwach kraju nie ustępuje młodzieży ani na krok.
4. Andrzej Stelmach – „Broń masowego rażenia”
„Wojna taktyczna toczyła się m.in. pomiędzy Zagumnym i Stelmachem. Andrzej przyjął walkę i ją wygrał.” – tak po finałowym meczu Pucharu Polski wypowiadał się na temat swojego rozgrywającego Ireneusz Mazur. Rozegrania Stelmacha na skrzydła do Piotra Gruszki czy też na środek do Roberta Szczerbaniuka są prawdziwymi siatkarskimi rarytasami. Mocna zagrywka z wyskoku i duże wyczucie w bloku są atutami Andrzeja nie od dziś. Stabilna forma i ogromne doświadczenie naszego reprezentacyjnego rozgrywającego przedkłada się pozytywnie na wyniki całego zespółu Skry. To właśnie wypełnianie wszystkich założeń taktycznych trenera i rozsądne prowadzenie gry przez „Grubego” pozwoliło drużynie z Bełchatowa na sięgnięcie po najwyższe trofeum - Puchar Polski 2004r. (jest to pierwszy Puchar w historii tego klubu). Pozostaje mieć nadzieję, że dobra dyspozycja naszego kadrowicza utrzymywać się będzie jeszcze długo i przyczyni się do zwycięstw także w barwach reprezentacji. Nasza „Broń masowego rażenia” swoimi dynamicznymi rozegraniami sieje spustoszenie oraz grozę po drugiej stronie siatki.
Andrzej w reprezentacji – pomimo wielkiego sentymentu dla niego uważam, że chociażby ze względu na mijające lata, powinien swoje doświadczenia zacząć przekazywać młodszym zawodnikom i powoli przygotowywać się do ustąpienia im miejsca w reprezentacji!
Na półmetku rozgrywek PLS – u byliśmy świadkami jeszcze jednego powrotu na parkiet polskiego reprezentanta. Ten zawodnik wraca po długiej, bardzo długiej przerwie. I robi to, jak to zawsze miał w zwyczaju, w wielkim stylu. Paweł Papke (PZU AZS Olsztyn), przez długi czas podstawowy atakujący Reprezentacji Polski, szybko odzyskuje wysoką formę, co nas kibiców wprawia w wielkie poruszenie i jest powodem nieukrywanej radości.
5. Paweł Papke – „Armata”
Paweł zaraz po zakończeniu poprzedniego sezonu ligowego zdecydował się na rozwód z kadrą, z powodów zdrowotnych. Po odbytej operacji długo nie wznawiał treningu. Dopiero z nadejściem siatkarskiej jesieni rozpoczął pracę nad formą. Rozwaga i precyzyjne stopniowanie obciążenia na treningach szybko przyniosły skutki. W chwili obecnej Paweł wychodzi na boisko w podstawowej szóstce i tak jak w zeszłym sezonie, tak i teraz stanowi ostoję zespołu z Olsztyna. To mocny punkt AZS-u. Jego ataki, mocne i niezwykle szybkie, znów wprawiają w zdziwienie i osłupienie przeciwników. Papke po prostu strzela piłkami jak z armaty, zdobywając punkty seriami, jeden za drugim. Nieźle radzi sobie też w bloku. Szybko się przesuwa i nienagannie kryje kierunki, tworząc ze środkowymi swojej drużyny mur nie do przebicia. Jedynym elementem, przy wykonaniu którego widać jeszcze skutki przerwy w grze i w treningach, jest zagrywka. Element, w którym kiedyś Paweł brylował, dziś wykonywany jest zaledwie poprawnie. Jednak znając ambicje i wolę walki naszego kadrowicza można się spodziewać, że szybko nadrobi braki. Jego forma z meczu na mecz rośnie i stabilizuje się.
Paweł w reprezentacji – tak, jak Stelmach powoli będzie musiał ustąpić miejsca młodzieży!
Pozostał nam jeszcze jeden kadrowicz. Uniwersalizm – to jego największa zaleta. W reprezentacji grał już zarówno na pozycji przyjmującego jak i atakującego. Jego wzrost - 206cm. sugeruje, że w razie potrzeby poradziłby sobie prawdopodobnie i na pozycji środkowego bloku. To Piotr Gruszka (EKS Skra Bełchatów).
6. Piotr Gruszka – „Broń ABC”
Po kilku sezonach gry w ligach zagranicznych, Gruszka powrócił do Polski i obecnie reprezentuje barwy bełchatowskiej Skry. W klubie gra na pozycji przyjmującego. Jest on kolejnym zawodnikiem, który na wykresie formy plasuje się pośrodku. Gra nieźle. Oczywiście jak każdemu zdarzają mu się wzloty i upadki, na szczęście te drugie rzadziej. Jak z formą „Gruchy”? Atak „A” – tu jak zwykle, Gruszka idealnie obiera kierunki, co zwiększa jego skuteczność. Blok „B” – mając u boku Szczerbaniuka lub Dacewicza, tworzy ciężką do przebicia się „fortyfikację”. Zagrywka „C” – przede wszystkim taktycznie, a co za tym idzie zaskakująco. Składając te trzy elementy w całość ukazuję się naszym oczom gracz, któremu można zaufać, znający siatkarskie rzemiosło i potrafiący użyć najbardziej odpowiedniej broni w stosownym momencie. Ten zawodnik w rozgrywkach ligowych jeszcze nie pokazał wszystkich swoich umiejętności. Śmiem przypuszczać, że już niedługo Piotr zacznie w pełni wykorzystywać wszystkie doświadczenia zdobyte na europejskich parkietach. A gdy Piotrek jest w dobrej dyspozycji, jego skuteczność jest naprawdę godna podziwu!
Piotr w reprezentacji – konkurencja nie śpi, wiec jeżeli nie będzie utrzymywał wysokiej formy, będzie musiał walczyć o miejsce!
Ocena po przeglądzie tej części zawodników – dobry plus!
Podsumowując poczynania biało - czerwonych reprezentantów na półmetku sezonu ligowego, w szczególny sposób należy wyróżnić co najmniej dwóch z nich. Wybór moim zdaniem jest oczywisty, wystarczy zerknąć do prasy czy internetowych portali. Można chyba zaryzykować twierdzenie, iż zawodnikiem reprezentującym obecnie najwyższą formę jest, grający we Włoszech, Sebastian Świderski, a niewiele mu ustępuje błyszczący w lidze rosyjskiej Robert Prygiel. Natomiast wydarzeniem, które może pozytywnie wpłynąć na wartość naszej kadry, jest powrót Pawła Papke. Tak więc ogólna ocena formy wszystkich kadrowiczów po przeglądzie ich siatkarskie siły równa jest – dobry !!!
Polscy reprezentanci, zarówno ci grający za granicą, jak i ci grający w kraju, sprawują się nieźle. Jest jeszcze co poprawić, chociaż patrząc w przyszłość wydaje mi się, że możemy spać spokojnie. Żaden z zawodników nie zmaga się z poważną kontuzją, a ci, którym zdrowie ostatnio nie dopisywało, powracają do gry. Młodzież depcze po piętach doświadczonym zawodnikom. Idą zmiany! Jednak to, jakie one będą zależy nie tylko od nowego trenera, ale głównie od samych zawodników. To ich forma, postawa a przede wszystkim chęci zdecydują o tym, co osiągną. Mamy w reprezentacji wielu kadrowiczów potrafiących grać ofiarnie, wkładających w grę serce oraz mobilizujących swoją postawą innych. Moim zdaniem najważniejszym zadaniem nowego trenera będzie uświadomienie zawodnikom ich prawdziwej wartości oraz tego, że naprawdę stać ich na więcej niż tylko na słynne już „piąte miejsce”.
Może ktoś mi zarzuci, że moje wnioski są banalne i nie mają w sobie nic odkrywczego. Nikt jednak nie zaneguje chyba tego, że aby cokolwiek osiągnąć trzeba wierzyć w sukces. Wierzyć w możliwość zrealizowania założonego celu, wierzyć w siebie!!! I właśnie tego życzę w Nowym Roku naszym reprezentantom – WIARY we własne możliwości, WIARY w siebie!
Karina Kilińska
www.reprezentacja.net









